Pokazywanie postów oznaczonych etykietą tort. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą tort. Pokaż wszystkie posty

sobota, 1 czerwca 2013

A piece of cake

Czyli urodzinowy tort P. 
Mieć urodziny w Dzień Dziecka to jest coś! :)





Czy jest jeszcze ktoś, kto wątpi w możliwość zrobienia spektakularnego tortu bez jajek i mleka? Przygotowanie takiego wypieku to tytułowe "a piece of cake", ale nieprzejednanym niedowiarkom mogę polecić wszelkie spotkania w ramach akcji Ciasto w Miasto, albo zakasanie rękawów i przygotowanie sobie prezentu z okazji Dnia Dziecka, czemu nie? :)

Ciasto upieczone na waniliowym mleku sojowym według przepisu Matki Weganki (zmienjszyłam ilość cukru), poszczególne warstwy nasączyłam sokiem z pomarańczy. Krem, który znajduje się wewnątrz tortu to ubita na sztywno z dodatkiem skrobi i odrobiny cukru pudru puszka mleka kokosowego. Zewnętrzną warstwę stanowi świetna śmietana sojowa Soyatto (wersja w kartoniku, przeznaczona specjalnie do ubijania, dostępna m.in. w sklepie Evergreen). Jest bardzo gęsta i na tyle słodka, że nie wymaga żadnych dodatków, tylko chwili miksowania. 

No i oczywiście truskawki. Wyczekiwane, upragnione i może dlatego smakujące dobrze jak nigdy :)

Wszystkiego wege z okazji Dnia Dziecka!


sobota, 23 marca 2013

Delikatnie truskawkowy, lodowy sernik z tofu



Bo kiedy jeść lody, jak nie zimą? Na przekór minus dziesięciu stopniom na termometrze, trzem warstwom swetrów, dwóm parom rękawiczek i prognozom, że trampki poleżą w pudełku jeszcze trzy tygodnie... Do tego z wybitnie sezonowymi owocami - truskawkami - których smak stanowi jednocześnie obietnicę i wspomnienie, kryjącej się przecież gdzieś za rogiem (a kalendarzowo już w pełni obecnej) - wiosny.

A przy tym zero groźby załatwienia sobie gardła - wręcz przeciwnie, bo zimny klimat to słabe warunki do rozwoju różnych ustrojstw :)

Lodowy tort truskawkowy:

Spód:
2 filiżanki zmielonych migdałów
kilka daktyli (jeśli suszonych, trzeba je wcześniej namoczyć)
1-2 łyżki rozpuszczonego oleju kokosowego (opcjonalnie - dałam go na końcu i da się zrobić ten deser bez tego składnika)
szczypta soli

Wszystkie składniki wrzucamy do miski i blendujemy aż się połączą. Kiedy masa będzie zwarta, wyklejamy nią foremkę (u mnie o średnicy 18cm, ale deser wyszedł bardzo wysoki więc spokojnie może być trochę większa). Jeśli do powierzchni używanego naczynia łatwo wszystko się przykleja (albo forma się nie otwiera), warto wyłożyć je kawałkiem folii. Tak przygotowane ciasto wkładamy do lodówki.

Krem:

3 kostki tofu naturalnego (u mnie Solida, czyli około 800-900g)
1 łyżeczka pasty waniliowej (lub ekstrakt waniliowy/olejek/ziarenka wyskrobane z laski wanilii)
Stewia (lub inne słodzidło według upodobań)
Agar (20 g)
Mleko sojowe (około 1,5 szklanki)
Kilkanaście mrożonych truskawek
Sok z cytryny
Sok z pomarańczy
Płatki lub wiórki kokosowe do posypania

Blendujemy na gładką masę: tofu, słodzidło, sok z cytryny (proponuję dolewać go stopniowo sprawdzając, czy smak jest wystarczająco kwaśny), sok z jednej pomarańczy i niecałą szklankę mleka sojowego. Dorzucamy zamrożone truskawki i blendujemy jeszcze raz. Gotowa masa powinna być gęsta, ale puszysta (jeśli jest zbyt zbita, można dodać jeszcze trochę mleka). Do 1/3 kubka mleka dodajemy agar, podgrzewamy żeby proszek się rozpuścił i wlewamy do reszty składników. Masę ponownie mieszamy blenderem, przekładamy na migdałowy spód i posypujemy wiórkami kokosowymi (u mnie w formie chipsów).



Uwagi:

Masę z tofu można spokojnie zrobić z połowy składników i deser nadal będzie porządnej wysokości (mniej więcej klasycznej tarty). Na początku kuchennych działań wrzuciłam do miski od razu trzy kostki tofu i później resztę dodatków trzeba było dopasowywać do ilości sera, przez co wyszło mi naprawdę dużo kremu (po dodaniu reszty składników i dokładnym zblendowaniu zrobił się puszysty).

