Pokazywanie postów oznaczonych etykietą deser. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą deser. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 26 kwietnia 2015

Domowe masło kokosowe i witariański deser niedzielny

Uzyskane przypadkiem, podczas eksperymentów z surowymi deserami. Kremowe, słodkie, aromatyczne. Do wyjadania łyżką bez żadnych dodatków, świetne do smarowania ciast albo jako baza kremu do cup cakesów czy innych słodkości.



Masło kokosowe 

100 g wiórków kokosowych (świeżo otwartych, które nie są wyschnięte i zwietrzałe)
pół puszki mleka kokosowego z lodówki (tylko gęsta część)
garść rodzynek (namoczonych przez pół godziny)
cynamon




Wiórki kokosowe blendujemy aż powstanie bardzo gęste masło, dodajemy namoczone rodzynki i wszystko blendujemy do momentu, kiedy rodzynki będą porządnie rozdrobnione.

W oddzielnym naczyniu przez 2-3 minuty ubijamy mleko kokosowe z cynamonem (końcówką do piany). Do bitej śmietany dodajemy masę z wiórków, miksujemy całość na gładką masę (powinna od razu bardzo zgęstnieć). Przekładamy do słoika, dociskamy łyżką i trzymamy w lodówce.

Część masła użyłam do poniższego deseru (banany rozdrobnione widelcem z kakao i cynamonem, na wierzchu jeszcze jeden pokrojony w plastry banan, garść namoczonych rodzynek, bita śmietana kokosowa i pokruszone masło kokosowe), resztę trzymam w lodówce. Jeśli chcemy uzyskać lekki krem, konsystencję masła zmieniamy miksując je z dodatkową porcją gęstego mleka kokosowego. 




wtorek, 24 czerwca 2014

Arbuzowa granita




Czyli bardzo prosty sorbet z arbuza, świetny sposób na wykorzystanie zalegającego w lodówce i lekko zwiędniętego (jeśli można tak powiedzieć o meloniastych) owocu. 

1/4 arbuza
sok z 1 cytryny
sok z 1 limonki
Płynne słodzidło albo cukier puder
kilka liści mięty (opcjonalnie)

Miąższ z arbuza oczyścić z pestek, zblendować z sokiem z cytryny i limonki oraz miętą. Dosłodzić (zwłaszcza, jeśli arbuz nie był bardzo słodki) i jeszcze raz zmiksować. Wstawić do zamrażalnika, co jakiś czas zaglądać i mieszać żeby nie powstało lodowisko tylko średnio zmrożony szron. Jeśli granita ma przeleżeć w zamrażalniku kilka dni, przed podaniem trzeba ją przestawić do lodówka na 2-3 godziny żeby odtajała. Żeby było trochę bardziej fancy, można ją podawać w wysokiej szklance z bajerancką słomką :)


środa, 9 kwietnia 2014

Praliny z orzechami laskowymi


100 ml gęstego mleka kokosowego
100 g gorzkiej czekolady (połowa miętowej)
garść orzechów laskowych
esencja waniliowa
2 łyżki zmielonych migdałów
Łyżka syropu z agawy

Czekoladę rozpuścić w kąpieli wodnej. Mleko kokosowe zagotować, zdjąć z ognia i dolać czekoladę energicznie mieszając. Dodać syrop z agawy i esencję waniliową. Orzechy uprażyć na suchej patelni i pokruszyć (np. wkładając je do torebki foliowej i traktując młotkiem), połowę dosypać do masy. Całość wymieszać i zostawić do stężenia na kilka godzin (u mnie masa przeleżała całą noc w lodówce). Z zastygniętej czekolady formować kulki i obtaczać w zmielonych migdałach i pokruszonych orzechach.

