Pokazywanie postów oznaczonych etykietą akcja. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą akcja. Pokaż wszystkie posty

środa, 4 października 2017

Back in black

3 października 2017, Warszawa

Długo mnie tu nie było (ponad dwa lata!), w międzyczasie zmieniło się mnóstwo rzeczy. Dla tego miejsca najważniejsze jest pewnie to, że przestałam eksperymentować w kuchni i w zasadzie poruszam się w obrębie kilku potraw. Dobrze mi z tą przewidywalnością. A dla internetowej bazy przepisów to żadna strata, bo wege blogów nie brakuje (a do tego Jadłonomia wydała dwie książki).

Moja aktywistyczna natura zboczyła z kulinarnej ścieżki już dość dawno, patrząc na etykiety postów, najwięcej miejsca i tak od jakiegoś czasu poświęcam na to, co lubię najbardziej, czyli na krytyczne przyglądanie się rzeczywistości.

Wracam do zapisywania obserwacji - nic tak nie służy rzetelnej analizie, jak zamiana myśli w słowa.

---


28 listopada 1918 minie sto lat od podpisu Piłsudskiego pod dokumentem, który ogłosił, że kobiety w Polsce posiadają czynne prawo wyborcze.



Nie napiszę, że Piłsudski przyznał kobietom prawa, bo - podobnie jak w innych krajach - kobiety wywalczyły prawa wyborcze. Nikt im ich nie dał z własnej woli, nikt nie wysunął takiej inicjatywy. Wręcz przeciwnie. Histeryczki to najłagodniejsze określenie, jakie padało pod adresem kobiet, które otwarcie domagały się zmiany.

W przyszłym roku minie wiek od chwili, gdy kobiety stukały w okna willi Piłsudskiego parasolkami (to był bardzo zimny, listopadowy dzień) i swoją nieustępliwością wymusiły otwarcie im drzwi - nie tylko do domu Naczelnika, ale i polityki.


wtorek, 30 grudnia 2014

Opowieść o dobrym człowieku - czyli życzenia noworoczne.




A właściwie o dwójce i psie, bo to opowieść o mojej baby sis, jej K. i Aronie.

Moja sis miała już dwa przygarnięte psy i cztery koty kiedy na jej drodze pojawiło się kolejne, schorowane zwierzę, które spędziło w schronisku 5 lat. Tak, PIĘĆ długich, zamkniętych w boksie lat. Dopiero kiedy okazało się, że Aron zapadł na przewlekłe zapalenie nerek zaczęto pilnie szukać dla niego tymczasowego domu. I tak Aronek trafił do mojej sis. 
Na stałe. 

Niedawno, po 1.5 roku posiadania domu i zwierzęco-ludzkiej rodziny Aron rozchorował się tak poważnie, że trzeba było pozwolić mu odejść. Moja siostra w ostatnich tygodniach Aronka zmieniła się w zawodową pielęgniarkę i psiego psychologa: wbijanie igły w psa, kilkugodzinne kroplówki (trzeba było cały czas siedzieć z potworem), zastrzyki, nieustanne przytulanie i głaskanie.

Na fb opisała potem historię swojego spotkania z Aronem.
I to jest właśnie opowieść o dobrym człowieku. 
Nie bajka, tylko prawdziwy reportaż o zwierzaku i jego pani, dowód na to, że ratując jedno psie życie, ratuje się cały - psi i nie tylko - świat.

"Nie pamiętam, jak trafiłam na wydarzenie Arona; pamiętam jedynie, że pilnie szukał tymczasowego domu tymczasowego, bo jego opiekunowie wyjeżdżali na kilka dni i nie mogli go ze sobą zabrać. To był 18 kwietnia 2013 roku, czwartkowe popołudnie. 

Karol wrócił z pracy i już wiedział, że coś się szykuje, kiedy powiedziałam, że na kolację jest halloumi, jego ulubiony ser. „Bo wiesz, jest taki piesek…”. „Nie” – usłyszałam w odpowiedzi. „Ale to tylko na cztery dni…”. „Nie”. Pokłóciliśmy się, w końcu wściekła zaczęłam walić w worek treningowy. Po chwili Karol przyszedł do mnie i wypowiedział zdanie, które od tego czasu ciąży nad nim jak klątwa: „nie wiem, po co w ogóle się z tobą kłócę, skoro i tak zawsze się zgadzam”. I tak dwa dni później, w sobotę 20 kwietnia, przyjechał do nas Aron. 

