Pokazywanie postów oznaczonych etykietą pomoc. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą pomoc. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 30 grudnia 2014

Opowieść o dobrym człowieku - czyli życzenia noworoczne.




A właściwie o dwójce i psie, bo to opowieść o mojej baby sis, jej K. i Aronie.

Moja sis miała już dwa przygarnięte psy i cztery koty kiedy na jej drodze pojawiło się kolejne, schorowane zwierzę, które spędziło w schronisku 5 lat. Tak, PIĘĆ długich, zamkniętych w boksie lat. Dopiero kiedy okazało się, że Aron zapadł na przewlekłe zapalenie nerek zaczęto pilnie szukać dla niego tymczasowego domu. I tak Aronek trafił do mojej sis. 
Na stałe. 

Niedawno, po 1.5 roku posiadania domu i zwierzęco-ludzkiej rodziny Aron rozchorował się tak poważnie, że trzeba było pozwolić mu odejść. Moja siostra w ostatnich tygodniach Aronka zmieniła się w zawodową pielęgniarkę i psiego psychologa: wbijanie igły w psa, kilkugodzinne kroplówki (trzeba było cały czas siedzieć z potworem), zastrzyki, nieustanne przytulanie i głaskanie.

Na fb opisała potem historię swojego spotkania z Aronem.
I to jest właśnie opowieść o dobrym człowieku. 
Nie bajka, tylko prawdziwy reportaż o zwierzaku i jego pani, dowód na to, że ratując jedno psie życie, ratuje się cały - psi i nie tylko - świat.

"Nie pamiętam, jak trafiłam na wydarzenie Arona; pamiętam jedynie, że pilnie szukał tymczasowego domu tymczasowego, bo jego opiekunowie wyjeżdżali na kilka dni i nie mogli go ze sobą zabrać. To był 18 kwietnia 2013 roku, czwartkowe popołudnie. 

Karol wrócił z pracy i już wiedział, że coś się szykuje, kiedy powiedziałam, że na kolację jest halloumi, jego ulubiony ser. „Bo wiesz, jest taki piesek…”. „Nie” – usłyszałam w odpowiedzi. „Ale to tylko na cztery dni…”. „Nie”. Pokłóciliśmy się, w końcu wściekła zaczęłam walić w worek treningowy. Po chwili Karol przyszedł do mnie i wypowiedział zdanie, które od tego czasu ciąży nad nim jak klątwa: „nie wiem, po co w ogóle się z tobą kłócę, skoro i tak zawsze się zgadzam”. I tak dwa dni później, w sobotę 20 kwietnia, przyjechał do nas Aron. 

Na początku nie był zadowolony, wziął w pysk swoją smycz, wyraźnie dając nam do zrozumienia, że tu mieszkać nie będzie. Nasze dwie suczki, Trufla i Lufka, też nie były zachwycone, o (trzech jeszcze wówczas) kotach nie wspominając. Aron szybko się jednak zaaklimatyzował i już po tych czterech dniach, kiedy wracał do swojego domu tymczasowego, wiedziałam, że tu jest jego miejsce…
Nie przypuszczaliśmy, że dokładnie miesiąc później, 24 maja 2013 roku, znów zapuka do naszych drzwi. I tak zaczęła się nasza piękna przygoda z Aronem – prawie półtora roku szczęścia, ale i walki o każdy kolejny dzień dobrego życia dla tego wspaniałego psa. Bo kiedy Aron z nami zamieszkał nie chodziło tylko o to, żeby żył. Chodziło o to, żeby żył szczęśliwie, a szczęście dla psa to pełna micha, bieganie i kopanie na spacerze, zabawy w domu i ciepły kąt do spania (choć w przypadku Arona ów „kąt” z reguły był naszym łóżkiem).
Czas, który Aron nam podarował, był dla nas naprawdę wspaniały i wiele się nauczyliśmy. Nie tylko o nim, o jego chorobie, ale i o sobie samych – ja okazałam się jeszcze bardziej irytująca („Karol, nie wstawaj tak gwałtownie, bo denerwujesz psa!”), a Karol jeszcze bardziej cierpliwy (naprawdę dzielnie znosił to, że Aron przez 1,5 roku szczekał na niego, kiedy przechodził obok łóżka czy innego miejsca, w którym akurat siedziałam)"
(...)
Dziś, przed godziną 16., Aronek od nas odszedł.
Położył się na swoim posłaniu, głaskaliśmy go z Karolem cały czas. Był spokojny, ani trochę się nie denerwował. Powoli zasnął. Myślę, że po 1,5 roku walki z chorobą zasłużył na to, żeby jego śmierć wyglądała właśnie tak - spokojnie, powoli, w towarzystwie osób, które go kochają, i które on kochał. 
(...)
Dziękujemy Tobie, Aronie, za to, że byłeś. Może jeszcze kiedyś się spotkamy".

