Pokazywanie postów oznaczonych etykietą wiśnie. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą wiśnie. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 23 lipca 2013

Surowy mus z sezonowych owoców



Lekki, orzeźwiająco miętowy i bezcukrowy deser na upalne dni. Niewymagający pieczenia ani nakładów wolnego czasu. Jednym słowem: doskonały. Mus z sezonowych owoców na migdałowym spodzie.







Wypestkowane daktyle (jeśli suszone, trzeba je namoczyć) zblendować z olejem (jeśli nie mamy kokosowego, proponuję dolać odrobinę innego oleju neutralnego w smaku. Chodzi o to, żeby masa się nie przyklejała do formy), dosypać wiórki kokosowe, sól i mąkę migdałową, blendować jeszcze chwilę (lub, jeśli urządzenie nie daje rady, jak w moim przypadku, ugnieść ciasto ręką). Wykleić formę (moja miała 18x18cm) i odstawić do lodówki.

Owoce blendujemy (użyłam mieszanki śliwek, porzeczek, truskawek i wiśni) z mlekiem kokosowym, wanilią i liśćmi mięty. Jeśli w musie przeważają kwaśne owoce, proponuję dodać odrobinę słodzidła (u mnie stewia).

Wlewamy masę do miarki i sprawdzamy, ile płynu nam wyszło. Przygotowujemy porcję agaru dając go nieco więcej niż na taką ilość płynu wskazuje instrukcja na opakowaniu, przy czym rozrabiamy proszek w niewielkiej ilości wody. Wlewamy do owoców i chwilę mieszamy.

Owocową masę wylewamy na migdałowy spód i całość wstawiamy do lodówki. Ja swoje ciasto trzymałam w niej całą noc i rano całość zastygła na tyle porządnie, że bez problemu dała się kroić w zgrabne kawałki. Jeśli zależy nam na czasie, pojemnik wstawiamy do zamrażalnika, wówczas mus stężeje znacznie szybciej. Gotowy deser dekorujemy świeżą miętą, parzymy kubek kawy i rozkoszujemy się myślą, że znów udało się oszukać sumienie i napchać się zdrowymi słodyczami :)

poniedziałek, 29 kwietnia 2013

Owocowy (5-cio minutowy) mus z bitą śmietaną kokosową

Psina mi choruje, więc nie za bardzo mam czas i ochotę na gotowanie (chyba, że dla niej właśnie). Przez ostatnie dni grane były głównie jabłka i banany, kawał złapanego w locie chleba razowego i resztka tofu - finezyjnie, jak widać. Nie mogę się doczekać sezonowych owoców a ponieważ na razie w sklepach królują wciąż nadpsute jabłka i drogie cytrusy, skłaniam się ku mrożonkom - dziś przygotowałam mus z mieszanki kompotowej z daktylami i mlekiem kokosowym. Bajecznie proste i smaczne.

Mus:

Paczka zamrożonej mieszanki kompotowej (śliwki, truskawki, wiśnie, czerwona i czarna porzeczka, agrest)
Pół szklanki mleka roślinnego
2-3 daktyle (jeśli chcemy bardziej słodką wersję)
Puszka mleka kokosowego

Zamrożone owoce zblendować z daktylami i mlekiem (jeśli mikser odmawia współpracy i umiera w trakcie rozdrabniania, można dolać więcej płynu), podawać z bitą śmietaną kokosową lub - jak w moim przypadku - po prostu łyżką mleka kokosowego bezpośrednio z puszki.




wtorek, 7 sierpnia 2012

Wakacje i co można zrobić z resztek jedzenia.