Na początku nie był zadowolony, wziął w pysk swoją smycz, wyraźnie dając nam do zrozumienia, że tu mieszkać nie będzie. Nasze dwie suczki, Trufla i Lufka, też nie były zachwycone, o (trzech jeszcze wówczas) kotach nie wspominając. Aron szybko się jednak zaaklimatyzował i już po tych czterech dniach, kiedy wracał do swojego domu tymczasowego, wiedziałam, że tu jest jego miejsce…
Nie przypuszczaliśmy, że dokładnie miesiąc później, 24 maja 2013 roku, znów zapuka do naszych drzwi. I tak zaczęła się nasza piękna przygoda z Aronem – prawie półtora roku szczęścia, ale i walki o każdy kolejny dzień dobrego życia dla tego wspaniałego psa. Bo kiedy Aron z nami zamieszkał nie chodziło tylko o to, żeby żył. Chodziło o to, żeby żył szczęśliwie, a szczęście dla psa to pełna micha, bieganie i kopanie na spacerze, zabawy w domu i ciepły kąt do spania (choć w przypadku Arona ów „kąt” z reguły był naszym łóżkiem).
Czas, który Aron nam podarował, był dla nas naprawdę wspaniały i wiele się nauczyliśmy. Nie tylko o nim, o jego chorobie, ale i o sobie samych – ja okazałam się jeszcze bardziej irytująca („Karol, nie wstawaj tak gwałtownie, bo denerwujesz psa!”), a Karol jeszcze bardziej cierpliwy (naprawdę dzielnie znosił to, że Aron przez 1,5 roku szczekał na niego, kiedy przechodził obok łóżka czy innego miejsca, w którym akurat siedziałam)"
(...)
Dziś, przed godziną 16., Aronek od nas odszedł.
Położył się na swoim posłaniu, głaskaliśmy go z Karolem cały czas. Był spokojny, ani trochę się nie denerwował. Powoli zasnął. Myślę, że po 1,5 roku walki z chorobą zasłużył na to, żeby jego śmierć wyglądała właśnie tak - spokojnie, powoli, w towarzystwie osób, które go kochają, i które on kochał. 
(...)
Dziękujemy Tobie, Aronie, za to, że byłeś. Może jeszcze kiedyś się spotkamy".

Życzę Wam żebyście w 2015 roku spotkali na swojej drodze tylko dobrych ludzi.
I oczywiście psy.

<3

Najdzielniejszy pacjent EVER.

Zamiast gryzaków i piłek...

Moja dzielna sis w służbowym stroju: koszulka "friends forever" + kotek i piesek na obrazku.

niedziela, 7 grudnia 2014

Pożegnanie z jesienią przy misce ostrej zupy z trzech papryk.



Choć pogoda nadal sugeruje, że listopad się przedłuża. Nie ma co narzekać, do -25 nie tęsknię. Już teraz jest mi ciągle za zimno, a wychodzenie z domu w półmroku i powrót w podobnej scenerii średnio cieszą. 

Dlatego rozgrzewam się zupą. Ostrą, paprykową, niewymagającą godzin w kuchni. A dzięki dodanej harissie można zrobić cały garnek i spokojnie trzymać kilka dni bez obaw, że się zepsuje. 






Zupa z papryki

Po jednej: żółtej, zielonej i czerwonej papryce
Pół opakowania przecieru pomidorowego z kartonika (lub pomidorów w puszce)
2 marchewki, pietruszka, kawałek pora, pół selera(a jeśli kompletnie nie mamy czasu, pół opakowania mrożonej włoszczyzny)
Centymetr startego imbiru
Płaska łyżeczka harissy
Sól, czarny pieprz
Oliwa
Łyżka wegetariańskiego bulionu/kostka roślinnego, bez żadnych świństw w składzie.
Podprażone na suchej patelni orzechy włoskie
Garść rukoli

Warzywa pokroić na dość duże kawałki (zupa będzie miksowana, więc nie trzeba równej kostki), zagotować w litrze wody. Kiedy zmiękną dorzucić pomidory, 2 łyżki oliwy i bulion, imbir. Gotować jeszcze 10 minut, odstawić żeby trochę przestygła. Dodać harissę (proponuję na początek 1/4 łyżeczki i sprawdzić, czy jest moc), czarny pieprz, sól. Zmiksować na gładko. Przed podaniem podgrzać, posypać prażonymi orzechami włoskimi i rukolą.