Życzę Wam żebyście w 2015 roku spotkali na swojej drodze tylko dobrych ludzi.
I oczywiście psy.

<3

Najdzielniejszy pacjent EVER.

Zamiast gryzaków i piłek...

Moja dzielna sis w służbowym stroju: koszulka "friends forever" + kotek i piesek na obrazku.

czwartek, 15 maja 2014

Czekoladowo-miętowe muffiny (bezglutenowe) i prośba od Beksika



***



VS


Kiedy już wszystko inne zawodzi, szans na bezludną (no dobra, dwuosobową) wyspę brak, pozostaje:







***





Ciasto

Bazę do ciasta stanowił przepis na jaglane brownies Szpinakowej wróżki, użyłam orzechów ziemnych do posypania muffinów, bezglutenowego proszku do pieczenia zamiast standardowego, do masy dodałam dodatkowo cynamon i ekstrakt z wanilii. No i upiekłam je w muffinowych foremkach :)


Krem:

100 g nerkowców (namoczonych przez kilka godzin)
Porządny pęczek świeżej mięty
1 awokado
6 łyżek syropu z agawy lub innego płynnego słodzidła
Łyżka nierozpuszczonego oleju kokosowego
Sok z połówki cytryny
Tabliczka miętowej czekolady i kilka liści mięty do dekoracji babeczek


Liście mięty oderwać z łodyżek, wszystkie składniki zblendować na gładką masę i wstawić do lodówki. Krem powinien być jednocześnie: słodki i kwaśny, więc jeśli wydaje się mdły można manewrować ilością syropu/cytryny. 

BTW: Trzeba szybko dodać sok z cytryny do awokado, bo krem z pistacjowo-zielonego zrobi się zgniło-gloniasty :)

Syrop

Suszona mięta
Syrop z agawy

Przygotować mocny napar z mięty, użyłam dwóch łyżeczek suszu na 1/4 szklanki wody. Kiedy płyn trochę przestygnie posłodzić go syropem z agawy.

___________________
Upieczone muffiny solidnie polać syropem miętowym i odstawić żeby wsiąkł w ciasto. Schłodzony krem ląduje na wierzchu babeczek, a w kremie kawałek miętowej czekolady. 


***
I prośba od Beksika, który cierpi na brak miłości. Roześlijcie proszę link do Beksikowego ogłoszenia, to zajmie tylko sekundę, a w tym czasie możecie zmienić życie zwierzaka. Jeśli znajdzie się chętny, dobry dom dla tego cudnego stwora, gwarantuję dowóz zwierza i blachę wegańskiego ciasta w pakiecie!

Link do wydarzenia Beksia na FACEBOOKU i strona DOMU TYMCZASOWEGO, który opiekuje się Beksiem.











czwartek, 3 października 2013

Weganizm = aktywizm, czyli Veggie Parade



Jakiś czas temu zdałam sobie sprawę, że mój "prywatny" weganizm już niewiele zmieni. Żyjąc w taki sposób jak teraz przez kolejnych ileś tam lat, nie zabiję i nie zjem konkretnej liczny zwierząt, nie wesprę swoimi pieniędzmi firm kosmetycznych trzymających w laboratoriach zwierzęta, posegreguję jakąś tam górę śmieci. I to wszystko jest oczywiście fantastyczne, ale cały sens działań kryje się moim zdaniem w pokazywaniu weganizmu także na zewnątrz - szerszemu gronu ludzi, dla których hasło to kojarzy się jedynie z jedzącymi trawę, szarymi postaciami bez energii i ascetycznym życiem poza społeczeństwem.