Stewię można zastąpić syropem klonowym, z agawy, słodem pszenicznym, a w ostateczności i cukrem, choć nie polecam ;)

Jeśli doda się trochę więcej agaru niż w podanym przepisie, ciasto wystarczy schłodzić przez kilka godzin w lodówce żeby porządnie stężało. A jeżeli chcecie tort lodowy, wsadźcie je do zamrażalnika na godzinę, dwie tak, żeby mocniej zmroziło się tylko z zewnątrz, a środek pozostał lekko miękki i kremowy. Torcik można też zamrozić na kość (jeśli potrzebujemy go dopiero następnego dnia), a na kilka godzin przed podaniem przełożyć do lodówki, żeby trochę odtajał.

A to jeden z moich ostatnich zakupów kulinarnych - fantastyczna pasta waniliowa, która zapewnia nie tylko aromat, ale i piękne piegi. Jest bardzo gęsta (przypomina w konsystencji miód), a jedna łyżeczka odpowiada lasce wanilii. Oczywiście do powyższego przepisu można użyć zastępstwa w postaci olejku, aromatu itp.



Na zdjęciu widać, że mocno zamrożona jest tylko zewnętrzna warstwa, a środek pozostał kremowy przez co tort ma wyraźny smak, ale i lekko lodową konsystencję.


czwartek, 14 lutego 2013

Tort schwarzwaldzki i niekoniecznie walentynkowa herbata w wersji DIY




Absolutny hit ostatnich tygodni, czyli wegański tort schwarzwaldzki. Pałaszowany w moje niedawne urodziny, na akcji Ciasto w miasto, wreszcie spotkaniu teamu biegowego mojego P. Każdorazowo zachwycający wszystkich i u wszystkożerców rewidujący poglądy na temat wegańskich wypieków (przyjaciel P., odkąd spróbował, ciągle wspomina o nim przez telefon).

A teraz żeby nie było, że popadam w megalomanię, muszę zaznaczyć, że pierwszą wersję tego ciasta przygotował mój ojciec robiąc mi urodzinową niespodziankę. Sam wykombinował jak zrobić wegański tort, a że niestety wege nie jest, piorunujący efekt uważam za sukces podwójny ;) 

Zmodyfikowałam nieco jego wersję, żeby ciasto było mniej zbite i delikatne, no i opracowałam quasi-cukiernicze ozdoby. Ale do rzeczy:

Na tort schwarzwaldzki potrzebujemy:

Na krem:
◆Puszkę mleka kokosowego (porządnie schłodzonego w lodówce, najlepiej choć kilka dni)
◆Słodzidła (cukier puder trzcinowy, syrop z agawy, stewia w proszku)
◆Odrobiny glukozy i skrobi ziemniaczanej albo torebkę fixu do bitej śmietany (który w zasadzie nie zawiera nic innego niż podane składniki)

Na ciasto:
◆2 szklanek mąki
◆3/4 szklanki ciemnego kakao
◆2 i 1/2 łyżeczki sody
◆szczypty soli

◆szklanki mleka
◆szklanki oleju
◆1 i 1/2 szklanki cukru dark muscovado

Do przekładania i dekoracji:
◆ dwóch tabliczek gorzkiej czekolady
◆Słoika wiśniowej konfitury (niskosłodzonej, lub gotujemy kompot z paczki mrożonych wiśni, chodzi o to, by owoce nie były zbyt słodkie)
◆3/4 kubka mocnej kawy (najlepiej zaparzonej mielonej)


Ciasto:
Pierwsze cztery produkty mieszamy w jednej misce, pozostałe trzy w drugiej. Łączymy i mieszamy łyżką żeby składniki się połączyły. Nie wkładamy w to zbyt wiele energii, ja zostawiłam trochę grudek dzięki czemu w cieście były chrupiące kawałki lekko skarmelizowanego cukru (dark muscovado jest bardzo lepki). Przekładamy do foremki, która umożliwi nam przekrojenie ciasta na trzy części w poziomie. Pieczemy do momentu, aż drewniany patyczek włożony w ciasto będzie suchy.

Krem:
Zbieramy gęstą część mleka kokosowego, miksujemy na wysokich obrotach dosładzając do smaku (nie za dużo, ciasto jest dość słodkie), dodajemy usztywniacz (czyli skrobię lub fix) i jeszcze chwilę miksujemy. Jeśli ciasto będzie zjedzone w niedługim czasie po przygotowaniu myślę, że spokojnie można ominąć ten dodatek do śmietany. Jednak jeśli ma stać, lub będzie podróżować, warto go dodać żeby uniknąć rozpływania się kremu.

Wierzch:
W kąpieli wodnej rozpuszczamy czekoladę, na rozłożonym papierze do pieczenia (albo innej nieprzywierającej powierzchni) rozmazujemy ją w prostokątne płaty i pozostawiamy do zastygnięcia. Kiedy czekolada stwardnieje, ale będzie wciąż plastyczna, delikatnie odrywamy kawałki czekolady i zwijamy je w przeróżne kształty. Ozdoby wkładamy do lodówki, żeby całkowicie stężały.