________________
(Podstawą zweganizowanego przepisu był wycinek z gazety, niestety nie pamiętam jakiej, karteczka czekała na wykorzystanie co najmniej rok)




poniedziałek, 17 lutego 2014

Brownies z fasoli z odrobiną chili

To ciasto raczej nie przypadnie do gustu miłośnikom mlecznej czekolady. Jest bardzo intensywne, pozostawia na języku lekko piekący posmak, z zewnątrz delikatnie przypieczone, w środku niemal płynne. 

Z kawą, Słońcem za oknem i przeczuwaną w powietrzu wiosną było dziś śniadaniem idealnym :)


_____________
2 puszki czerwonej fasoli 
Łyżka ekstraktu waniliowego*
12 łyżek zmielonego siemienia
Szczypta soli himalajskiej
Szklanka ciemnego kakao (do odmierzania używałam naczynia o pojemności 250ml)
Szklanka cukru pudru trzcinowego
150 g porządnej gorzkiej czekolady z chili (lub gorzka czekolada i szczypta chili)
5 łyżek rozpuszczonego oleju kokosowego**
2 płaskie łyżeczki sody


Siemię lniane zalać letnią wodą i porządnie wymieszać, rozrzedzić, jeśli kisiel będzie za gęsty (masa powinna mieć konsystencję białka). Czekoladę rozpuścić w kąpieli wodnej. Do siemienia dodać fasolę, olej kokosowy i zblendować. Dolać wszystkie pozostałe składniki, na końcu wlać czekoladę i miksować aż masa będzie idealnie gładka.
Formę*** wyłożyć papierem do pieczenia i posmarować olejem. Ciasto piec 25-30 minut w temperaturze 180 stopni. 


___________
* Lub olejku waniliowego, ekstrakt z prawdziwej wanilii pachnie mocniej
**Można zastąpić innym tłuszczem o delikatnym smaku
***Użyłam formy o wymiarach: 20X35, jeśli zależy Wam na wyższym placku, proponuję wziąć nieco mniejsze naczynie. Ciasto urośnie, ale raczej nieznacznie.





wtorek, 8 października 2013

Babka z musem jabłkowo-gruszkowym

Rysunek ze strony Pusheen the cat

Tak, zdecydowanie, po bezproduktywnym lecie przychodzi najprzyjemniejsza pora roku. Obiecująca, motywująca do działania chłodnymi porankami, nagradzająca zmarznięte dłonie popołudniowym słońcem i kojącym dotykiem kasztanów.

Długie wieczory przy intymnym świetle, kolorowe liście w wazonie i jabłka lepsze niż o jakiejkolwiek innej porze roku. W głowie smętny listopad, na talerzu łapane w biegu "cokolwiek", niedoleczone przeziębienie i organizm pukający się w czoło.

Nawet koty wiedzą, że nic nie poprawi humoru tak, jak dobre ciacho.



Babka z musem jabłkowo-gruszkowym
/zmodyfikowany przepis z książki "Ciasta i desery"/

1.5 kubka musu jabłkowo-gruszkowego
(obrane jabłka i gruszki dusić na małym ogniu z odrobiną wody, cukru, cynamonu, zmielonych goździków i gałki muszkatołowej)
125 g oleju słonecznikowego
2 łyżeczki sody
przyprawa korzenna
3/4 kubka cukru
2 szklanki mąki pszennej
czubata łyżka kakao

Wszystkie składniki zmiksować, masę przełożyć do formy posmarowanej olejem i posypanej mąką kukurydzianą/kaszą manną. Piec w temperaturze 180 stopni około 45 minut (sprawdzać drewnianym patykiem, czy środek jest już suchy). Kroić po ostygnięciu.

Babka ma fajny piernikowy posmak, ale jest znacznie lżejsza, mniej zbita i delikatnie czuć w niej owoce. 

_____________
Mój cudowny blaszany piekarnik bez termostatu, z nieszczelnymi drzwiczkami, piekący w różnej temperaturze w każdym rogu pięknie przyjarał babkę, ale lekkie spieczenie wcale jej nie zaszkodziło. :)


czwartek, 5 września 2013

Migdałowo-orzechowe ciasto z owocami sezonowymi

Tym razem nie w pełni surowe, ale wciąż bez glutenu, cukru i pieczenia. Wystarczy blender, dobra muza i trochę cierpliwości, kiedy będzie zastygało w lodówce. 



