Pokazywanie postów oznaczonych etykietą witarianizm. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą witarianizm. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 17 grudnia 2013

Surowa szarlotka o zapachu zimy


Przepięknie pachnące (moje ulubione!) połączenie: cynamon i jabłka. Przełamane kwaskowatym smakiem żurawiny i goryczą orzechów włoskich. Do tego działające rozgrzewająco: świeżo zmielone goździki i imbir. Ciepło. Największy nieobecny zimy.




Surowa szarlotka o zapachu zimy (przepis na 4 porcje)


Kruszonka:

Pół szklanki orzechów włoskich
Pół szklanki zmielonych migdałów
Kilka świeżych daktyli (lub suszonych, namoczonych wcześniej w wodzie)
Szczypta soli
Łyżeczka oleju kokosowego (jeśli takowego brak, dodajemy odrobinę dowolnego płynnego oleju żeby masa się nie przyklejała do naczynia)

Wszystkie składniki zblendować, trochę orzechów włoskich wrzucić dopiero pod koniec miksowania (żeby w masie zostały większe, wyczuwalne kawałki). Kruszonką wykleić cztery kokilki, kawałek ciasta zostawić do posypania wierzchu.

Masa jabłkowa

4 jabłka
Dwie łyżki żurawiny
Kilka świeżych daktyli (lub suszonych, namoczonych wcześniej w wodzie)
Cynamon (świeżo zmielony)
Łyżeczka soku z cytryny
Zmielone goździki
Szczypta imbiru


Obrane jabłka pokroić na kawałki, dwa z nich zblendować z resztą składników, na sam koniec dorzucić kolejne dwa owoce i jeszcze chwilę miksować. Masę jabłkową przełożyć na warstwę kruszonki i posypać pozostawionym ciastem. Gotowe.


poniedziałek, 28 października 2013

Surowy ketchup

Tak dobry, że sklepowy może się schować. Do tego surowy i gotowy w pięć minut. Intensywny i wyrazisty w smaku, zadowoli nawet wątpiących w walory smakowe surowej diety. Jeszcze ze świeżych i tanich pomidorów, pewnie już ostatnich...



Pomidory włożyć na chwilę do gorącej wody i obrać ze skóry, dorzucić resztę składników (dałam pięć łyżek octu, ale proponuję próbować i ewentualnie dodać więcej, zamiast syropu daktylowego może być inny płynny słód) i porządnie blendować aż ketchup będzie zupełnie gładki. 

Nie da się go przechowywać tak długo, jak w przypadku wersji gotowanej, ale ponieważ przyrządzenie surowego ketchupu zabiera dosłownie kilka minut, można zawsze zrobić świeżą porcję sosu.

Świetnie smakuje jako dip do warzyw, tworzy doskonałą parę także z frytkami z dyni:



wtorek, 13 sierpnia 2013

Jagodowy sernik z nerkowców





"Ciasto" ze zmielonych orzechów/migdałów i daktyli zaliczam do grona odkryć, które zrewolucjonizowały moją kuchnię. Nie dość, że smakuje fantastycznie i jest źródłem cennych składników (np. migdały: magnez, witamina E, mangan, orzechy włoskie: kwasy omega-3, witamina B6, mangan, miedź - ważna w procesie przyswajania żelaza), to jeszcze nie trzeba go piec. 


Do tego zestaw jagody+mięta (BFF!)

Spód:

1.5 filiżanki orzechów włoskich
1.5 filiżanki mąki migdałowej (zmielonych migdałów)
8-10 daktyli
szczypta soli
2 łyżeczki rozpuszczonego oleju kokosowego


Wszystkie składniki zblendować, na koniec do masy dorzucić kilka grubo posiekanych orzechów włoskich i wykleić nią formę.


Krem:

dwie garści nerkowców
łyżeczka pasty waniliowej
sok z cytryny
trzy garści jagód
garść liści mięty
2 daktyle
łyżka oleju kokosowego (opcja)
Dowolne słodzidło - u mnie stewia

Namoczone przez noc nerkowce zblendować na gładką masę, dodać jagody (trochę zostawiamy do zrobienia ciemniejszego kremu), wanilię, słodzidło, sok z cytryny (ewentualnie, jeśli krem jest mało wyrazisty), wrzucić miętę i blendować aż składniki się połączą.