Po to właśnie organizowana jest krakowska Veggie Parade:


Celem Veggie Parade jest zwrócenie uwagi opinii publicznej na kilka zagadnień związanych z tematem. Po pierwsze, że jest spory odsetek zwolenników diet roślinnych, którzy swoim stylem życia udowadniają, iż jedzenie posiłków bezmięsnych (wegetarianizm), czy nie zawierających produktów pochodzenia zwierzęcego (weganizm), jest możliwe i jest rozsądną alternatywą dla nasyconego składnikami zwierzęcymi, współczesnego sposobu odżywania.
Po drugie, celem jest również zachęcenie jak największej ilości miłośników zwierząt i sympatyków vege diety do wyrażenia swojego poparcia dla (prostych) działań wykluczających cierpienie zwierząt i sprzyjających zdrowiu człowieka. Po trzecie, marsz ten ma za zadanie wzbudzić wśród odbiorców refleksję na temat sytuacji zwierząt w XXI wieku, przemyśle hodowlanym: mięsnym, mleczarskim, odzieżowym, w tym futrzarskim, kosmetycznym i farmaceutycznym i zachęcić ich choćby do skosztowania diety i stylu życia, który stara się całkowicie wykluczyć eksploatowanie zwierząt.

To także okazja, żeby jako grupa zaistnieć w świadomości społecznej. Korzyści? Oczywiste. Takie, jak choćby publiczna debata o wprowadzeniu wegetariańskich posiłków do przedszkoli i zakaz uboju rytualnego. 

Krakowska parada to przyczynek do spotkania ludzi, którzy nie zapytają Cię (zaraz po dowiedzeniu się, jak masz na imię) co właściwie jesz, do udziału w konkursach sportowych zorganizowanych przez Vegge Runners, również możliwość spróbowania wege jedzenia, uczestniczenia w projekcjach i wykładach. Kto może, niech wpada, innym zostaje udostępnianie informacji gdzie tylko się da - im więcej uczestników, tym lepiej!


A tak kolorowo wyglądał zeszłoroczna parada w Czechach
Zwierzęta nie są dla nas towarem, tak samo jak od dawna już nie traktujemy jak towar innych ludzi, kiedyś zdegradowanych do tej roli w społeczeństwie. Czujemy współczucie dla wszystkich zwierząt, nie tylko dla tych towarzyszących człowiekowi, które cieszą się wyjątkowymi względami. Jeśli skrzywdzenie lub zabicie psa czy kota jest złe, tak samo złe jest postąpienie w ten sposób ze świnią, cielęciem, rybą, myszą, kurą czy delfinem.

Nie zgadzamy się, żeby zwierzęta wykorzystywano jako żywność, w przemyśle odzieżowym, kosmetycznym, i w często zupełnie bezsensownych eksperymentach, a także dla tzw. rozrywki, np. w cyrkach. Wszystkie zwierzęta bez wyjątku chcą żyć zgodnie ze swoimi naturalnymi potrzebami. Wszystkie czujące istoty zasługują na wolność, szacunek, miłość i zrozumienie.

Informacje o Veggie Parade Kraków 2013 znajdują się na tej stronie.

niedziela, 15 września 2013

Empatia jest prosta


Dziś kolejna edycja akcji mającej zwiększać społeczną świadomość co dla zwierzęcia oznacza poruszanie się przez kilkanaście lat z ciężkim łańcuchem u szyi, na przestrzeni kilku metrów.

Straszne to i smutne, że społeczeństwu wykorzystującemu na co dzień niezwykle zaawansowane technologie, potrafiącemu się rozwodzić nad subtelnościami dzieła sztuki, estetyzującemu swoje otoczenie trzeba tłumaczyć rzeczy elementarne, wymagające jedynie odrobiny - zupełnie przecież podstawowej, stanowiącej jeden z fundamentów inteligencji emocjonalnej - empatii. A jeśli dla niektórych to nie jest wystarczające, to odrobina zdrowego rozsądku wystarczy, by odpowiedzieć sobie na pytanie, czy można tak postępować z żywymi istotami.

