Pokazywanie postów oznaczonych etykietą konfitura. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą konfitura. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 19 sierpnia 2012

Addio pomidory! Plus konfitura cytrynowa i inne przetwory.

Dżem ze śliwek, bananów, jabłek i malin.

Nie lubię robienia przetworów w hurtowych ilościach, wizja wypestkowania wiadra śliwek, wiśni czy czegokolwiek innego napawa mnie wstrętem na tyle, że jestem w stanie zrezygnować z jedzenia domowych dżemów :)

Co innego robienie po 2-3 słoiki dziennie, za każdym razem czegoś innego! Nie nudzę się wówczas, mogę  robić różne smaki i przy okazji wykorzystywać na bieżąco jakieś pałętające się po kuchni warzywa i owoce. W ciągu ostatniego tygodnia powstało sporo słoików, poniżej relacja :)

Jeśli miałbym wymienić jedno, najukochańsze warzywo, byłby to pomidor. Pomidorowy sezon jest przez mnie wyczekiwany co roku tym bardziej, że już od dawna przez większość roku pomidory to w większości produkty pomidoropodobne. Niby kształt ten sam, kolor nie zawsze, ale jakiś czerwony przypomina, ale smak... :/ Beznadzieja.

Od jakiegoś czasu kupujemy w sezonie pomidory na wsi, od kogoś, kto hoduje w zasadzie tylko te rośliny i różnica między nimi a firmówkami typu "Janów" jest nie do opisania. Po wstawieniu do kuchni koszyka z pomidorami roznosi się piękny zapach (pytanie: czy marketowy pomidor jeszcze pachnie?), do tego udało mi się w tym roku kupić też pomidory czarne, żółte i - nazwa straszna - bawole serca. 

Nie da się niestety przechować świeżych pomidorów, dlatego smętnie nucąc "Addio pomidory" zabrałam się do zrobienia pomidorowych zapasów w słoikach, aby zachować na jesień i zimę chociaż wspomnienie ;)

I tak powstały:

 Pomidory z cukinią 


 Pomidory z żółtą, zieloną i czerwoną papryką


 Przecier pomidorowy z ziołami


Fasola w sosie ze świeżych pomidorów

Zrobiłam jeszcze zupę - krem z pomidorów, ale gdzieś zapodziało się zdjęcie. Przepisy bardzo proste, wymyślane na bieżąco, dodam tylko, że nigdy nie chce mi się pasteryzować słoików, więc wlewam po prostu wrzący dżem czy przecier do wyparzonego słoika, zakręcam nakrętką przetartą spirytusem i stawiam do góry dnem. Nic nie pleśnieje ani się nie rozszczelnia, zawsze bez problemu trzyma do zimy, więc polecam leniuchom :)

A na koniec przepis na konfiturę cytrynową. Chociaż cytryna nie jest u nas owocem sezonowym i taki dżem można  robić przez cały rok, to na fali entuzjazmu przygotowałam dwa słoiki do zimowej herbaty. Cytrynowa konfitura jest niezwykle aromatyczna i fajnie rozgrzewa dzięki imbirowi, ma wyraźny - jednocześnie kwaśny i słodki - smak. Do rzeczy:

Potrzebny będzie:

cukier trzcinowy
cytryny (zużyłam chyba 8-10 cytryn)
nieduża laska wanilii, albo cukier waniliowy
imbir (najlepiej świeży)
cynamon
przyprawa do szarlotki (anyż, kardamon, sproszkowane goździki)


W garnku gotujemy około pół szklanki wody dodając kawałek imbiru (około 15-20 minut). Można albo zetrzeć imbir na tarce, albo zostawić korzeń w całości i wyjąć go przed przekładaniem konfitury do słoików. Woda powinna być mega ostra :) Dodajemy cukier, pokrojone i obrane cytryny, laskę wanilii. redukujemy na małym ogniu, aż mikstura osiągnie konsystencję konfitury (czyli wyparuje trochę wody) co jakiś czas mieszając, jeśli chcemy mieć cięższy, intensywny "zimowy" aromat, dodajemy jeszcze trochę przyprawy do szarlotki. Konfiturę przelewamy do wyparzonych słoików, zakręcamy, stawiamy do góry dnem i czekamy aż w takiej pozycji wystygnie. 


A na sam koniec...

wtorek, 7 sierpnia 2012

Wakacje i co można zrobić z resztek jedzenia.


