Pokazywanie postów oznaczonych etykietą przetwory. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą przetwory. Pokaż wszystkie posty

sobota, 23 sierpnia 2014

Pożegnanie lata o zapachu jabłek i wanilii



Koniec. Zimne, przenikające pod skórę poranki, psy, które nie chcą wstać z fotela na poranny spacer, jabłka, śliwki, coraz cięższe kasztany na drzewach. 

Początkiem roku zawsze była dla mnie jesień. Po ciągnącym się leniwie lecie, porankach w ogrodzie wśród szumu drzew i szczekających potworów, powrót do miasta, w którym uderza mnie co roku natłok nieznośnych dźwięków i ilość ludzi. Przytulne, coraz wcześniejsze wieczory, mnóstwo zajęć i brak czasu.

Tegoroczne wakacje nie do końca takie, jakie mały być. Prawie bez wyjazdów, bez corocznych dotąd gór, trochę zapracowane, trochę gnuśne, z masą niezrealizowanych planów.

Ale na pewno nie zmarnowane. Mijające lato nauczyło mnie:

* Że spanie w śpiworze pod gołym niebem (na balkonie, na łódce, w ogrodzie) jest fantastyczne do kwadratu.
* Jak rozrabia się i kładzie cement, szpachlę gipsową (i dlaczego proporcje wody/mieszanki podane na worku mają znacznie...)
* Że istnieją cukierki imbirowe: mega ostre i mega słodkie.
* Co to jest fok, grot i miecz.
* Że można nie jeść kilka dni (i w myślach wcale nie odgryzać łapy własnym psom).
* Że świnki miniaturowe mają bardzo szorstkie brzuszki.
* Że wymienianie się ciuchami z facetem jest fajne.
* Że bluszcz ma dziesiątki gatunków.
* Że jak chce się zapakować rower do wysyłki, trzeba wziąć wolny dzień (cały!!!).
* Jak się gra w squasha (tzn. jakie są zasady, żeby dobrze grać. Nauka w toku).
* Że jazda po mieście na BMX'ie z dzwonkiem w kształcie dzięcioła jest MEGA.
* Jak się gra w bule.


Nie jest źle :)








6:15 a.m., sufit mojej miejskiej sypialni

*** 

A wspomnienia lata świetnie przechowuje się, jak wiadomo, w słoikach. W tym roku to dopiero początek produkcji, na pierwszy ogień poszły jabłka z przydomowej jabłonki. Razem z wanilią, cynamonem i daktylami. W sam raz na zimowe wieczory.



Piegi z wanilii - to jest to!







Aromatyczne jabłka na zimę

Jabłka
Garść daktyli
Garść rodzynek
Cynamon
Kardamon
Gożdziki
Laska wanilii


Jabłka pokroić w duże kawałki, dusić z niewielką ilością wody, przekrojoną wzdłuż laską wanilii, cynamonem i pozostałymi przyprawami. Goździki i kardamon wkładam do garnka w sitku do parzenia herbaty (wówczas łatwo je wyjąć przed zapakowaniem jabłek). Słoiki (i nakrętki) przelewam wrzątkiem, przekładam do nich dopiero co wyłączone jabłka (BTW: koniecznie trzeba wydłubać ziarenka z rozgotowanej laski wanilii), dokładnie wycieram brzegi słojów, zakręcam i stawiam szkło do góry dnem. Kiedy jabłka ostygną odwracam (jeśli nakrętka zrobiła się wklęsła, owoce zamknęły się wzorowo).





poniedziałek, 14 października 2013

Ajvar, czyli sos z papryki i psianki podłużnej








Papryka z targu po 2.5 za kilogram, bakłażany za piątaka - nic, tylko robić ajvar! Przepis skleciłam z własnych wcześniejszych doświadczeń i propozycji znalezionych w necie, jak na razie to najlepsza wersja, jaką udało mi się zrobić. Papryka w wersji pieczonej zamiast duszonej jest świetna. 

Paprykę i bakłażany pokroić, posmarować oliwą, posypać solą i piec aż papryka zacznie się lekko przypalać. Bakłażany wrzucić do miski, paprykę szczelnie przykryć na 20 minut, jak przestygnie obrać ze skóry (żmudne to trochę, ale efekt wynagradza trud), dodać do oberżyny, dorzucić czosnek, ocet, łyżeczkę harissy (jeśli nie mamy takiej pasty można dodać małą mega ostrą papryczkę albo chilli w proszku), sól i pieprz. Chwilę blendujemy i gotowe.