____________________________________
A co się działo jesienią?

To było już chwilę temu, ale dopiero teraz miałam czas przejrzeć zdjęcia: pierwszy bieg wegański w Warszawie i - odbywający się nieopodal trasy biegu - targ z wegańskim jedzeniem/kosmetykami/ubraniami.



Dobra, pochwalę się. Na 180 kobiet biorących w biegu byłam w pierwszej czterdziestce.

Zestaw z mety: w małym pojemniku czekoladowy uzupełniacz energii. Dostawała go pierwsza dwusetka biegaczy, więc radość podwójna.
Bieg zaledwie 10-cio kilometrowy, ale trasa miejscami wymagająca. Po pętli (czego szczerze nie znoszę), chwilami po schodach/kocich łbach.

Ulotki różnych akcji - do wzięcia i rozprowadzania.

Jedna z lepiej zaprojektowanych ulotek jakie znam.
"Przenieś zwierzę w lepsze miejsce" i odklejany pies z danymi fundacji.

Wegański targ. Pełno ludzi, stoiska z mnóstwem jedzenia /zarówno sklepów/manufaktur specjalizujących się w roślinnym jedzeniu, jak i wege restauracji. Po Krowarzywowego burgera stała kolejka niemal po horyzont.



Przywieziona z Krakowa z firmowego sklepu Wedla (były tam stosy tabliczek z masłem orzechowym...)
konfitura z czekoladą. Zniknęła w jeden wieczór. Na usprawiedliwienie mogę dodać, że słoiczek był niewielki :)
Czekolada z bajerami
Trafiłam w Warszawie na sushi bar, gdzie DUŻY zestaw vegan kosztuje 20 zeta.
Świeże oliwki prosto z Turcji, prezent od sis <3




Teraz pozostaje już tylko czekać na kolejny sezon biegowy i truskawki...





wtorek, 2 września 2014

I Bieg wegański


Właśnie się zapisałam. Dystans niewielki, więc spokojnie można wystartować nawet, jeśli nie przemierza się codziennie kilkunastu kilometrów. Okazja do promocji weganizmu, odwiedzenia targu z wegańskim jedzeniem i kosmetykami cruelty-free, dowiedzenia się paru rzeczy o roślinnym odżywianiu w sporcie. Czyli fajne wydarzenie także dla tych, którzy wolą kibicować. A im więcej ludzi zjawi się na takiej imprezie, tym lepiej!
Kto może, niech wpada :)

Informacje o Targu:
Data: sobota, 27 września 2014, godz. 10:00 – 18:00
Miejsce: Centrum Sztuki Fort Sokolnickiego, Warszawa
Wydarzenia:
ponad 40 wystawców, degustacja potraw wegańskich, kosmetyki, odzież, wydawnictwa tematyczne
wykłady (dietetyka, weganizm, sport)
przedmaratońska Pasta Party
atrakcje dla dzieci
....czyli wszystko wokół zdrowego i świadomego trybu życia.

Wystawcy na Targu Wegańskim
1. Merapi Tempeh (tempeh)
2. Good Hemp (produkty z konopii)
3. The Missing Bean (sklep z wegańskimi produktami, w tym białkami roślinnymi i batonami energetycznymi)
4. Sweet-Piggy (wegańskie kosmetyki)
5. Wegarnia (wegańskie książki i gadżety)
6. Green Idea (wegańskie ciasta)
7. Lovegan (sklep z wegańską żywnością i karmami dla zwierząt)
8. Laf-Laf (restauracja wegańska)
9. Krowarzywa (burgerownia wegańska)
10. Thermomix (blender)
11. Rawesome (catering witariański)
12. Vegepack (eko warzywa i owoce)
13. Vegezone (gadżety z wegańskim przesłaniem)
14. Lodove (lody – pojawią się tylko przy dobrej pogodzie)
15. Propharma (wegańskie kosmetyki, środki czystości)
16. FoodDesigners (restauracja)
17. Owocni (soki)
18. Veganised (ubrania z wege-nadrukami)
19. Vegekoszyk (wegańska żywność, sery wegańskie)
20. Kawiarnia Fort (kawiarnia Centrum Sztuki FORT Sokolnickiego)
21. Pink Mink Studio - Vegan Make Up (wegańskie studio wizażu)
22. Winobezalku.pl (wegańskie wina bezalkoholowe)
23. Veganise (ubrania z wege nadrukami)
24. Wegestudio (książki wegańskie, czasopisma, koszulki, torby, kosmetyki)
25. Diet-food (makarony roślinne)