Pozostałe jagody zblendować z daktylami.

Na orzechowy spód przekładamy masę z nerkowców, na samym wierzchu robimy plamy z ciemniejszej masy i całość ląduje w zamrażalniku aż stężeje (ale nie zamarznie na kamień). Następnie przekładamy ciasto do lodówki (już będzie trzymać formę), przed podaniem ozdabiamy liśćmi mięty.








poniedziałek, 27 maja 2013

Surowe ciastka rabarbarowe

Kolejny eksperyment w poszukiwaniu zdrowszych wersji słodyczy tym razem, dla koneserów rabarbaru. Orzeźwiające i lekkie ciasto, na przekór ciężkiej i nieco przytłaczającej pogodzie :)







Kruszonka:

2 filiżanki mąki migdałowej
Pół filiżanki wiórków kokosowych
łyżeczka pasty waniliowej (albo olejek waniliowy)
szczypta soli
2 łyżki oleju (użyłam z orzechów laskowych)
4 łyżki słodu (u mnie był syrop z agawy, ale może być daktylowy, klonowy itp.)

Wszystkie składniki zblendować, masą wykleić foremki (z podanych składników powstała porcja na 6 osób) zostawiając część kruszonki do posypania wierzchu.

Krem:

3 kawałki rabarbaru
Kilka daktyli (jeśli używamy suszonych, trzeba je wcześniej namoczyć)
2 łyżki mielonego siemienia lnianego
Sok z połówki cytryny

Rabarbar drobno pokroić (chyba, że ma się blender o szatańskiej mocy, mój do takich nie należy), zblendować na jednolitą masę wszystkie produkty. Gotowy krem przyłożyć do foremek i posypać resztą kruszonki. Ciastka lądują w lodówce na minimum kilka godzin (niecierpliwym radzę skorzystać z zamrażalnika).

Bardzo orzeźwiające połączenie smaków - słodkie, ale nie obezwładniające ilością cukru. Dla lubiących zdecydowaną słodycz proponuję wersję z minimalną ilością cytryny (P. trochę marudził, że dla niego za kwaśne).

poniedziałek, 13 maja 2013

Wariacje na temat Rawtelli

A raczej moje wyobrażenie o tym, jak smakuje - niedostępne u nas - cudo zapakowane w takie oto słoiczki:

Zdjęcie ze strony producenta

Krem, który dziś przygotowałam jest jednak na tyle dobry, że może bez kompleksów konkurować z gotowymi wyrobami (szczerze mówiąc smakuje mi dużo bardziej niż Rossmannowski), na pewno usatysfakcjonuje tych, którzy tak jak ja w kremie czekoladowym najbardziej poszukują smaku... orzechów laskowych  :)




Rawtella D.I.Y. (proporcje na spory słoik), przepis inspirowany recepturą zamieszczoną na blogu Weganizm w kuchni.

Kubek zmielonych orzechów laskowych
1 łyżeczka pasty waniliowej (lub ziarenka wydłubane z laski wanilii, w ostateczności aromat waniliowy)
Trochę mniej niż pół kubka surowego syropu z agawy (lub syropu klonowego, jeśli nie zależy nam na wersji 100% surowej)
5 płaskich łyżek kakao
2 łyżki oleju kokosowego (nierozpuszczonego)

Wszystkie składniki blendujemy na tyle długo, żeby powstała kremowa masa. Koniec :)


Na razie najlepiej sprawdza się wyjadany bezczelnie paluchem ze słoika, ale z pewnością będzie także doskonałym dodatkiem do wielu deserów ;)


sobota, 4 maja 2013

Witariańskie naleśniki bananowe (raw), czyli kolejna surowa sobota

Od dawna chciałam zrobić surowe naleśniki, a banan był pierwszym z kandydatów na ich podstawowy składnik ponieważ po zblendowaniu zmienia się w gęsty krem przypominający w swej konsystencji ciasto naleśnikowe. Wybór okazał się trafny - po przegrzebaniu netu w poszukiwaniu wskazówek, jaka temperatura będzie najlepsza do suszenia bananowego ciasta (nie mam jeszcze wyczucia jak ustawiać swój dehydrator), trafiłam na kilka przepisów gdzie podstawą receptury jest właśnie banan.