Spód:

12 daktyli (jeśli suszonych, trzeba je chwilę namoczyć)
łyżka oleju kokosowego (ewentualnie łyżeczka oleju słonecznikowego)
garść orzechów włoskich
2 filiżanki mąki migdałowej
szczypta soli


Daktyle zblendować z olejem kokosowym (nie rozpuszczałam go) i orzechami włoskimi, dodać mąkę migdałową, sól i zagnieść ciasto ręką (jeśli ma się mocny blender, można wymieszać nim, mój powiedział, że nie chce w tym uczestniczyć). Masą wykleić nieprzywierającą formę (moją, ponieważ nie miałam nic innego okrągłego i płytkiego, była po prostu patelnia wyłożona folią)

Góra: 

kilka jabłek
1 gruszka
2 garście śliwek
słodzidło (stewia)
5 - 6 łyżeczek agaru
cynamon
zmielone goździki
sproszkowany imbir

Owoce pokroić i dusić na niewielkim ogniu aż zmiękną, dodać przyprawy (sporo!) i słodzidło (stewia wymiata) wsypać agar i jeszcze chwilę gotować. Lekko przestudzoną masę przełożyć na migdałowy spód, ciasto wstawić do lodówki co najmniej na kilka godzin. Jeśli ma być gotowe szybciej, można wrzucić je do zamrażalnika, ale trzeba wówczas pilnować żeby owocowa masa stężała a nie zamarzła.
Podawać, rzecz jasna, z kawą.



Czego słucha kura domowa podczas robienia deseru? 
Trenta Reznora słucha :)




...i myśli o kolejnym tatuażu.

wtorek, 13 sierpnia 2013

Jagodowy sernik z nerkowców





"Ciasto" ze zmielonych orzechów/migdałów i daktyli zaliczam do grona odkryć, które zrewolucjonizowały moją kuchnię. Nie dość, że smakuje fantastycznie i jest źródłem cennych składników (np. migdały: magnez, witamina E, mangan, orzechy włoskie: kwasy omega-3, witamina B6, mangan, miedź - ważna w procesie przyswajania żelaza), to jeszcze nie trzeba go piec. 


Do tego zestaw jagody+mięta (BFF!)

Spód:

1.5 filiżanki orzechów włoskich
1.5 filiżanki mąki migdałowej (zmielonych migdałów)
8-10 daktyli
szczypta soli
2 łyżeczki rozpuszczonego oleju kokosowego


Wszystkie składniki zblendować, na koniec do masy dorzucić kilka grubo posiekanych orzechów włoskich i wykleić nią formę.


Krem:

dwie garści nerkowców
łyżeczka pasty waniliowej
sok z cytryny
trzy garści jagód
garść liści mięty
2 daktyle
łyżka oleju kokosowego (opcja)
Dowolne słodzidło - u mnie stewia

Namoczone przez noc nerkowce zblendować na gładką masę, dodać jagody (trochę zostawiamy do zrobienia ciemniejszego kremu), wanilię, słodzidło, sok z cytryny (ewentualnie, jeśli krem jest mało wyrazisty), wrzucić miętę i blendować aż składniki się połączą.

Pozostałe jagody zblendować z daktylami.

Na orzechowy spód przekładamy masę z nerkowców, na samym wierzchu robimy plamy z ciemniejszej masy i całość ląduje w zamrażalniku aż stężeje (ale nie zamarznie na kamień). Następnie przekładamy ciasto do lodówki (już będzie trzymać formę), przed podaniem ozdabiamy liśćmi mięty.








poniedziałek, 29 lipca 2013

Kokosowa panna cotta z malinami

Jakiś czas temu w pewnej bajeranckiej knajpie, podczas wykwintnej kolacji na deser podano panna cottę, za którą oczywiście podziękowałam. Reszta obecnego towarzystwa skwitowała mój wybór ciężkim westchnięciem i kręceniem głową: no tak, musi rezygnować z tylu wspaniałych rzeczy, ten weganizm to jedna wielka męka. Któż przy zdrowych zmysłach decyduje się na te katusze z własnej woli..? 