Więcej informacji na stronie biegu.

czwartek, 3 października 2013

Weganizm = aktywizm, czyli Veggie Parade



Jakiś czas temu zdałam sobie sprawę, że mój "prywatny" weganizm już niewiele zmieni. Żyjąc w taki sposób jak teraz przez kolejnych ileś tam lat, nie zabiję i nie zjem konkretnej liczny zwierząt, nie wesprę swoimi pieniędzmi firm kosmetycznych trzymających w laboratoriach zwierzęta, posegreguję jakąś tam górę śmieci. I to wszystko jest oczywiście fantastyczne, ale cały sens działań kryje się moim zdaniem w pokazywaniu weganizmu także na zewnątrz - szerszemu gronu ludzi, dla których hasło to kojarzy się jedynie z jedzącymi trawę, szarymi postaciami bez energii i ascetycznym życiem poza społeczeństwem.



Po to właśnie organizowana jest krakowska Veggie Parade:


Celem Veggie Parade jest zwrócenie uwagi opinii publicznej na kilka zagadnień związanych z tematem. Po pierwsze, że jest spory odsetek zwolenników diet roślinnych, którzy swoim stylem życia udowadniają, iż jedzenie posiłków bezmięsnych (wegetarianizm), czy nie zawierających produktów pochodzenia zwierzęcego (weganizm), jest możliwe i jest rozsądną alternatywą dla nasyconego składnikami zwierzęcymi, współczesnego sposobu odżywania.
Po drugie, celem jest również zachęcenie jak największej ilości miłośników zwierząt i sympatyków vege diety do wyrażenia swojego poparcia dla (prostych) działań wykluczających cierpienie zwierząt i sprzyjających zdrowiu człowieka. Po trzecie, marsz ten ma za zadanie wzbudzić wśród odbiorców refleksję na temat sytuacji zwierząt w XXI wieku, przemyśle hodowlanym: mięsnym, mleczarskim, odzieżowym, w tym futrzarskim, kosmetycznym i farmaceutycznym i zachęcić ich choćby do skosztowania diety i stylu życia, który stara się całkowicie wykluczyć eksploatowanie zwierząt.

To także okazja, żeby jako grupa zaistnieć w świadomości społecznej. Korzyści? Oczywiste. Takie, jak choćby publiczna debata o wprowadzeniu wegetariańskich posiłków do przedszkoli i zakaz uboju rytualnego. 

Krakowska parada to przyczynek do spotkania ludzi, którzy nie zapytają Cię (zaraz po dowiedzeniu się, jak masz na imię) co właściwie jesz, do udziału w konkursach sportowych zorganizowanych przez Vegge Runners, również możliwość spróbowania wege jedzenia, uczestniczenia w projekcjach i wykładach. Kto może, niech wpada, innym zostaje udostępnianie informacji gdzie tylko się da - im więcej uczestników, tym lepiej!


A tak kolorowo wyglądał zeszłoroczna parada w Czechach
Zwierzęta nie są dla nas towarem, tak samo jak od dawna już nie traktujemy jak towar innych ludzi, kiedyś zdegradowanych do tej roli w społeczeństwie. Czujemy współczucie dla wszystkich zwierząt, nie tylko dla tych towarzyszących człowiekowi, które cieszą się wyjątkowymi względami. Jeśli skrzywdzenie lub zabicie psa czy kota jest złe, tak samo złe jest postąpienie w ten sposób ze świnią, cielęciem, rybą, myszą, kurą czy delfinem.

Nie zgadzamy się, żeby zwierzęta wykorzystywano jako żywność, w przemyśle odzieżowym, kosmetycznym, i w często zupełnie bezsensownych eksperymentach, a także dla tzw. rozrywki, np. w cyrkach. Wszystkie zwierzęta bez wyjątku chcą żyć zgodnie ze swoimi naturalnymi potrzebami. Wszystkie czujące istoty zasługują na wolność, szacunek, miłość i zrozumienie.

Informacje o Veggie Parade Kraków 2013 znajdują się na tej stronie.

niedziela, 15 września 2013

Empatia jest prosta


Dziś kolejna edycja akcji mającej zwiększać społeczną świadomość co dla zwierzęcia oznacza poruszanie się przez kilkanaście lat z ciężkim łańcuchem u szyi, na przestrzeni kilku metrów.