Naleśniki wyszły świetne - cienkie i elastyczne, trzeba tylko pilnować czasu suszenia, bo inaczej zmienią się w chipsy :)



5 bananów
cynamon
ekstrakt waniliowy (opcja)

Banany zblendować z cynamonem i wanilią, masę rozsmarować na nieprzywierającej powierzchni (mój dehydrator to suszarka do owoców mająca kratki zamiast pełnych blach, więc używam papieru do pieczenia jako podkładu), suszyć godzinę w temperaturze 60 stopni, a następnych pięć ustawiając maszynę na 41 stopni. W necie trafiłam też na przepis, gdzie naleśniki suszone były na słońcu, bez konieczności używania sprzętu (wg przepisu schną wówczas znacznie szybciej), więc jak pogoda stanie się prawdziwie majowa (no bo przecież w końcu będzie słonecznie, prawda?), spróbuję je zrobić w wersji "unplugged" :)

Do naleśników przygotowałam czekoladę z daktyli (kremy - gotowce ze słoika mogą się schować!) i wiśniowo-bananowy krem. Śniadanie idealne.

Świeże daktyle zblendowane z kakao (przepis na blogu Jadłonomia)


Zmiksowane mrożone: wiśnie i banany.








niedziela, 7 kwietnia 2013

"Ciasto, o którym nie można zapomnieć", czyli bananowe tartaletki na surowo i kilka słów o porcjowaniu

Takim właśnie zdaniem skwitował moje kolejne eksperymenty z nerkowcami P., który pół godziny po zjedzeniu porcji ciasta westchnął, iż wciąż o nim myśli.
Czy potrzebna jest lepsza rekomendacja? :)




Spód:

100g zmielonych migdałów (mąki migdałowej)
8 daktyli (jeśli używamy suszonych, trzeba je namoczyć)
szczypta soli
ewentualnie 1-2 łyżki oleju kokosowego (roztopionego)

Wszystkie składniki trzeba zblendować i powstałą masą wykleić foremki (z których łatwo będzie wyjąć ciastka, jeśli używamy np. filiżanek, ceramicznych miseczek albo metalowych form, proponuję wyłożyć je folią, a przynajmniej posmarować odrobiną oleju). Wyklejone foremki lądują w lodówce.


Krem bananowy:

garść nerkowców (namoczonych przez noc)
łyżeczka pasty waniliowej (lub wyskrobane z laski wanilii ziarenka, ewentualnie olejek waniliowy)
woda
jeden zmiksowany, dojrzały banan i jeden pokrojony w plasterki
2 łyżki soku z cytryny
1/4 filiżanki roztopionego oleju kokosowego (używam tego: http://www.evergreen.pl/tluszcz-kokosowego-palmowego-p-1240.html)
słodzidło wg uznania (u mnie stewia)

Orzechy, pastę waniliową, sok z cytryny, olej i słodzidło rozdrabniamy blenderem na gładką masę (wody należy dodać tylko tyle, by uzyskać kremową konsystencję), dodajemy banana i jeszcze przez chwilę miksujemy. Na migdałowy spód kładziemy trochę kremu, następnie plasterki banana i znów porcję kremu. Na wierzch zostało mi tylko po jednym plasterku na ciastko, ale gdybym miała więcej owoców, ułożyłabym ostatnią warstwę całą z bananów. Tartaletki wstawiamy do lodówki i bierzemy się za polewę

Polewa z masła migdałowego/orzechowego:

U mnie w wersji z migdałów, ale z orzechów ziemnych też będzie pyszna (w tym drugim przypadku proponuję zrezygnować z dodawania soli, bo najczęściej gotowe masło jest dość mocno solone)

Masło migdałowe zrobiłam miksując filiżankę zmielonych migdałów tak długo, aż mąka zrobiła się kleista (podobnie robi się masło orzechowe, jeśli chcemy je w wersji D.I.Y.). Do masła dodałam wodę (dolewamy stopniowo, żeby ze zbitej masy zrobił się gęsty krem), szczyptę soli, klika daktyli i kilka łyżek syropu klonowego. Tartaletki dostają po łyżeczce polewy na wierzch i gotowe.