Wiem, nic nowego nie piszę, nawet doskonale zdaję sobie sprawę z tego, jak to działa i jestem w stanie prześledzić procesy, które doprowadziły do takiej sytuacji. Ale nie przestaje mnie to w jakiś sposób zadziwiać (w całkowicie negatywnym sensie) i oburzać. 

Dlatego rano ruszam z paką plakatów i będę rozwieszać je na tablicach w okolicznych wsiach. Większość happeningów związanych z akcją odbywa się w dużych miastach i jest to na pewno cenne, bo zwraca uwagę opinii publicznej, ale nie można zapominać, że w najgorszej sytuacji są zwierzęta trzymane poza okiem kamer i przechodniów, którzy jutro będą patrzeć na ludzi przypiętych do bud. W małych miejscowościach, wsiach zmiany zachodzą bardzo wolno, wiem to doskonale obserwując od 15 lat sytuację w takim miejscu. Nadal wielu ludzi trzeba "motywować" do naprawienia psu budy, czy spuszczania go z uwięzi (polskie prawo reguluje takie kwestie, choć niestety nie zakazuje całkowicie takiego sposobu obchodzenia się ze zwierzętami), obietnicą wezwania jakiejś organizacji albo ekipy programu "Uwaga".

Ulotki, plakaty może rozdawać czy rozwiesić każdy, są one do pobrania pod tym linkiem. Sprawdzoną przeze mnie metodą jest też wkładania ulotek do skrzynek pocztowych osób, u których na podwórku pies jest trzymany na łańcuch. Niech ludzie, którzy źle traktują zwierzęta wiedzą, że inni to dostrzegają, nie są obojętni i nie godzą się na traktowanie tego problemu jako prywatnej sprawy właściciela.

piątek, 12 lipca 2013

ZWIERZĘTA GÓRĄ!!!

Warto było przychodzić, krzyczeć, wysyłać maile, rozdawać ulotki. Bitwę o ubój rytualny wygrały zwierzęta!!! To wspaniała wiadomość i wielki krok naprzód - prawa zwierząt po raz pierwszy stały się tematem publicznej debaty, pisano i mówiono o niej w mediach, na demonstracjach pod sejmem było obecnych więcej osób, niż zwykle. Mam nadzieję, że to dobra prognoza na przyszłość i zalążek zmian.

Fot. Mikołaj Jastrzębski vege.com.pl


O dokładnym wyniku głosowania można przeczytać TU.


Warto też dokładnie przyjrzeć się, kto z posłów głosował za a kto przeciw, żeby już nigdy nie oddać głosu na ludzi, których interesują tylko pieniądze i własne interesy.
***
Aktualizacja: lista przedstawiająca, jak dokładnie głosowali poszczególni posłowie (będzie czytelna po kliknięciu na obrazek):


środa, 10 lipca 2013

Dlaczego zakaz zabijania bez ogłuszania jest tak ważny?


Jutro kolejna demonstracja przed Sejmem, nawet jeśli ktoś nie może być osobiście, bardzo pomocne będzie nagłaśnianie sprawy, rozdawanie ulotek, linkowanie na fejsie, rozprzestrzenianie informacji tak, żeby nie wydawała się interesem wąskiej grupy obrońców zwierząt. A dlaczego właściwie nią nie jest?

Pod nic nie mówiącym hasłem "ubój rytualny", które może kojarzyć się z jakąś dość niewinną religijną praktyką o wymiarze niemal metafizycznym kryje się TO

Legalizacja uboju bez ogłuszania będzie oznaczać nie tylko niewyobrażalne cierpienie zwierząt, które padną ofiarą tego procederu, to jest jasne. Mniej oczywiste wydają się dużo bardziej złożone skutki wprowadzenia do przestrzeni dyskursu publicznego debaty o zwierzętach, w której granica pojęcia "znęcanie się" zostaje w znacznym stopniu - dodam, że bardzo niebezpiecznie - przesunięta. 

Tej, pozornie dotyczącej tylko jednej sfery, zmiany nie widać na pierwszy rzut oka i to właśnie, moim zdaniem, czyni ją niezwykle groźnym narzędziem, które może posłużyć dalszym reinterpretacjom granic.