Ps. Moje psi(a)nki podłużne dzielnie asystowały przy robieniu ajvaru, od dziś wiem, że psowate uwielbiają wcinać surowe bakłażany! :)

sobota, 11 maja 2013

Ekstrakty z kawy i cynamonu D.I.Y.



Ulubiony smak? Zdecydowanie kawowy. Nie tylko w filiżance naparu, ale słodyczach, shake'ach i lodach :) Na te i podobne okoliczności przydaje się ekstrakt z kawy (rozpuszczałki nie używam, a nie zawsze mam cierpliwość parzyć dwie łyżki mielonej i czekać, aż ostygnie), postanowiłam więc przygotować kilka buteleczek domowego ekstraktu wybierając moich faworytów, czyli kawę waniliową i orzechową.

Nie jestem fanką alko i prawie go nie piję, ale w przypadku przygotowywania ekstraktów to najlepszy wybór, żeby zamknąć ulubiony smak i aromat w butelce (czy komuś oprócz mnie od razu przypomina się Süskind?), a ponieważ do ciast i innych wyrobów wystarczy dodać niewielką ilość aromatycznego płynu, procenty będą później niemal niewyczuwalne 

Do zrobienie kawowego ekstraktu użyłam wódki i rumu (czyli tego, co udało mi się znaleźć w szafkach rodziców), przepis jest banalnie prosty - potrzebujemy grubo zmielonych (lub posiekanych) ziaren kawy i alkoholu. Do słoiczków/butelek sypiemy kilka łyżeczek kawy, zalewamy wybranym alkoholem, zakręcamy i odstawiamy na półtora miesiąca (lub nawet dłużej, ekstrakt na alkoholu się nie zepsuje, a dłuższe "leżakowanie" pozwoli wyciągnąć z kawy maksimum smaku).

W podobny sposób przygotowałam też buteleczkę z ekstraktem cynamonowym (numer drugi na liście ulubionych smaków), który służy nie tylko jako świetny dodatek do shake'ów czy aromatyzowania filiżanki kawy, ale ma świetne działanie na układ pokarmowy, jest doskonałym i naturalnym konserwantem, likwiduje wolne rodniki, korzystnie wpływa na metabolizm. Poniżej przytaczam fragment artykułu o zbawiennym działaniu cynamonu, chętnych do przeczytania całości odsyłam tu i do tekstu przedstawiającego 10 powodów dlaczego warto jeść cynamon.


Cynamon a choroba wrzodowa

Wśród bakterii infekujących przewlekle system gastrojelitowy jednymi z najbardziej rozpowszechnionych i groźnych są Helicobacter pylori. Odpowiadają one za przewlekłe zapalenie żołądka oraz owrzodzenia prowadzące do zmian nowotworowych. Przeciwko H. pylori stosuje się terapię antybiotykową. Leczenie to jest trudne i często powoduje oporność bakterii. Warto więc poszukiwać ekstraktu roślinnego zdolnego do inhibicji wzrostu bakterii.
Testowano ekstrakty majeranku, rozmarynu, melisy oraz rumianku, ale najsilniejszy efekt hamujący wzrost bakterii dawał etanolowy ekstrakt cynamonu (już w stężeniu 3-12 mikrog/ml).

Grzane wino z cynamonem czy nalewka?

Jak działają związki z kory Cinnamomum? Bioaktywne składniki to aldehyd cynamonowy i eugenol, ale w alkoholowym ekstrakcie jest więcej związków zdolnych hamować aktywność enzymu ureazy bakterii. Znaczenie ma też efekt synergistyczny współdziałania dużej grupy związków polifenolowych, które dobrze rozpuszczają się w wodzie z alkoholem. Mogą one penetrować błonę komórkową bakterii, uszkadzając ją i powodując, że komórki bakterii są bardziej wrażliwe na alkohol.




niedziela, 19 sierpnia 2012

Addio pomidory! Plus konfitura cytrynowa i inne przetwory.

Dżem ze śliwek, bananów, jabłek i malin.