Foremki lądują w zamrażalniku na mniej więcej dwie godziny - ciastka są wówczas na tyle zmrożone, że łatwo się je wyjmuje, ale krem nadal jest dość miękki. Jeśli tartaletki nie będą zjadane od razu proponuję trzymać je w zamrażalniku a na jakiś czas przed zjedzeniem przestawić do lodówki.




Muszę przyznać, że wymyślanie słodkości w wersji surowej zmienia trochę moje myślenie o słodyczach. Z podanych proporcji nie wychodzą jakieś kosmiczne ilości ciasta, a i same składniki ma się w domu rzadziej niż paczkę mąki, cukier i mleko roślinne, z których zawsze można w pół godziny zrobić muffiny albo zebrę. Zwykle biorę się za "wypieki" w weekendy, kiedy mam trochę więcej czasu i zauważyłam, że jakoś z większym namaszczeniem zaczęliśmy z P. traktować te desery - zamiast wciągać bez zastanowienia całego Nussbeisera (co dla nas nie stanowi najmniejszego problemu), a potem wieczorem dopchać się marcepanowym batonem (bo jak się skończy, kupi się następny), traktujemy filiżankę kawy i porcję nerkowcowego ciasta jako przyjemność, na którą się w jakiś sposób czeka i którą się celebruje. 

Od dawna jestem przekonana, że z myśleniem ludzi o jedzeniu coś jest nie tak, np. mój kolega jak nie dostanie za 10 złotych tak wielkiego talerza żarcia, że prawie umiera kończąc swoją porcję, uważa, że knajpa jest beznadziejna, drogo, że już nie przyjdzie (tak zrecenzował np. moje ulubione VM (!) na Chmielnej). A co z jakością?

Nie jestem fanką snobistycznych miejsc, gdzie za dwa szparagi polane łyżką sosu każą sobie płacić 50 złotych, ale z drugiej strony uważam, że ludzie zbytnio przyzwyczaili się do WSZECHOBECNOŚCI  jedzenia. No bo można je kupić i zjeść wszędzie, co np. dla mojej babci nie było taką oczywistością - nigdy nie mogła zrozumieć jedzenia na ulicy, w trakcie chodzenia. Dla niej było to nie do pomyślenia, bo posiłek to określona czynność w trakcie dnia, a nie przypadkowe i dodatkowe zajęcie, które wykonuje się przy okazji.

Czytałam niedawno artykuł, w którym było napisane, że podczas jedzenia nie powinno się zajmować mózgu innymi sprawami, bo wówczas on "nie zdaje sobie sprawy" z tego, że je (ta sprawa była opisana w kontekście problemu otyłości). A teraz pomyślcie o obowiązkowym nieomal popcornie w kinie, dzieciakach, które wracając ze szkoły wcinają przed obiadem paczkę chipsów (czy tylko ja niemal codziennie widuję takich spryciarzy?), posiłkach jedzonych przed telewizorem (miska orzechów znika niezauważona). 

Od kilku dziesięcioleci sukcesywnie rosną też same porcje jedzenia. Poniższa fota dotyczy zapewne warunków amerykańskich (gdzie sytuacja jest skrajnie absurdalna - bo określenie "mały napój" dotyczy butli ponad pół litrowej), ale jeśli spojrzy się u nas na opakowania w sklepach i wszelkie promocje typu: zjedz dwa zapłać za jeden (btw:choć i tak płaci się za dwa) nie ma się wątpliwości, że tendencja jest podobna.