Przyzwolenie na podrzynanie gardła, wieszanie zwierzęcia do góry nogami, wielogodzinne wykrwawianie się... Dziś jeszcze karane jako znęcanie się, jutro może być jedną z normalnych (to słowo aż razi w oczy w tym kontekście) praktyk związanych z hodowlą. Zwierzęta się same nie obronią, mamy obowiązek zrobić to za nie.

Legalizacja uboju rytualnego sprawi, że każda następna walka o zaostrzenie prawa wobec tych, którzy katują zwierzęta będzie w znacznej mierze debatą o tym, czy w zasadzie możemy uznać, że wlewanie do oka chemii i patrzenie, czy wyżera ona tkankę żywemu stworzeniu jest znęcaniem, czy może znów tylko pewną praktyką laboratoryjną, więc nie powinna budzić kontrowersji.

Przyzwolenie na ubój rytualny będzie jednocześnie otwartą zgodą na dążenie do społeczeństwa pozbawionego empatii, współodczuwania, gdzie relacje między istotami kształtowane będą w myśli powiedzenia: "rób drugiemu co tobie niemiłe, jeśli możesz coś z tego mieć".

Teoretyzowaniu cierpienia mówię stanowcze: NIE.




środa, 8 maja 2013

A może Jadzia?







Jeśli sami nie możecie przegarnąć Jadzi, mam ogromną prośbę o udostępnienie wydarzenia Jadzi na Facebooku, szukamy dla niej dobrego domu, który będzie kochał ją tak samo mocno, co Jadzia nowy dom :)



wtorek, 26 lutego 2013

Kto lubi Dropsy?

Ten niech koniecznie zobaczy poniższy, pięknie nakręcony film (a zwłaszcza od 1:20) i poda dalej :)




Więcej informacji o Dropsie znajdziecie tu.
Z góry dzięki! :)

piątek, 15 lutego 2013

Nazywam się miliard


Wczoraj wieczorem spędziłam trzy najprzyjemniejsze i najbardziej, zdaje się, pożyteczne godziny w ostatnim tygodniu. Ciemną nocą szłam, a raczej tańczyłam z grupą fantastycznych dziewczyn i facetów żeby zaprotestować przeciwko przyzwoleniu na przemoc seksualną wobec kobiet. Bo czy wiecie, że:

Mężczyźni są sprawcami ponad 99% wszystkich gwałtów.
40% dziewcząt między czternastym a siedemnastym rokiem życia deklaruje, że zna rówieśnicę, która została uderzona lub była bita przez swojego chłopaka
Od 50 do 70% mężczyzn, którzy stosują przemoc wobec swoich partnerek, stosuje także przemoc wobec swoich dzieci.
Sprawcą przemocy seksualnej w ponad 80% jest osoba znana ofierze.
Sprawcą przemocy seksualnej w 78% jest mąż ofiary.
W 90% przypadków, sprawcy pozostają bezkarni*

*dane ze strony Fundacji Feminoteka
Dane koszmarne, jeśli ktoś chciałby dowiedzieć się więcej, polecam stronę Feminoteki właśnie.
A oto jak wyglądało wczoraj w nocy centrum Warszawy, wkładaliśmy ulotki za szyby samochodów, rozdawaliśmy przechodniom foldery (14 lutego wszędzie pełno ludzi), zatrzymując się pod różnymi instytucjami (policja, kościół, szkoła) dziewczyny mówiły jak bagatelizują one problem przemocy lub wychowują kobiety w poczuciu, iż to one powinny się wstydzić, siedzieć cicho i być uległe.

Czy wiecie, jak przyjemnie iść ulicami nie myśląc o tym, że ktoś wylezie z ciemnej bramy?








A to jeden z kawałków, przy których wczoraj szaleliśmy:
WE ARE YOU FRIENDS
YOU NEVER BE ALONE AGAIN




  • Jest jednak i przykry akcent akcji, otóż podczas jednego z warszawskich meetingów (w ciągu dnia było ich kilka) dziewczyny z prawicowej organizacji zrobiły kontrmanifestację opowiadając się tym samym ... po stronie stosujących przemoc (sic!). Czy naprawdę nie można wznieść się ponad swoje prywatne poglądy i zjednoczyć w sprawie, która dotyczy WSZYSTKICH kobiet, niezależnie od politycznych upodobań? Chyba wiara w boga nie uniemożliwia głośnego mówienia o tym, że kościół niestety w znacznym stopniu przykłada się do kultywowania stereotypów dotyczących roli i miejsca kobiet w społeczeństwie...
  • sobota, 26 stycznia 2013