Otóż, drodzy współbiesiadnicy, właśnie zasiadłam w ogrodzie z panna cottą. Nie dość, że super smaczną, to jeszcze D.I.Y. i w ulubionym kształcie: psiej łapy (thnx baby sis za foremki!). Któż z Was pokusił się kiedykolwiek o przygotowanie własnej? (Tu na mojej twarzy pojawia się uśmiech - mieszanka satysfakcji z powodu okiełznania przez kuchnię wegańską kolejnego arcydzieła sztuki kulinarnej i zadowolenia wywołanego przez przyjemnie słodki, ale nieoczywisty smak deseru).


Krem:

1 puszka mleka kokosowego Kier
1 -2 łyżeczki agaru (jeśli deser będzie miał czas, żeby postać w lodówce dobrych kilka godzin, wystarczy jedna)
2 liście wawrzynu szlachetnego (liście laurowe)
szczypta cynamonu (opcjonalnie, jest to pewne odstępstwo od tradycyjnego przepisu, ale ja go tak strasznie lubię, że nie mogłam się oprzeć)
1 łyżeczka pasty waniliowej (lub laska wanilii, w ostateczności olejek waniliowy - różnica w smaku i zapachu jest jednak znaczna)
Słodzidło: dodałam łyżeczkę stewii, mleko kokosowe jak dla mnie jest samo w sobie dość słodkie, więc nie dawałam dużej ilości, ale mój deser nie oszałamiał słodyczą, trzeba dosłodzić według uznania. 
Zamiast stewii można zastosować np. ksylitol albo syrop z mlecza czy daktyli.

Mleko wymieszać z agarem, cynamonem, wanilią, słodzidłem, porządnie wymieszać i odstawić na kilka minut. Dodać liść laurowy i zagotować cały czas mieszając. Chwilę pogotować na małym ogniu i przelać do foremek (z podanych proporcji wyszły mi cztery porcje wielkości muffinek). Ostudzić i wstawić do lodówki aż masa stężeje.

Sos:
dwie garście malin
dowolne słodzidło (u mnie łyżeczka stewii)
łyżeczka pasty waniliowej


Maliny zgnieść widelcem, dodać słodzidło i pastę, odstawić. Gotowe.

__________

Przed samym podaniem na chwilkę wkładamy foremkę do zamrażalnika (łatwiej będzie ją zdjąć, jeśli używamy silikonowej), deser dekorujemy miętą i polewamy sosem.







wtorek, 23 lipca 2013

Surowy mus z sezonowych owoców



Lekki, orzeźwiająco miętowy i bezcukrowy deser na upalne dni. Niewymagający pieczenia ani nakładów wolnego czasu. Jednym słowem: doskonały. Mus z sezonowych owoców na migdałowym spodzie.







Wypestkowane daktyle (jeśli suszone, trzeba je namoczyć) zblendować z olejem (jeśli nie mamy kokosowego, proponuję dolać odrobinę innego oleju neutralnego w smaku. Chodzi o to, żeby masa się nie przyklejała do formy), dosypać wiórki kokosowe, sól i mąkę migdałową, blendować jeszcze chwilę (lub, jeśli urządzenie nie daje rady, jak w moim przypadku, ugnieść ciasto ręką). Wykleić formę (moja miała 18x18cm) i odstawić do lodówki.

Owoce blendujemy (użyłam mieszanki śliwek, porzeczek, truskawek i wiśni) z mlekiem kokosowym, wanilią i liśćmi mięty. Jeśli w musie przeważają kwaśne owoce, proponuję dodać odrobinę słodzidła (u mnie stewia).

