Kiedy byłam wczesną licealistką, często słyszałam od jednego z wujków, że "cukier i sól to biała śmierć". Wówczas moja dieta zajmowała mnie w małym stopniu, byłam już wegetarianką, ale interesowały mnie głównie fajki i Nietzsche (to drugie zostało do dziś).
Po latach muszę niezbyt lubianemu wujowi przyznać rację, chociaż opowieść o śmierci w cukrze brzmi trochę histerycznie, to jednak coraz bardziej przekonuję się, że w takim sposobie myślenia jest metoda.
W jednym z numerów "Forum" czytałam artykuł o "byciu cukru w świecie" i chyba nie ma drugiego produktu, którego spożycie wzrosłoby trzykrotnie w ciągu ostatnich 50 lat - obecnie wynosi 165 milionów ton rocznie. Jest wszechobecny, co łatwo jest sprawdzić samemu oglądając etykiety w sklepach (będzie zarówno w batonach, jak i musli, maśle orzechowym, musztardzie, pastach itp.)
Podobno to odżywianie w pierwszych latach życia ma największy wpływ na to, czy później dzieciak będzie się borykał z problemami żywieniowymi czy nie. Niebagatelny pozostaje też wpływ rodziców, którzy dorzucając warzywa jako przykry dodatek do ogromnej porcji smażonego mięsa dają wyraźny sygnał, jak należy traktować poszczególne produkty.
Kto choć raz nie czuł nagłej potrzeby zjedzenia czegoś słodkiego do tego stopnia, że późnym wieczorem leciał do sklepu, przegrzebywał szafki (P. jako dziecko potrafił przeszukać cały dom - no, w sumie niewiele się zmieniło - by tylko dopaść schowaną przed nim czekoladę czy cukierki), czy w desperacji - uwaga, znam takie przypadki - czerpał cukier łyżeczką prosto z cukiernicy... To, co łatwo jest nazwać łakomstwem, ma jednak znacznie poważniejszą przyczynę: "cukier wywołuje w mózgu te same wzorce aktywności co narkotyki powodujące uzależnienie" (Forum 10/16.12.2012).
Fajnie, co?
Z własnego doświadczenia wiem też, że przyjmowanie nawet bardzo małych dawek cukru, ale regularnie, w różnych produktach spożywanych codziennie znieczula zmysł smaku. Słodycze bez cukru zaczęły być dla mnie naprawdę słodkie dopiero po dłuższym epizodzie witariańskim. Dla mojego ojca (niezwykle słodyczożernego) desery, które robię są zawsze za mało słodkie (bardzo podobnie jest z solą, kiedyś stosowałam ją prawie do wszystkiego, teraz - kiedy najczęściej używam innych przypraw i ziół - mnóstwo rzeczy ze sklepu jest dla mnie mega za słonych).
Sama nie lubię dni bez słodkiego smaku. Zwykle zaspokaja mnie poranny shake z dodatkiem banana i gorzkiego kakao, ale sam fakt, że tak mnie ciągnie do upojenia słodyczami nie jest pocieszający.
Oczywiście jak zawsze za plecami problemu stoi olbrzymi przemysł, który protestuje przeciwko wszelkim prawnym próbom regulacji problemu, kiedy w 2003 roku WHO chciała wydać oficjalne zalecenie (które przecież nie jest nawet nakazem prawnym) aby jedynie 10% przyjmowanych kalorii pochodziło z cukru, lobby było tak silne, że WHO sugeruje tylko "redukowanie" spożywania cukru.
Czy trzeba koniecznie rezygnować ze słodkiego smaku w diecie? Z pewnością nie, ale chyba nie ma wątpliwości, że poszukiwanie alternatywnych do cukru źródeł słodkiej przyjemności ma sens choćby dlatego, że zupełnie inaczej organizm reaguje np. na stewię (chodzi m.in. o poziom cukru we krwi, wydzielanie insuliny) i cukier z buraka. Nie bez znaczenia pozostaje wartość kaloryczna słodkości przyrządzanych z dodatkiem bananów, daktyli, ksylitolu czy cukru z torebki.