    Roma non uno die aedificata est, czyli technika małych kroków a prawa zwierząt

    Często wydaje się, że praca nad poprawą losu zwierzaków jest syzyfowym i w jakimś sensie jałowym zajęciem, bo przecież świata się nie zbawi. Pogardliwe uwagi o moim rzekomym idealizmie, utopijnym  charakterze poglądów, bezsensowności działań wpisuję w ramy doświadczenia jakim jest bycie wege i nie przykładam do nich zbyt dużej wagi. Pewnie, że lekceważące i prześmiewcze pytania nie są czymś przyjemnym, ale nauczyłam się nie reagować na idiotyczne zaczepki osób, które nie chcą się ode mnie niczego dowiedzieć, tylko za wszelką cenę próbują znaleźć jakąś niekonsekwencję czy niespójność by udowodnić, że mój wybór to bzdura.

    To, co w jednym kraju wydaje się odległym, nierealnym i naiwnym projektem, w innych miejscach na mapie Europy jest już rzeczywistością określoną stosownym prawodawstwem: od grudnia zeszłego roku we Włoszech KAŻDY ma obowiązek udzielić pomocy zwierzakowi rannemu w ruchu drogowym. Nie tylko kierowca, który potrącił, ale KAŻDY (prowadzący pojazd są objęci takim obowiązkiem od dwóch lat). I nie jest to tylko postulat, ale prawo, za złamanie którego grozi kara do niemal 1600 Euro. Wioząc ranne zwierzę można też nie stosować się do przepisów ruchu drogowego (nie grozi za to mandat) co dla mnie w szerszej perspektywie wskazuje na zaczątek bardzo ważnej zmiany w myśleniu o zwierzętach - równaniu ich cierpienia z bólem człowieka.

    źródło

    Tak, wiem, oprócz tego dzieją się w tym rejonie rzeczy straszne - w poprzednim poście pisałam o koszmarze w zoo, poza tym bezdomność zwierząt na południu Europy to naprawdę duży problem - ale jednak takie przepisy to jakiś krok ku temu, by stworzyć sytuację, w której debata o tym, żeby np. nie wolno było trzymać psów na łańcuchu nie będzie się sprowadzała do lekceważenia głosów w obronie zwierząt, albo komentarzy, że: "przecież psy łańcuchowe (sic!) są do tego przyzwyczajone i tak było zawsze" (wypowiedź jednego z posłów PSL).

    W zeszłym roku przedstawiałam historię psa, którego na moich oczach jakiś kierowca z premedytację przejechał (droga była na tyle oświetlona, że było widać jak zwierzak próbuje podnieść się z jezdni, bo ktoś już go wcześniej potrącił). Ten człowiek (?) nie próbował go ominąć, hamować (o zatrzymaniu się nie mówię). Po prostu po nim przejechał. I już.



    wtorek, 21 sierpnia 2012

    Więzienie nie dla wegan...

    Kilka dni temu przeczytałam na stronie vegnews.com informację, że jednej z członkiń Pussy Riot odmówiono wegańskiego jedzenia podczas dwuletniego pobytu w łagrze, poniżej oryginalna notka:

    A Pussy Riot member has been denied meat- and dairy-free food in prison leading fellow vegans to advocate on her behalf.
    Maria Alekhina of Pussy Riot, a Russian protest band, has made recent headlines after being refused plant-based food while incarcerated. Vegan actress Alicia Silverstone, alongside People for Ethical Treatment of Animals, sent a letter to President Vladimir Putin of Russia encouraging him to allow all prisoners the right to meat- and dairy-free food. “Regardless of the trial and its outcome, I’m sure you can agree that everyone has the right to show compassion and refrain from harming animals by being vegan,” Silverstone writes. Due to the lack of vegan food, Alekhina reportedly collapsed during a court hearing. Global protests are taking place to free the Pussy Riot band members from prison.