Wlewamy masę do miarki i sprawdzamy, ile płynu nam wyszło. Przygotowujemy porcję agaru dając go nieco więcej niż na taką ilość płynu wskazuje instrukcja na opakowaniu, przy czym rozrabiamy proszek w niewielkiej ilości wody. Wlewamy do owoców i chwilę mieszamy.

Owocową masę wylewamy na migdałowy spód i całość wstawiamy do lodówki. Ja swoje ciasto trzymałam w niej całą noc i rano całość zastygła na tyle porządnie, że bez problemu dała się kroić w zgrabne kawałki. Jeśli zależy nam na czasie, pojemnik wstawiamy do zamrażalnika, wówczas mus stężeje znacznie szybciej. Gotowy deser dekorujemy świeżą miętą, parzymy kubek kawy i rozkoszujemy się myślą, że znów udało się oszukać sumienie i napchać się zdrowymi słodyczami :)

sobota, 6 lipca 2013

Letni deser z miętą i... szpinakiem

Pyszny, lekki i orzeźwiający deser, przy okazji także porcja zieleniny. I niebagatelna zaleta - do wykonania w pięć minut :)

2 filiżanki mrożonego szpinaku (zamroziłam garść świeżych liści)
2 filiżanki mrożonych bananów
2 filiżanki mleka roślinnego (użyłam migdałowego)
1/2 filiżanki wody kokosowej (niestety nie miałam, zastąpiłam napojem kokosowym, pewnie nieźle sprawdzi się wodnista część z puszki mleka kokosowego)
łyżeczka pasty waniliowej (ekstraktu, olejku)
Kilka łyżek czekoladowych dropsów
Kilkanaście sporych liści świeżej mięty
1/4 filiżanki orzechów nerkowca
Opcjonalnie: porcja białka sojowego

Wszystkie składniki oprócz czekolady zblendować, posypać dropsami - gotowe!




Przepis pochodzi z książki Superfood Smoothies (lekko go zmodyfikowałam, bo nie miałam np. chlorelli, nie dodawałam także sugerowanego w przepisie słodzidła), zastanawiam się poważnie na jej zakupem, bo od dłuższego czasu podstawę mojej diety stanowią wszelkiego rodzaju shake'i - może ktoś miał ją w rękach?

czwartek, 27 czerwca 2013

Piegowate ciasto z ciecierzycy

Macie wolne pół godziny? Albo nawet nie, wystarczy dziesięć minut spędzonych w kuchni plus dwadzieścia cierpliwości, kiedy ciasto z ciecierzycy będzie się piekło. Bez mąki, za to z mnóstwem masła orzechowego i czekoladowych piegów (BTW: kto pamięta Pana Kleksa wcinającego piegi? Zawsze chciałam spróbować, jak smakują :)
Do dzieła!

Ultraszybkie ciasto z ciecierzycy:

Puszka cieciorki (odsączonej)
Pół filiżanki (moja ma pojemność 280 ml - zmierzone!) masła orzechowego 
1/4 filiżanki syropu daktylowego (kupiłam ostatnio na przecenie i jest świetny! W zamian można użyć jakiegokolwiek płynnego słodzidła)
Szczypta sody (niecałe pół łyżeczki)
Esencja waniliowa, pasta waniliowa, olejek, ziarenka wydłubane z laski wanilii - do wyboru
Pół filiżanki czekoladowych piegów do pieczenia (takich, które nie roztapiają się w wyższej temperaturze, ja swoje kupuję w necie, ale wegańskie bywają też w Biedzie albo Lidlu) 
Jeśli masło orzechowe nie zawiera soli, proponuję dodać szczyptę, lekko słony smak świetnie współgra z czekoladą.