Fota z netu



Wracając do witariańskiego ciasta, za pierwszym razem jak je robiłam wydawało mi się, że strasznie go mało. Później, jak okazało się, że spokojnie osiem osób zjadło po kawałku i dało radę, pomyślałam, że w zasadzie po co zjadać przeolbrzymi kawałek jak to zwykle (za wegetariańskich jeszcze czasów) bywało u ciotek, które ładowały dzieciakom porcje większe, niż talerzyk do ciasta. Teraz wydaje mi się, że wystarczy jak się zaspokoi potrzebę zjedzenia czegoś słodkiego, ale deserem się nie napcha tak, że wychodzi nosem. Jasne, czasami z różnych powodów ma się ochotę zaszaleć, ale na dłuższą metę nie jest to dobry sposób traktowania swojego ciała.















poniedziałek, 18 marca 2013

Dwuwarstwowy, czekoladowo-kokosowy torcik z nerkowców (raw)








Przepyszny, surowy i zdrowy - zniknął w mgnieniu oka. Zwłaszcza, że jedzenie takich słodyczy nie wiąże się z jakimikolwiek wyrzutami sumienia. Zero cukru, mąki, sztuczności. Przyznam, że pierwszy raz robiłam krem z nerkowców i faktycznie, podczas blendowania zachowują się one zupełnie inaczej, niż wszystkie inne znane mi orzechy. Można je zmielić na niezwykle gładki i dość neutralny w smaku krem, który chętnie przejmuje smak dodanych do niego składników.


Spód:
2 filiżanki zmielonych migdałów (moje kupiłam już zmielone razem ze skórką)
8 świeżych daktyli (jeśli używamy suchych, trzeba je namoczyć)
szczypta soli
1-2 łyżki oleju kokosowego (rozpuszczonego)

Wszystkie składniki blendujemy i gotową masą wylepiamy niedużą foremkę (jeśli mam mówić o wadach tego ciasta, to zdecydowania było ono zbyt małe). Ja użyłam plastikowego pojemnika do przechowywania jedzenia, jeśli użyjecie metalowej foremki warto wyłożyć ją folią, żeby sernik nie przywarł.


Kremy:
200 g nerkowców (namoczonych przez noc, przepłukanych)
sok z jednej cytryny (proponuję dodawać stopniowo, ja lubię wyraźnie kwaśny smak)
ekstrakt waniliowy (opcjonalnie)
stewia (dosładzamy do smaku, wersją w proszku, zmielonymi liśćmi lub płynem)
2-3 łyżki oleju kokosowego (roztopionego)
kilka łyżek wody

Krem dzielimy na dwie części: do wersji kokosowej dodajemy kilka łyżek wiórków kokosowych i jeszcze jedną łyżkę oleju, ewentualnie odrobinę wody, żeby łatwiej było miksować, do czekoladowej dosypujemy kakao (w zależności od tego, jak intensywny smak chcemy otrzymać, ja dałam około 1/4 szklanki) i jeśli krem jest zbyt zbity, również odrobinę wody.


Posypka:
8 łyżek wiórków kokosowych
2 łyżki syropu klonowego
szczypta soli
2 łyżki oleju kokosowego (roztopionego)

Wszystkie składniki zblendować, masę uformować w kulkę i włożyć do zamrażalnika.

___________________
Na migdałową masę wykładamy kokosową, następnie czekoladową i sernik ląduje w zamrażalniku. Kiedy stężeje na tarce o grubych oczkach ścieramy posypkę i dekorujemy nią wierzch ciasta. Sernik przenosimy do lodówki, wyjmujemy bezpośrednio przed podaniem (kiedy jest zimy, bardzo dobrze się kroi i nie rozpada).

Uwagi:
Moja baby sis i P. stwierdzili, że biała warstwa jest mniej smaczna od czekoladowej, bo ma dość kwaśny smak, ale oboje nie lubią sernika, więc jeśli nigdy nie lubiliście tradycyjnego ciasta z sera, warto spróbować wersji z czekoladowym jedynie kremem. Poza tym nerkowce chętnie przyjmują smaki dodatków, więc można do białej warstwy wrzucić jakieś owoce żeby pozbyć się serowej nuty. Na pewno wielokrotnie wrócę do tego ciasta, choć pewnie nie należy do najtańszych, spód z migdałów zamierzam też wypróbować do innych kombinacji, bo smakuje fantastycznie i wykonanie go zajmuje dwie minuty :)



niedziela, 17 marca 2013

Witariańska sobota II


A w zasadzie weekend, bo w piątek zaczęłam pić warzywno-owocowe shake'i i idzie mi na tyle dobrze, że przez ostatnie trzy jedynym grzechem przeciwko konsekwencji w tej niezamierzonej diecie, było zjedzenie dwóch jabłek i kawałka papryki.

