Pokazywanie postów oznaczonych etykietą myślenie nie boli. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą myślenie nie boli. Pokaż wszystkie posty

środa, 4 października 2017

Back in black

3 października 2017, Warszawa

Długo mnie tu nie było (ponad dwa lata!), w międzyczasie zmieniło się mnóstwo rzeczy. Dla tego miejsca najważniejsze jest pewnie to, że przestałam eksperymentować w kuchni i w zasadzie poruszam się w obrębie kilku potraw. Dobrze mi z tą przewidywalnością. A dla internetowej bazy przepisów to żadna strata, bo wege blogów nie brakuje (a do tego Jadłonomia wydała dwie książki).

Moja aktywistyczna natura zboczyła z kulinarnej ścieżki już dość dawno, patrząc na etykiety postów, najwięcej miejsca i tak od jakiegoś czasu poświęcam na to, co lubię najbardziej, czyli na krytyczne przyglądanie się rzeczywistości.

Wracam do zapisywania obserwacji - nic tak nie służy rzetelnej analizie, jak zamiana myśli w słowa.

---


28 listopada 1918 minie sto lat od podpisu Piłsudskiego pod dokumentem, który ogłosił, że kobiety w Polsce posiadają czynne prawo wyborcze.



Nie napiszę, że Piłsudski przyznał kobietom prawa, bo - podobnie jak w innych krajach - kobiety wywalczyły prawa wyborcze. Nikt im ich nie dał z własnej woli, nikt nie wysunął takiej inicjatywy. Wręcz przeciwnie. Histeryczki to najłagodniejsze określenie, jakie padało pod adresem kobiet, które otwarcie domagały się zmiany.

W przyszłym roku minie wiek od chwili, gdy kobiety stukały w okna willi Piłsudskiego parasolkami (to był bardzo zimny, listopadowy dzień) i swoją nieustępliwością wymusiły otwarcie im drzwi - nie tylko do domu Naczelnika, ale i polityki.


wtorek, 30 grudnia 2014

Opowieść o dobrym człowieku - czyli życzenia noworoczne.




A właściwie o dwójce i psie, bo to opowieść o mojej baby sis, jej K. i Aronie.

Moja sis miała już dwa przygarnięte psy i cztery koty kiedy na jej drodze pojawiło się kolejne, schorowane zwierzę, które spędziło w schronisku 5 lat. Tak, PIĘĆ długich, zamkniętych w boksie lat. Dopiero kiedy okazało się, że Aron zapadł na przewlekłe zapalenie nerek zaczęto pilnie szukać dla niego tymczasowego domu. I tak Aronek trafił do mojej sis. 
Na stałe. 

Niedawno, po 1.5 roku posiadania domu i zwierzęco-ludzkiej rodziny Aron rozchorował się tak poważnie, że trzeba było pozwolić mu odejść. Moja siostra w ostatnich tygodniach Aronka zmieniła się w zawodową pielęgniarkę i psiego psychologa: wbijanie igły w psa, kilkugodzinne kroplówki (trzeba było cały czas siedzieć z potworem), zastrzyki, nieustanne przytulanie i głaskanie.

Na fb opisała potem historię swojego spotkania z Aronem.
I to jest właśnie opowieść o dobrym człowieku. 
Nie bajka, tylko prawdziwy reportaż o zwierzaku i jego pani, dowód na to, że ratując jedno psie życie, ratuje się cały - psi i nie tylko - świat.

"Nie pamiętam, jak trafiłam na wydarzenie Arona; pamiętam jedynie, że pilnie szukał tymczasowego domu tymczasowego, bo jego opiekunowie wyjeżdżali na kilka dni i nie mogli go ze sobą zabrać. To był 18 kwietnia 2013 roku, czwartkowe popołudnie. 

Karol wrócił z pracy i już wiedział, że coś się szykuje, kiedy powiedziałam, że na kolację jest halloumi, jego ulubiony ser. „Bo wiesz, jest taki piesek…”. „Nie” – usłyszałam w odpowiedzi. „Ale to tylko na cztery dni…”. „Nie”. Pokłóciliśmy się, w końcu wściekła zaczęłam walić w worek treningowy. Po chwili Karol przyszedł do mnie i wypowiedział zdanie, które od tego czasu ciąży nad nim jak klątwa: „nie wiem, po co w ogóle się z tobą kłócę, skoro i tak zawsze się zgadzam”. I tak dwa dni później, w sobotę 20 kwietnia, przyjechał do nas Aron. 