Wszystkie składniki blendujemy na gładką masę, dodajemy czekoladowe piegi, mieszamy i  przekładamy do niedużej foremki posmarowanej tłuszczem (polecam naczynia ceramiczne, nie przypalają się jak blaszaki), posypujemy dodatkową garścią piegów i pieczemy około 20 minut w temperaturze 200 stopni. Po wyjęciu z piekarnika czekamy choć chwilę żeby nie poparzyć się na maksa i zjadamy :)










poniedziałek, 27 maja 2013

Surowe ciastka rabarbarowe

Kolejny eksperyment w poszukiwaniu zdrowszych wersji słodyczy tym razem, dla koneserów rabarbaru. Orzeźwiające i lekkie ciasto, na przekór ciężkiej i nieco przytłaczającej pogodzie :)







Kruszonka:

2 filiżanki mąki migdałowej
Pół filiżanki wiórków kokosowych
łyżeczka pasty waniliowej (albo olejek waniliowy)
szczypta soli
2 łyżki oleju (użyłam z orzechów laskowych)
4 łyżki słodu (u mnie był syrop z agawy, ale może być daktylowy, klonowy itp.)

Wszystkie składniki zblendować, masą wykleić foremki (z podanych składników powstała porcja na 6 osób) zostawiając część kruszonki do posypania wierzchu.

Krem:

3 kawałki rabarbaru
Kilka daktyli (jeśli używamy suszonych, trzeba je wcześniej namoczyć)
2 łyżki mielonego siemienia lnianego
Sok z połówki cytryny

Rabarbar drobno pokroić (chyba, że ma się blender o szatańskiej mocy, mój do takich nie należy), zblendować na jednolitą masę wszystkie produkty. Gotowy krem przyłożyć do foremek i posypać resztą kruszonki. Ciastka lądują w lodówce na minimum kilka godzin (niecierpliwym radzę skorzystać z zamrażalnika).

Bardzo orzeźwiające połączenie smaków - słodkie, ale nie obezwładniające ilością cukru. Dla lubiących zdecydowaną słodycz proponuję wersję z minimalną ilością cytryny (P. trochę marudził, że dla niego za kwaśne).

czwartek, 9 maja 2013

Truskawkowy mus



Jeszcze z mrożonych truskawek, ale mam nadzieję, że to już ostatnie kupowane przed sezonem w takiej formie. W ramach raczenia się słodyczami, które nie powodują wyrzutów sumienia, przygotowałam mus słodzony daktylami i stewią. Świetny deser na gorące dni - lekki i niezapychający. Do dzieła!

Mus truskawkowy można przygotować w dwóch opcjach - z użyciem agaru (jak w poniższej wersji), lub z pominięciem tego składnika, jeśli nie mamy pod ręką roślinnej żelatyny. Wówczas zamiast chłodzić deser w lodówce, wstawiamy go do zamrażalnika. 


Mus truskawkowy (przepis na trzy porcje):

1. Spód:

Filiżanka mielonych migdałów
Klika daktyli (jeśli suszonych, moczymy je w wodzie)
Szczypta soli
Łyżeczka oleju

Blendujemy wszystkie składniki dodając ewentualnie odrobinę wody, gotową masą wyklejamy spód foremek, z których łatwo będzie wyjąć gotowy deser (ja użyłam plastikowych pudełek po surówkach).


2. Mus i sos:

Garść mrożonych truskawek
Garść namoczonych przez noc nerkowców (jeśli nie mamy, można użyć po prostu dwóch garści truskawek)
Agar
Mleko sojowe
Sok z cytryny
Słodzidło według upodobań (u mnie odrobina stewii)
Esencja waniliowa (lub dowolna inna)