Intensywne kolory wynagradzają mi - zimową raczej niż wiosenną - aurę (raz założone tenisówki wylądowały z powrotem w szafie), poza tym przyda mi się solidna porcja witamin.

Pijąc tylko shake'i czuję się świetnie, a podczas intensywnych treningów wcale nie brakuje mi sił. Z niepokojem obserwuję tylko pogodę za oknem, za tydzień półmaraton i trochę przeraża mnie myśl o biegu w taki wiatr. Życiówki raczej nie będzie, to pewne.




Czytam ostatnio trochę o terapii sokami i z niecierpliwością czekam na wiosenno-letnie owoce i warzywa żeby wypróbować inne kombinacje...


niedziela, 10 marca 2013

Witariańska sobota


Odpaliłam wreszcie dehydrator (kupiłam już jakiś czas temu, ale nie bardzo miałam czas się nim zająć) i po pierwszym eksperymentach wiem, że spróbuję na stałe wprowadzić do swojej diety jeden witariański dzień w tygodniu. Przede wszystkim po to, żeby nauczyć się robić więcej surowych potraw (przeżycie tygodnia na owocach i warzywach to nie jest dla mnie wielka trudność, ale nie umiem przyrządzać bardziej skomplikowanych dań). Chciałabym całe lato odżywiać się wyłącznie surowizną (zobaczymy, jak pójdzie, na razie tęsknię strasznie za zieleniną, mam już dość kapusty, jabłek smakujących o tej porze roku niemal jak ziemniaki), więc umiejętność przygotowywania czegoś więcej niż shake'i i sałatki będzie przydatna :)

Na pierwszy ogień poszedł witariański chleb, hummus i brownies - wszystkie trzy bardzo smaczne i dość łatwe do przygotowania. Refleksje, jakie nasunęły mi się po wypróbowaniu kilku przepisów (do etapu opracowywania samodzielnych receptur droga daleka) dotyczą przede wszystkim filozofii jedzenia związanej z surowym odżywianiem. Chodzi mi przede wszystkim o bardziej holistyczne spojrzenie na to, co się je - planowaniu jadłospisu (w tym zakupów) na kilka dni do przodu, bo procesu moczenia, suszenia itp. nie przyspieszy się ani nie ominie. Pewnie z biegiem czasu wpada się w stały rytm zalewania co kilka dni kiełków, nasion, orzechów, ale mimo wszystko na szybko niektórych rzeczy się zrobić nie da. Nie sądzę, żeby była to olbrzymia wada witarianizmu, po prostu trzeba by się przestawić na trochę inny tryb.

Mitem jest za to czasochłonność takiej kuchni (podobnie zresztą jak w przypadku weganizmu), przygotowanie potraw nie wymaga rzucenia pracy, siedzenia w kuchni godzinami. Potrzebny jest tylko dobry blender, wszystkie inne zabiegi odbywają się same (moczenie, suszenie itp.)

Surowe jedzenie jest dla mnie trochę mniej wyraziste, więc wymaga i przyzwyczajenia się do bardziej naturalnych smaków (np. brownies było dla mojego P. za mało słodkie) i bardziej zdecydowanego przyprawiania (w hummusie wylądowało znacznie więcej przypraw, niż przy gotowanej ciecierzycy).


Witariańskie brownies

Brownies według przepisu z fantastycznej strony RAWMAZING robiłam nie pierwszy raz bo to naprawdę jedno z najlepszych ciast jakie zdarzyło mi się jeść (nie tylko w kategorii: surowe). Uprawiającym sporty polecam drobną modyfikację - dosypanie białka sojowego żeby trochę zrównoważyć zawartość węglowodanów), wówczas kawałek brownies fajnie się sprawdzi jako wspierający trening, energetyczny baton.