No to nasz coroczny wypad w góry za nami. Uwielbiam te puste przestrzenie, minimalną ilość ludzi, prawdziwą ciszę i dwanaście godzin wędrówki w nogach :) Nawet wstawanie o piątej rano może być przyjemne, kiedy w perspektywie ma się zobaczenie czegoś tak pięknego... Przy okazji miałam lekką odstawkę netu, teraz pilnie nadrabiam i buszuję na znajomych blogach, sama również mam cały katalog zdjęć z różnymi kombinacjami kulinarnymi :)

Bardzo nie lubię wyrzucania jedzenia, jak czasem zajrzę do statystyk, które pokazują, ile żarcia się marnuje nawet w Polsce to złość mnie zżera. Te wszystkie akcje typu podziel się posiłkiem, banki żywności, pajacyk itp. pokazują jak wiele osób nie stać nawet na jeden "porządny" posiłek raz dziennie (nie mówiąc już o tym, co się dzieje np. w krajach trzeciego świata) a w tej samej chwili tony jedzenia lądują w śmietnikach. 

Denerwuje mnie polityka marketów, gdzie wyrzuca się niesamowite wprost ilości produktów (tak, zdarza mi się grzebać w śmietnikach, tak, zabieram z nich różne rzeczy, używam ich i zjadam je jak tylko trafię na coś fajnego), a do tego strategia działania państwa jest taka, że z ekonomicznego punktu widzenia sklepom bardziej opłaca się wyrzucić niż oddać za darmo (kto przypomina sobie pamiętną historię piekarza, którego wykończył urząd skarbowy za to, że oddawał za darmo czerstwy chleb...). Paranoja.

Dlatego kiedy widzę, że jakieś warzywa w lodówce zaczynają żyć swoim życiem, albo mija data ważności puszki w szafce, jak najszybciej kombinuję, co z nimi zrobić, żeby nic nie zmarnować. Moją najczęstszą praktyką, jeśli nie jesteśmy w stanie od razu zjeść takiej rzeczy, jest robienie przetworów na szybko - czyli z małej ilości składników, bez konieczności spędzania godzin w kuchni i robienia specjalnych zakupów. Łapię co jest i mam przy okazji frajdę z wymyślania nowych smaków. 

W taki sposób powstał słoik konfitury z garści bardzo brzydkich wiśni, które nie nadawały się do zjedzenia na surowo. Nie znoszę drylować i nie mam narzędzi więc zrobiłam tak: Do garnka wsypałam pół szklanki cukru trzcinowego, w którym trzymam laskę wanilii (piękny zapach!) kiedy zaczął się karmelizować dorzuciłam wiśnie i mieszając doprowadziłam do wrzenia. Żeby pozbyć się pestek przetarłam miksturę przez durszlak, wybrałam pestki, dodałam z powrotem miąższ, który zaplątał się w sitko, szybka decyzja czym by tu zagęścić dość rzadki dżem i w garnku wylądował banan, po kilkunastu minutach gotowa konfitura została przelana do wyparzonego słoika. Wyszła przepyszna i niebanalna :)




Dwa inne słoiki zostały wypełnione sosem pomidorowym - dostałam sporo pomidorów, z których część była już miękka i koniecznie trzeba się było nimi zająć. Na oliwie z ziołami podsmażyłam dwa ząbki czosnku, dodałam sparzone i pozbawione skórki pomidory, po chwili na patelnię trafił świeżo zmielony zielony pieprz i przeróżne zioła. Do jednego dodałam chilli, do drugiego resztkę pasty z bakłażana. I tyle! Cudownie będzie w zimie wyciągać słoiki - niespodzianki. No i sumienie czyste, że nic się nie zmarnowało ;)



A na koniec nasz dzisiejszy obiad, "resztkowe" danie z fasolki szparagowej, sojowej parówki, odrobiny kiełków, pestek słonecznika, łyżki mielonych orzechów włoskich i przeróżnych przypraw. Na rozgrzaną patelnię wrzuciłam najpierw słonecznik i przyprawy, kiedy pestki się uprażyły, dolałam odrobinę oleju i wrzuciłam to, co zalegało w lodówce i na mojej półce z dodatkami do ciast, przyprawami itp. Wyszło z tego bardzo smaczne danie, do którego zrobiłam sałatę z rukoli, oliwek, pomidorków cherry i pestek.