Nerkowce blendujemy z sokiem z cytryny, mlekiem sojowym (mniej niż 1/4 szklanki, tylko tyle żeby masa zrobiła się bardziej puszysta), esencją waniliową. Klika truskawek odkładamy do rozmrożenia, resztę blendujemy i dodajemy je do nerkowców. Słodzimy według upodobania. Agar rozrabiamy zgodnie z zaleceniami na opakowaniu (z powyższych składników powstało około 400ml musu, więc dodałam agar na taką właśnie ilość płynu), ale rozrabiamy go niewielką ilością gorącej wody (kilka łyżek). Rozpuszczony agar wlewamy do masy, wszystko mieszamy i przekładamy na migdałowy spód. Mus chowamy do lodówki (jeśli zależy nam na czasie, proponuję zamrażalnik), po stężeniu polewamy sosem ze zmiksowanych truskawek (bez żadnych dodatków, kwaśny sos dobrze koresponduje ze słodyczą musu).


środa, 1 maja 2013

Kulki proteinowe i drabinka treningowa



Kulki proteinowe to kolejna propozycja dla uprawiających sport, ale jeśli ominie się izolat białka sojowego pozostają nadal pysznym i zdrowym deserem. Pestki dyni i orzechy włoskie to doskonałe źródło tłuszczu, migdały zawierają argininę, czyli aminokwas będący składnikiem cennej dla uprawiających sport karnityny (ryboflawina, białko, magnez to kolejne ważne pozycje na liście właściwości migdałów). Porcja energii, zdrowia i słodka nagroda za trudy treningu w jednym :)

Bakaliowe kulki proteinowe:
2 filiżanki mielonych migdałów (mąka migdałowa)
2 łyżki wiórków kokosowych
2 łyżki pestek z dyni
garść orzechów włoskich (połamanych na mniejsze kawałki)
10 daktyli (jeśli suszone - wymagają namoczenia)
2 łyżki (czubate) białka sojowego (opcja)
woda
odrobina soli
kakao

Blendujemy mąkę migdałową, daktyle, sól dodając odrobinę wody, jeśli masa jest na tyle gęsta, że mieszadło nie chce chodzić - proponuję wlewać po łyżce, żeby nie zrobiła się zupa ;)

Dodajemy pestki, orzechy, białko (opcja), wiórki kokosowe i zagniatamy masę ręką. Kulki łatwiej formować, jeśli masa postoi chwilę w lodówce, ale jeśli nie mamy cierpliwości żeby czekać, można zabrać się do tego od razu. Część kulek dodatkowo obtoczyłam w ciemnym kakao (świetne źródło m.in. żelaza, magnezu) - tę opcję polecam zwłaszcza amatorom gorzkiej czekolady.

_____________
Dziś chcę Wam zaproponować jedną z moich ulubionych form treningu, która jest dla mnie świetną zabawą na dworze zwłaszcza, jeśli znajdzie się ktoś chętny do wspólnych ćwiczeń (tak, chyba brzmi to jak wyznanie dziesięciolatka).

Jedynym sprzętem niezbędnym do wykonania poniższych ćwiczeń jest drabinka treningowa, której... nie posiadam :) Każdorazowo po prostu rysuję ją kawałkiem kredy w dowolnym miejscu i gotowe. Ćwiczenia wykonywane z drabinką w swej podstawowej wersji przypominają nieco grę w klasy - przychodzi się przez wszystkie pola w określony sposób (np. skacząc, do środka i na zewnątrz) w jak najkrótszym czasie. Co dają ćwiczenia z wykorzystaniem takiego sprzętu? Pomagają wypracować koordynację, szybkość i zwinność, to także niezły trening cardio - zwłaszcza, jeśli robi się rundy na czas i ma się współtowarzysza, z którym można konkurować (myślę, że w tej roli świetnie może się sprawdzić dzieciarnia, np. podczas wypraw do parku).