Surowy hummus



Przepis: (nie do końca witariański, bo kiełki przez minutę trzyma się w gorącej wodzie).
Szklanka kiełków ciecierzycy (kilka dni wcześniej zaczęłam przygotowania do hummusu i wyhodowałam kiełki z suchej cieciorki )
Sok z jednej cytryny
3 ząbki czosnku
trochę wody
sól
2-3 łyki tahini (opcjonalnie)
chilli
Oliwa (5-6 łyżek)
Świeżo mielony pieprz (u mnie kolorowy)

Zagotować wodę i odstawić na chwilę żeby przestała wrzeć, na minutę wrzucić do niej kiełki - autor przepisu sugestywnie pisze, że jeśli pominie się ten krok, hummus będzie ohydny :)
Zblendować wszystkie składniki, i odstawić hummus na 5-10 minut żeby kiełki wchłonęły wodę. Jeśli masa będzie zbyt sucha, dolać jeszcze odrobinę płynu. Powyższy zestaw przypraw to wersja podstawowa, po dodaniu takiej ich ilości dla mnie hummus był wciąż za mało wyrazisty i dorzuciłam jeszcze jeden ząbek czosnku, więcej pieprzu i chilli), ale może to kwestia indywidualnych upodobań.
A do hummusu zrobiłam:


Witariański chlebek



Zmodyfikowany przepis na surowy pumpernikiel:

5 marchewek
3 szklanki zmielonego siemienia lnianego
1 szklanka zmielonego lnu
Kubek rodzynek
1 duży por (biała część)
Pół cebuli
4 ząbki czosnku
Pół kubka soku z cytryny
Przyprawy (wg uznania): kmin rzymski, kolendra, zmielone goździki, kolendra, sól
Ewentualnie sezam do posypania


Marchewkę, pora, cebulę, czosnek należy zblendować dolewając trochę wody (mój blender podołał jak drobno pokroiłam warzywa). Rodzynki moczymy przez około pół godziny i razem z wodą dodajemy do masy. Wlewamy też cytrynę i dosypujemy przyprawy. Następnie stopniowo dodajemy len i siemię wyrabiając ciasto ręką. Trzeba uważać z ilością wody, ja oczywiście dałam za dużo podczas blendowania warzyw i musiałam dosypać nieprzepisową porcję zmielonego lnu, bo zamiast uzyskać zwartą masę, miałam w misce zupę - krem...
Rozprowadzić gotowe ciasto na blasze (jeśli używamy piekarnika), lub tacach dehydratora i ewentualnie posypać sezamem. Ja swój chlebek suszyłam 10 godzin w temperaturze 41 stopni. W smaku i konsystencji przypomina pumpernikiel (jest mokry, ale zwarty). 



_________________

W planach był jeszcze serek migdałowy, ale obieranie moczonych całą noc migdałów jest tak koronkową robotą, że wymiękłam przy garści (na zdjęciu bilans po 20 minutach zdejmowania skóry...) i na razie czekają aż wróci mi entuzjazm...



A teraz przygotowuję proteinowe kulki do wcinania po treningu :)

sobota, 5 maja 2012

Lody na śniadanie, czyli jak dobrze być dorosłym!!!


P. - Jak byłem dzieckiem marzyłem o tym, żeby jeść lody na śniadanie...
Ja - Cieszę się, że mogę spełnić Twoje marzenie!




Powyższe lody są banalne w przygotowaniu i jak zaraz zobaczycie wręcz wstyd nazwać tych kilka czynności przepisem... A jednak... Kolejność wykonywania działań sprawia, że smakują one DOSKONALE! *


Należy zamrozić na kamień:
3 banany
garść truskawek
Zamrożone owoce blendujemy z odrobiną mleka sojowego.
Konsystencja nie do opisania!
*Potwierdzone także przez nie-wegan :P

niedziela, 8 kwietnia 2012

Święto Wiosny...

...uczczone witariańskim jabłecznikiem:


Czekoladkami z marcepanem, kremem karmelowym i pomarańczą - D.I.Y.



I filmem z moim ulubionym Edwardem Nortonem.
A jak u Was? :)

sobota, 4 lutego 2012

Shake winter away!


1. Pomarańcza, jabłko, banan, grapefruit, woda.


2. Banan, kiwi, pomarańcza, woda


3. Szpinak, jabłko, banan, woda



A jak i to nie pomoże, konieczna będzie wizyta w Vege Mieście, wegańska galaretka z owocami i kremem i kawa z waniliowym mlekiem sojowym!