Na początku nie był zadowolony, wziął w pysk swoją smycz, wyraźnie dając nam do zrozumienia, że tu mieszkać nie będzie. Nasze dwie suczki, Trufla i Lufka, też nie były zachwycone, o (trzech jeszcze wówczas) kotach nie wspominając. Aron szybko się jednak zaaklimatyzował i już po tych czterech dniach, kiedy wracał do swojego domu tymczasowego, wiedziałam, że tu jest jego miejsce…
Nie przypuszczaliśmy, że dokładnie miesiąc później, 24 maja 2013 roku, znów zapuka do naszych drzwi. I tak zaczęła się nasza piękna przygoda z Aronem – prawie półtora roku szczęścia, ale i walki o każdy kolejny dzień dobrego życia dla tego wspaniałego psa. Bo kiedy Aron z nami zamieszkał nie chodziło tylko o to, żeby żył. Chodziło o to, żeby żył szczęśliwie, a szczęście dla psa to pełna micha, bieganie i kopanie na spacerze, zabawy w domu i ciepły kąt do spania (choć w przypadku Arona ów „kąt” z reguły był naszym łóżkiem).
Czas, który Aron nam podarował, był dla nas naprawdę wspaniały i wiele się nauczyliśmy. Nie tylko o nim, o jego chorobie, ale i o sobie samych – ja okazałam się jeszcze bardziej irytująca („Karol, nie wstawaj tak gwałtownie, bo denerwujesz psa!”), a Karol jeszcze bardziej cierpliwy (naprawdę dzielnie znosił to, że Aron przez 1,5 roku szczekał na niego, kiedy przechodził obok łóżka czy innego miejsca, w którym akurat siedziałam)"
(...)
Dziś, przed godziną 16., Aronek od nas odszedł.
Położył się na swoim posłaniu, głaskaliśmy go z Karolem cały czas. Był spokojny, ani trochę się nie denerwował. Powoli zasnął. Myślę, że po 1,5 roku walki z chorobą zasłużył na to, żeby jego śmierć wyglądała właśnie tak - spokojnie, powoli, w towarzystwie osób, które go kochają, i które on kochał. 
(...)
Dziękujemy Tobie, Aronie, za to, że byłeś. Może jeszcze kiedyś się spotkamy".

Życzę Wam żebyście w 2015 roku spotkali na swojej drodze tylko dobrych ludzi.
I oczywiście psy.

<3

Najdzielniejszy pacjent EVER.

Zamiast gryzaków i piłek...

Moja dzielna sis w służbowym stroju: koszulka "friends forever" + kotek i piesek na obrazku.

sobota, 26 lipca 2014

Wegański hostel - łódzka LaGranda



Wyobraźcie sobie hostel z wegańskim śniadaniem, falaflem w towarzyszącej mu klubokawiarni, ulotkami antyfutra w recepcji, hostelowym psem, poranną kawą z mlekiem sojowym, plakatami społecznych akcji na ścianach. Tak, jest taki. W samym środku Polski. Oto łódzka LaGranda.

Wypad do Łodzi zaledwie dwudniowy, do tego niemal bez przerwy w strugach deszczu. Ale za to pełen spacerów, zabaw analogiem, jedzenia na mieście i bardzo dobrej kawy.

Recepcja LaGrandy ze ścianą, na której można zostawić swój ślad.
Klubokawiarnia LaGranda w podziemiach hostelu. Wegańskie jedzenie, piwa regionalne, gry. 


Drzwi do jednej z toalet w klubokawiarni



Czekolada fair trade do picia (m.in. malinowa i karmelowa)




Ekipa LaGrandy (zdjęcie ze strony hostelu)


***





















poniedziałek, 30 grudnia 2013

2014

Czego życzycie sobie i innym w 2014 roku?

Sobie życzę:

Spokoju.


Miejsca, które jest azylem niezależnie od okoliczności. 
Nawet, jeśli tą przestrzenią jest tylko obecność kogoś.







Bycia z samą sobą w dobrych relacjach.






Umiejętności wypatrywania wśród nawału bzdur rzeczy naprawdę ważnych.





Aktywizmu :)








 Bo chyba zima nie może trwać wiecznie. 



A całej reszcie świata życzę dobrych wyborów.




Zrozumienia, że nie jesteśmy sami.




Kierowania się prostymi zasadami, bo mimo całego skomplikowania świata, 
pewne rzeczy są naprawdę proste.



Świadomości.



I odwrócenia proporcji.