No to nasz coroczny wypad w góry za nami. Uwielbiam te puste przestrzenie, minimalną ilość ludzi, prawdziwą ciszę i dwanaście godzin wędrówki w nogach :) Nawet wstawanie o piątej rano może być przyjemne, kiedy w perspektywie ma się zobaczenie czegoś tak pięknego... Przy okazji miałam lekką odstawkę netu, teraz pilnie nadrabiam i buszuję na znajomych blogach, sama również mam cały katalog zdjęć z różnymi kombinacjami kulinarnymi :)

Bardzo nie lubię wyrzucania jedzenia, jak czasem zajrzę do statystyk, które pokazują, ile żarcia się marnuje nawet w Polsce to złość mnie zżera. Te wszystkie akcje typu podziel się posiłkiem, banki żywności, pajacyk itp. pokazują jak wiele osób nie stać nawet na jeden "porządny" posiłek raz dziennie (nie mówiąc już o tym, co się dzieje np. w krajach trzeciego świata) a w tej samej chwili tony jedzenia lądują w śmietnikach. 

Denerwuje mnie polityka marketów, gdzie wyrzuca się niesamowite wprost ilości produktów (tak, zdarza mi się grzebać w śmietnikach, tak, zabieram z nich różne rzeczy, używam ich i zjadam je jak tylko trafię na coś fajnego), a do tego strategia działania państwa jest taka, że z ekonomicznego punktu widzenia sklepom bardziej opłaca się wyrzucić niż oddać za darmo (kto przypomina sobie pamiętną historię piekarza, którego wykończył urząd skarbowy za to, że oddawał za darmo czerstwy chleb...). Paranoja.

Dlatego kiedy widzę, że jakieś warzywa w lodówce zaczynają żyć swoim życiem, albo mija data ważności puszki w szafce, jak najszybciej kombinuję, co z nimi zrobić, żeby nic nie zmarnować. Moją najczęstszą praktyką, jeśli nie jesteśmy w stanie od razu zjeść takiej rzeczy, jest robienie przetworów na szybko - czyli z małej ilości składników, bez konieczności spędzania godzin w kuchni i robienia specjalnych zakupów. Łapię co jest i mam przy okazji frajdę z wymyślania nowych smaków. 

W taki sposób powstał słoik konfitury z garści bardzo brzydkich wiśni, które nie nadawały się do zjedzenia na surowo. Nie znoszę drylować i nie mam narzędzi więc zrobiłam tak: Do garnka wsypałam pół szklanki cukru trzcinowego, w którym trzymam laskę wanilii (piękny zapach!) kiedy zaczął się karmelizować dorzuciłam wiśnie i mieszając doprowadziłam do wrzenia. Żeby pozbyć się pestek przetarłam miksturę przez durszlak, wybrałam pestki, dodałam z powrotem miąższ, który zaplątał się w sitko, szybka decyzja czym by tu zagęścić dość rzadki dżem i w garnku wylądował banan, po kilkunastu minutach gotowa konfitura została przelana do wyparzonego słoika. Wyszła przepyszna i niebanalna :)




Dwa inne słoiki zostały wypełnione sosem pomidorowym - dostałam sporo pomidorów, z których część była już miękka i koniecznie trzeba się było nimi zająć. Na oliwie z ziołami podsmażyłam dwa ząbki czosnku, dodałam sparzone i pozbawione skórki pomidory, po chwili na patelnię trafił świeżo zmielony zielony pieprz i przeróżne zioła. Do jednego dodałam chilli, do drugiego resztkę pasty z bakłażana. I tyle! Cudownie będzie w zimie wyciągać słoiki - niespodzianki. No i sumienie czyste, że nic się nie zmarnowało ;)



A na koniec nasz dzisiejszy obiad, "resztkowe" danie z fasolki szparagowej, sojowej parówki, odrobiny kiełków, pestek słonecznika, łyżki mielonych orzechów włoskich i przeróżnych przypraw. Na rozgrzaną patelnię wrzuciłam najpierw słonecznik i przyprawy, kiedy pestki się uprażyły, dolałam odrobinę oleju i wrzuciłam to, co zalegało w lodówce i na mojej półce z dodatkami do ciast, przyprawami itp. Wyszło z tego bardzo smaczne danie, do którego zrobiłam sałatę z rukoli, oliwek, pomidorków cherry i pestek.