Nie lubię robienia przetworów w hurtowych ilościach, wizja wypestkowania wiadra śliwek, wiśni czy czegokolwiek innego napawa mnie wstrętem na tyle, że jestem w stanie zrezygnować z jedzenia domowych dżemów :)

Co innego robienie po 2-3 słoiki dziennie, za każdym razem czegoś innego! Nie nudzę się wówczas, mogę  robić różne smaki i przy okazji wykorzystywać na bieżąco jakieś pałętające się po kuchni warzywa i owoce. W ciągu ostatniego tygodnia powstało sporo słoików, poniżej relacja :)

Jeśli miałbym wymienić jedno, najukochańsze warzywo, byłby to pomidor. Pomidorowy sezon jest przez mnie wyczekiwany co roku tym bardziej, że już od dawna przez większość roku pomidory to w większości produkty pomidoropodobne. Niby kształt ten sam, kolor nie zawsze, ale jakiś czerwony przypomina, ale smak... :/ Beznadzieja.

Od jakiegoś czasu kupujemy w sezonie pomidory na wsi, od kogoś, kto hoduje w zasadzie tylko te rośliny i różnica między nimi a firmówkami typu "Janów" jest nie do opisania. Po wstawieniu do kuchni koszyka z pomidorami roznosi się piękny zapach (pytanie: czy marketowy pomidor jeszcze pachnie?), do tego udało mi się w tym roku kupić też pomidory czarne, żółte i - nazwa straszna - bawole serca. 

Nie da się niestety przechować świeżych pomidorów, dlatego smętnie nucąc "Addio pomidory" zabrałam się do zrobienia pomidorowych zapasów w słoikach, aby zachować na jesień i zimę chociaż wspomnienie ;)

I tak powstały:

 Pomidory z cukinią 


 Pomidory z żółtą, zieloną i czerwoną papryką


 Przecier pomidorowy z ziołami


Fasola w sosie ze świeżych pomidorów

Zrobiłam jeszcze zupę - krem z pomidorów, ale gdzieś zapodziało się zdjęcie. Przepisy bardzo proste, wymyślane na bieżąco, dodam tylko, że nigdy nie chce mi się pasteryzować słoików, więc wlewam po prostu wrzący dżem czy przecier do wyparzonego słoika, zakręcam nakrętką przetartą spirytusem i stawiam do góry dnem. Nic nie pleśnieje ani się nie rozszczelnia, zawsze bez problemu trzyma do zimy, więc polecam leniuchom :)

A na koniec przepis na konfiturę cytrynową. Chociaż cytryna nie jest u nas owocem sezonowym i taki dżem można  robić przez cały rok, to na fali entuzjazmu przygotowałam dwa słoiki do zimowej herbaty. Cytrynowa konfitura jest niezwykle aromatyczna i fajnie rozgrzewa dzięki imbirowi, ma wyraźny - jednocześnie kwaśny i słodki - smak. Do rzeczy:

Potrzebny będzie:

cukier trzcinowy
cytryny (zużyłam chyba 8-10 cytryn)
nieduża laska wanilii, albo cukier waniliowy
imbir (najlepiej świeży)
cynamon
przyprawa do szarlotki (anyż, kardamon, sproszkowane goździki)


W garnku gotujemy około pół szklanki wody dodając kawałek imbiru (około 15-20 minut). Można albo zetrzeć imbir na tarce, albo zostawić korzeń w całości i wyjąć go przed przekładaniem konfitury do słoików. Woda powinna być mega ostra :) Dodajemy cukier, pokrojone i obrane cytryny, laskę wanilii. redukujemy na małym ogniu, aż mikstura osiągnie konsystencję konfitury (czyli wyparuje trochę wody) co jakiś czas mieszając, jeśli chcemy mieć cięższy, intensywny "zimowy" aromat, dodajemy jeszcze trochę przyprawy do szarlotki. Konfiturę przelewamy do wyparzonych słoików, zakręcamy, stawiamy do góry dnem i czekamy aż w takiej pozycji wystygnie. 


A na sam koniec...

wtorek, 7 sierpnia 2012

Wakacje i co można zrobić z resztek jedzenia.