Straszne to i smutne, że społeczeństwu wykorzystującemu na co dzień niezwykle zaawansowane technologie, potrafiącemu się rozwodzić nad subtelnościami dzieła sztuki, estetyzującemu swoje otoczenie trzeba tłumaczyć rzeczy elementarne, wymagające jedynie odrobiny - zupełnie przecież podstawowej, stanowiącej jeden z fundamentów inteligencji emocjonalnej - empatii. A jeśli dla niektórych to nie jest wystarczające, to odrobina zdrowego rozsądku wystarczy, by odpowiedzieć sobie na pytanie, czy można tak postępować z żywymi istotami.

Wiem, nic nowego nie piszę, nawet doskonale zdaję sobie sprawę z tego, jak to działa i jestem w stanie prześledzić procesy, które doprowadziły do takiej sytuacji. Ale nie przestaje mnie to w jakiś sposób zadziwiać (w całkowicie negatywnym sensie) i oburzać. 

Dlatego rano ruszam z paką plakatów i będę rozwieszać je na tablicach w okolicznych wsiach. Większość happeningów związanych z akcją odbywa się w dużych miastach i jest to na pewno cenne, bo zwraca uwagę opinii publicznej, ale nie można zapominać, że w najgorszej sytuacji są zwierzęta trzymane poza okiem kamer i przechodniów, którzy jutro będą patrzeć na ludzi przypiętych do bud. W małych miejscowościach, wsiach zmiany zachodzą bardzo wolno, wiem to doskonale obserwując od 15 lat sytuację w takim miejscu. Nadal wielu ludzi trzeba "motywować" do naprawienia psu budy, czy spuszczania go z uwięzi (polskie prawo reguluje takie kwestie, choć niestety nie zakazuje całkowicie takiego sposobu obchodzenia się ze zwierzętami), obietnicą wezwania jakiejś organizacji albo ekipy programu "Uwaga".

Ulotki, plakaty może rozdawać czy rozwiesić każdy, są one do pobrania pod tym linkiem. Sprawdzoną przeze mnie metodą jest też wkładania ulotek do skrzynek pocztowych osób, u których na podwórku pies jest trzymany na łańcuch. Niech ludzie, którzy źle traktują zwierzęta wiedzą, że inni to dostrzegają, nie są obojętni i nie godzą się na traktowanie tego problemu jako prywatnej sprawy właściciela.

piątek, 12 lipca 2013

ZWIERZĘTA GÓRĄ!!!

Warto było przychodzić, krzyczeć, wysyłać maile, rozdawać ulotki. Bitwę o ubój rytualny wygrały zwierzęta!!! To wspaniała wiadomość i wielki krok naprzód - prawa zwierząt po raz pierwszy stały się tematem publicznej debaty, pisano i mówiono o niej w mediach, na demonstracjach pod sejmem było obecnych więcej osób, niż zwykle. Mam nadzieję, że to dobra prognoza na przyszłość i zalążek zmian.

Fot. Mikołaj Jastrzębski vege.com.pl


O dokładnym wyniku głosowania można przeczytać TU.


Warto też dokładnie przyjrzeć się, kto z posłów głosował za a kto przeciw, żeby już nigdy nie oddać głosu na ludzi, których interesują tylko pieniądze i własne interesy.
***
Aktualizacja: lista przedstawiająca, jak dokładnie głosowali poszczególni posłowie (będzie czytelna po kliknięciu na obrazek):


środa, 10 lipca 2013

Dlaczego zakaz zabijania bez ogłuszania jest tak ważny?


Jutro kolejna demonstracja przed Sejmem, nawet jeśli ktoś nie może być osobiście, bardzo pomocne będzie nagłaśnianie sprawy, rozdawanie ulotek, linkowanie na fejsie, rozprzestrzenianie informacji tak, żeby nie wydawała się interesem wąskiej grupy obrońców zwierząt. A dlaczego właściwie nią nie jest?

Pod nic nie mówiącym hasłem "ubój rytualny", które może kojarzyć się z jakąś dość niewinną religijną praktyką o wymiarze niemal metafizycznym kryje się TO

Legalizacja uboju bez ogłuszania będzie oznaczać nie tylko niewyobrażalne cierpienie zwierząt, które padną ofiarą tego procederu, to jest jasne. Mniej oczywiste wydają się dużo bardziej złożone skutki wprowadzenia do przestrzeni dyskursu publicznego debaty o zwierzętach, w której granica pojęcia "znęcanie się" zostaje w znacznym stopniu - dodam, że bardzo niebezpiecznie - przesunięta. 