Ostudzone ciasto kroimy wzdłuż na trzy części, kompletnie nie potrafię kroić tortu nitką, więc żeby płaty były równe, posłużyłam się odwróconym talerzem: ciasto wylądowało na stole, a ja opierając nóż o talerz przesuwałam nim po blacie. Odkrojony kawałek odłożyłam na bok i powtórzyłam operację z pozostałą częścią ciasta.

Nasączamy spód tortu kawą, smarujemy konfiturami, kładziemy trochę bitej śmietany i przykrywamy środkowym płatem ciasta. Na to znów kawa, konfitury, krem i kładziemy wierzch. Pozostałą część czekolady rozsmarowujemy na torcie i wkładamy go na chwilę do lodówki, żeby czekolada nieco stężała. Kiedy będzie jeszcze miękka, układamy na niej ozdoby i ponownie zamykamy w lodówce.
Połączenie bardzo ciemnego, czekoladowego ciasta z goryczą kawy, kwaskowatym posmakiem wiśni i delikatnym kremem o kokosowej nucie jest nieziemskie!


_____________________
Walentynki, jak i każde święta, gdzie na trzy cztery trzeba coś robić bo kalendarz tak każe, zawsze wzbudzały we mnie niechęć. Jednak są i dobre strony takich dni. Na przykład mimo tego, że oficjalnie dawno przestałam być dzieckiem, zawsze z moimi rodzicami robimy sobie drobne prezenty 6 grudnia, w Dzień Dziecka też mogę liczyć na dobrą kawę albo fajne skarpety :) 
Podobnie jest w Walentynki, dlatego przygotowałam herbatę ze szczyptą miłości :) Niekoniecznie przeznaczoną tylko na 14-go lutego, niekoniecznie dla tych, którzy są "sparowani". No bo czy nie można ofiarować takiego pudełka przyjacielowi, siostrze czy rodzicom właśnie?

Pomysł na herbatę z notatkami na zawieszkach chodził za mną od dawna, ale oczywiście net mnie wyprzedził i wpisując w wujka gugla hasło "DIY tea" wyskoczyło mi mnóstwo inspiracji. Dlatego mogę sobie przypisać tylko wykonanie poniższego pudełka :)

Idea jest prosta - zamiast oryginalnych zawieszek przypięłam do torebek karteczki z różnymi napisami, obrazkami, hasłami. Tak, żeby każda była niespodzianką :







sobota, 2 lutego 2013

Urodzinowy tort w słoiku

Nie wiem jak Was, ale mnie zamknięcie się w kuchni i wymyślanie nowych przepisów odstresowuje. Zwłaszcza, jeśli jednym ze składników jest czekolada i można ją w trakcie gotowania bezkarnie podjadać!

Na pomysł zrobienia tortu w słoikach wpadłam zastanawiając się jak poczęstować porcją ciasta kilka osób, z którymi chciałam się spotkać na mieście w różnym czasie (wożenie odkrojongo kawałka w pudełku zwykle kończy się deformacją ciacha). Słoik sprawdził się świetnie!




Tort w słoiku:

Opakowanie okrągłych ciastek (u mnie pierniki)
Czekoladowe chipsy 
Orzechy

Krem z tofu:
Kostka tofu naturalnego (około 300g)
Tabliczka gorzkiej czekolady
syrop z agawy/z pędów sosny/"miód" z mlecza (u mnie było to ostatnie, sprawdzi się każde płynne słodzidło)
1/4 filiżanki mocnej kawy
aromat rumowy
cytryna
1/4 szklanki mleka

Ciemne ciasto:
2 szklanki mąki
2/3 szklanki ciemnego kakao
2 i 1/2 łyżeczki sody oczyszczonej
szczypta soli

szklanka mleka
szklanka oleju
1 i 1/2 szklanki cukru trzcionowego (dark muscovado)


Ciasto robimy według tego przepisu i odstawiamy do ostygnięcia. Możemy albo powycinać słoikiem krążki, które zmieszczą się do środka, albo pokruszyć ciasto na duże kawałki (wybrałam opcję numer dwa).

Tofu blendujemy na gładką masę dolewając trochę mleka (każde roślinne będzie ok) i soku z cytryny. Dodajemy rozpuszczoną w kąpieli wodnej czekoladę i słodzimy do smaku. Krem dzielimy na dwie części, do jednej dodajemy kawę, do drugiej aromat rumowy, mieszamy i wstawiamy do lodówki, żeby trochę stężał.

Na dno słoików wkładamy białe ciastko, dajemy łychę pierwszego kremu, na to ciemne ciasto, drugi krem, trochę orzechów i czekoladowe chipsy. Zakręcamy i gotowe! 
Mój tort wytrzymał bez utraty formy i smaku trzy dni (słoiki stały w lodówce), kiedy był mi potrzebny brałam słoik do torby i w drogę!