No to nasz coroczny wypad w góry za nami. Uwielbiam te puste przestrzenie, minimalną ilość ludzi, prawdziwą ciszę i dwanaście godzin wędrówki w nogach :) Nawet wstawanie o piątej rano może być przyjemne, kiedy w perspektywie ma się zobaczenie czegoś tak pięknego... Przy okazji miałam lekką odstawkę netu, teraz pilnie nadrabiam i buszuję na znajomych blogach, sama również mam cały katalog zdjęć z różnymi kombinacjami kulinarnymi :)

Bardzo nie lubię wyrzucania jedzenia, jak czasem zajrzę do statystyk, które pokazują, ile żarcia się marnuje nawet w Polsce to złość mnie zżera. Te wszystkie akcje typu podziel się posiłkiem, banki żywności, pajacyk itp. pokazują jak wiele osób nie stać nawet na jeden "porządny" posiłek raz dziennie (nie mówiąc już o tym, co się dzieje np. w krajach trzeciego świata) a w tej samej chwili tony jedzenia lądują w śmietnikach. 

Denerwuje mnie polityka marketów, gdzie wyrzuca się niesamowite wprost ilości produktów (tak, zdarza mi się grzebać w śmietnikach, tak, zabieram z nich różne rzeczy, używam ich i zjadam je jak tylko trafię na coś fajnego), a do tego strategia działania państwa jest taka, że z ekonomicznego punktu widzenia sklepom bardziej opłaca się wyrzucić niż oddać za darmo (kto przypomina sobie pamiętną historię piekarza, którego wykończył urząd skarbowy za to, że oddawał za darmo czerstwy chleb...). Paranoja.

Dlatego kiedy widzę, że jakieś warzywa w lodówce zaczynają żyć swoim życiem, albo mija data ważności puszki w szafce, jak najszybciej kombinuję, co z nimi zrobić, żeby nic nie zmarnować. Moją najczęstszą praktyką, jeśli nie jesteśmy w stanie od razu zjeść takiej rzeczy, jest robienie przetworów na szybko - czyli z małej ilości składników, bez konieczności spędzania godzin w kuchni i robienia specjalnych zakupów. Łapię co jest i mam przy okazji frajdę z wymyślania nowych smaków. 

W taki sposób powstał słoik konfitury z garści bardzo brzydkich wiśni, które nie nadawały się do zjedzenia na surowo. Nie znoszę drylować i nie mam narzędzi więc zrobiłam tak: Do garnka wsypałam pół szklanki cukru trzcinowego, w którym trzymam laskę wanilii (piękny zapach!) kiedy zaczął się karmelizować dorzuciłam wiśnie i mieszając doprowadziłam do wrzenia. Żeby pozbyć się pestek przetarłam miksturę przez durszlak, wybrałam pestki, dodałam z powrotem miąższ, który zaplątał się w sitko, szybka decyzja czym by tu zagęścić dość rzadki dżem i w garnku wylądował banan, po kilkunastu minutach gotowa konfitura została przelana do wyparzonego słoika. Wyszła przepyszna i niebanalna :)




Dwa inne słoiki zostały wypełnione sosem pomidorowym - dostałam sporo pomidorów, z których część była już miękka i koniecznie trzeba się było nimi zająć. Na oliwie z ziołami podsmażyłam dwa ząbki czosnku, dodałam sparzone i pozbawione skórki pomidory, po chwili na patelnię trafił świeżo zmielony zielony pieprz i przeróżne zioła. Do jednego dodałam chilli, do drugiego resztkę pasty z bakłażana. I tyle! Cudownie będzie w zimie wyciągać słoiki - niespodzianki. No i sumienie czyste, że nic się nie zmarnowało ;)



A na koniec nasz dzisiejszy obiad, "resztkowe" danie z fasolki szparagowej, sojowej parówki, odrobiny kiełków, pestek słonecznika, łyżki mielonych orzechów włoskich i przeróżnych przypraw. Na rozgrzaną patelnię wrzuciłam najpierw słonecznik i przyprawy, kiedy pestki się uprażyły, dolałam odrobinę oleju i wrzuciłam to, co zalegało w lodówce i na mojej półce z dodatkami do ciast, przyprawami itp. Wyszło z tego bardzo smaczne danie, do którego zrobiłam sałatę z rukoli, oliwek, pomidorków cherry i pestek.