Tej, pozornie dotyczącej tylko jednej sfery, zmiany nie widać na pierwszy rzut oka i to właśnie, moim zdaniem, czyni ją niezwykle groźnym narzędziem, które może posłużyć dalszym reinterpretacjom granic.

Przyzwolenie na podrzynanie gardła, wieszanie zwierzęcia do góry nogami, wielogodzinne wykrwawianie się... Dziś jeszcze karane jako znęcanie się, jutro może być jedną z normalnych (to słowo aż razi w oczy w tym kontekście) praktyk związanych z hodowlą. Zwierzęta się same nie obronią, mamy obowiązek zrobić to za nie.

Legalizacja uboju rytualnego sprawi, że każda następna walka o zaostrzenie prawa wobec tych, którzy katują zwierzęta będzie w znacznej mierze debatą o tym, czy w zasadzie możemy uznać, że wlewanie do oka chemii i patrzenie, czy wyżera ona tkankę żywemu stworzeniu jest znęcaniem, czy może znów tylko pewną praktyką laboratoryjną, więc nie powinna budzić kontrowersji.

Przyzwolenie na ubój rytualny będzie jednocześnie otwartą zgodą na dążenie do społeczeństwa pozbawionego empatii, współodczuwania, gdzie relacje między istotami kształtowane będą w myśli powiedzenia: "rób drugiemu co tobie niemiłe, jeśli możesz coś z tego mieć".

Teoretyzowaniu cierpienia mówię stanowcze: NIE.




czwartek, 20 czerwca 2013

Teraz albo nigdy - ostateczna bitwa o ubój rytualny


Właśnie rzucam wszystko i biegnę na protest, kto nie może, nie jest z W-wy itp. niech wyśle maila do posłów PO (lista mailingowa na stronie akcji). Jeszcze nie wszystko stracone, za to wszystko w naszych rękach!

Dla niezorientowanych, artykuł o wprowadzonej na jutrzejsze głosowanie dyscyplinie partyjnej w PO i grupie posłów, którzy mimo kary chcą głosować przeciw:

środa, 8 maja 2013

A może Jadzia?







Jeśli sami nie możecie przegarnąć Jadzi, mam ogromną prośbę o udostępnienie wydarzenia Jadzi na Facebooku, szukamy dla niej dobrego domu, który będzie kochał ją tak samo mocno, co Jadzia nowy dom :)



wtorek, 30 kwietnia 2013

Zawieszona kawa, czyli jak w prosty sposób sprawić przyjemność



Słyszeliście o zawieszonej kawie? To społeczna inicjatywa polegająca na zamawianiu dodatkowej kawy, ciastka, posiłku, płaceniu i "zawieszaniu" czyli zostawianiu do wykorzystania przez kogoś, kto nie może sobie pozwolić na tę drobną przyjemność. Jak dokładnie to działa? Oto, co o akcji można przeczytać na jej stronie:


Siedzisz w kawiarni, jest Ci dobrze. Ale żeby dobrze było również innym, możesz ufundować poczęstunek innej osobie. Jak to zrobić? Kupujesz dwie kawy - jedną wypijasz sam, drugą "zawiesza się" dla nieznajomego, który zajrzy do kawiarni później. Kelner zaznacza to na tablicy. Potem ktoś inny, kto przychodzi do kawiarni, widzi "zawieszoną kawę" i może odebrać ją za darmo. Kreska na tablicy zostaje skreślona. Zamiast kawy można „zawiesić” herbatę, ciastko, sałatkę, itp.

To włoski zwyczaj zwany caffè sospeso, który być może przyjmie się w Polsce. To czysta bezwarunkowa przyjaźń –dzisiaj Ty częstujesz kogoś, jutro ktoś poczęstuje Ciebie.


Fajnie, prawda? :)
Zwyczaj wywodzi się z Włoch (dokładnie z Neapolu), historię inicjatywy można przeczytać TU, w Polsce zainicjował ją Aleksander Każurin, który na początku zaczął namawiać stołeczne kawiarnie do przyjęcia tego zwyczaju, następnie rozprzestrzenił akcję także na inne miasta. Moim zdaniem to naprawdę fantastyczny pomysł uczący prostej, bezinteresownej i codziennej życzliwości.


Lista polskich lokali, które biorą udział w akcji znajduje się TU
Facebook akcji w Polsce pod TYM linkiem.