    Zdałam sobie sprawę, jak bardzo władzom zależy na złamaniu tych dziewczyn, psychicznym znęcaniu się nad - bądź co bądź - politycznymi więźniami. To wprost niewyobrażalne, że nie tak daleko stąd, w kraju pretendującym do miana uczestnika zabawy we wspólną Europę, tak naprawdę wciąż rządzi car, któremu nie wolno się sprzeciwić. Widziałam wiele filmów dokumentalnych ukazujących skomplikowaną siatkę powiązań między kościołem, byłymi oficerami KGB, wreszcie politykami i Dumą i w zasadzie nie spodziewałam się dla dziewczyn z Pussy Riot żadnego innego wyroku jak: winne. Spodziewałam się jednak, że władze będą próbowały nawet w nieznacznym stopniu uratować - mocno nadszarpnięty przez tę sprawę - wizerunek państwa i spróbują choć dać złudzenie, iż nie obce są im są pewne standardy i prawa człowieka... Niestety, myliłam się.
    Sprawa odmówienia uszanowania weganizmu Marii Alekhin dała mi do myślenia, co dla mnie oznaczałaby ta sytuacja. Weganizm na tyle wżarł się we mnie, że stanowi nierozerwalny element mojego postrzegania świata. Ponad połowę swojego życia nie jem mięsa, od kilku lat innych odzwierzęcych produktów, ale to tylko fragment całości, którą weganizm we mnie tworzy. To także empatyczne spojrzenie na rzeczywistość, szacunek do otaczającego świata, chęć funkcjonowania w przyrodzie bez kolonialistycznych zapędów. Co by było, gdyby Wam to odebrano?




    czwartek, 21 czerwca 2012

    Refleksje post, pantofelek i literatura.



    Ile razy zdarzało Wam się myśleć, że ludzie to najgorszy twór pod słońcem? Kto w myślach wyzywał własny gatunek od gnojów, sukinsynów, odrażających i bezlitosnych potworów, które znajdują upodobanie w torturowaniu innych, słabszych, mniejszych?

    Mnie? Wielokrotnie.

    Na przykład wtedy, gdy dowiaduję się o kolejnym *** (właściwie jakich słów użyć?), który zamęczył zwierzę, debilach, którzy dla zysku są gotowi zmieść z powierzchni Ziemi następny gatunek, politykach i dyplomatach, którzy określają torturowanie ludzi mianem strategii. 

    A także wtedy, kiedy cudze starania, praca, dobra wola i serce mogą zostać sprzeniewierzone przez chciwość, bezmyślność i dbanie tylko o własny tyłek. Po miesiącach walki o schronisko w Korabiewicach i finalnym przejęcie tego miejsca przez Vivę! (kto obserwował tę sprawę przez ostatnie miesiące wie, jak było ciężko i co się działo ze zwierzakami przed...), kiedy wszystko wydawało się zdążać ku poprawie warunków rezydentów terenu i stworzeniu prawdziwego schronienia dla porzuconych zwierząt, przeczytałam na stronie Vivy! taką notę:

    "Otrzymaliśmy informację, że kilka osób, nastawionych na zysk finansowy, chce kupić schronisko. Wśród nich znajduje się hycel, przedsiębiorca żyjący ze zwierząt oraz deweloper. Istnieje poważne zagrożenie, że osoby te będą chciały pozbyć się wszystkich zwierząt z terenu, a wiadomo, że żadne schronisko w Polsce nie jest w stanie przyjąć ok. 400 psów, 17 koni i 4 niedźwiedzi. Można więc przypuszczać, że grozi im masowe uśmiercanie". 

    Więcej informacji znajdziecie tu. Dlaczego do cholery nikt z obecnie zainteresowanych tą ziemią nie zwrócił na nią uwagi wcześniej, kiedy za zamkniętą bramą zwierzęta cierpiały głód, chorobę? 

    Ja ze swojej strony mam w prezencie dla wszystkich, którzy próbują ugrać swój interes na nieszczęściu zwierząt, wiersz Andrzeja Bursy:

    Pantofelek

    Dzieci są milsze od dorosłych
    zwierzęta są milsze od dzieci
    mówisz że rozumując w ten sposób
    muszę dojść do twierdzenia
    że najmilszy jest mi pierwotniak pantofelek

    no to co

    milszy mi jest pantofelek
    od ciebie ty skurwysynie.