W necie jest wiele filmów instruktażowych jak wykorzystywać drabinkę podczas treningu, jeśli w YT wpisze się hasło "agility ladder" pojawi się mnóstwo wyników. A po ćwiczeniach oczywiście słodka kulka do paszczy i świat (przynajmniej przez chwilę) wydaje się lepszy :)


niedziela, 7 kwietnia 2013

"Ciasto, o którym nie można zapomnieć", czyli bananowe tartaletki na surowo i kilka słów o porcjowaniu

Takim właśnie zdaniem skwitował moje kolejne eksperymenty z nerkowcami P., który pół godziny po zjedzeniu porcji ciasta westchnął, iż wciąż o nim myśli.
Czy potrzebna jest lepsza rekomendacja? :)




Spód:

100g zmielonych migdałów (mąki migdałowej)
8 daktyli (jeśli używamy suszonych, trzeba je namoczyć)
szczypta soli
ewentualnie 1-2 łyżki oleju kokosowego (roztopionego)

Wszystkie składniki trzeba zblendować i powstałą masą wykleić foremki (z których łatwo będzie wyjąć ciastka, jeśli używamy np. filiżanek, ceramicznych miseczek albo metalowych form, proponuję wyłożyć je folią, a przynajmniej posmarować odrobiną oleju). Wyklejone foremki lądują w lodówce.


Krem bananowy:

garść nerkowców (namoczonych przez noc)
łyżeczka pasty waniliowej (lub wyskrobane z laski wanilii ziarenka, ewentualnie olejek waniliowy)
woda
jeden zmiksowany, dojrzały banan i jeden pokrojony w plasterki
2 łyżki soku z cytryny
1/4 filiżanki roztopionego oleju kokosowego (używam tego: http://www.evergreen.pl/tluszcz-kokosowego-palmowego-p-1240.html)
słodzidło wg uznania (u mnie stewia)

Orzechy, pastę waniliową, sok z cytryny, olej i słodzidło rozdrabniamy blenderem na gładką masę (wody należy dodać tylko tyle, by uzyskać kremową konsystencję), dodajemy banana i jeszcze przez chwilę miksujemy. Na migdałowy spód kładziemy trochę kremu, następnie plasterki banana i znów porcję kremu. Na wierzch zostało mi tylko po jednym plasterku na ciastko, ale gdybym miała więcej owoców, ułożyłabym ostatnią warstwę całą z bananów. Tartaletki wstawiamy do lodówki i bierzemy się za polewę

Polewa z masła migdałowego/orzechowego:

U mnie w wersji z migdałów, ale z orzechów ziemnych też będzie pyszna (w tym drugim przypadku proponuję zrezygnować z dodawania soli, bo najczęściej gotowe masło jest dość mocno solone)

Masło migdałowe zrobiłam miksując filiżankę zmielonych migdałów tak długo, aż mąka zrobiła się kleista (podobnie robi się masło orzechowe, jeśli chcemy je w wersji D.I.Y.). Do masła dodałam wodę (dolewamy stopniowo, żeby ze zbitej masy zrobił się gęsty krem), szczyptę soli, klika daktyli i kilka łyżek syropu klonowego. Tartaletki dostają po łyżeczce polewy na wierzch i gotowe.

Foremki lądują w zamrażalniku na mniej więcej dwie godziny - ciastka są wówczas na tyle zmrożone, że łatwo się je wyjmuje, ale krem nadal jest dość miękki. Jeśli tartaletki nie będą zjadane od razu proponuję trzymać je w zamrażalniku a na jakiś czas przed zjedzeniem przestawić do lodówki.




Muszę przyznać, że wymyślanie słodkości w wersji surowej zmienia trochę moje myślenie o słodyczach. Z podanych proporcji nie wychodzą jakieś kosmiczne ilości ciasta, a i same składniki ma się w domu rzadziej niż paczkę mąki, cukier i mleko roślinne, z których zawsze można w pół godziny zrobić muffiny albo zebrę. Zwykle biorę się za "wypieki" w weekendy, kiedy mam trochę więcej czasu i zauważyłam, że jakoś z większym namaszczeniem zaczęliśmy z P. traktować te desery - zamiast wciągać bez zastanowienia całego Nussbeisera (co dla nas nie stanowi najmniejszego problemu), a potem wieczorem dopchać się marcepanowym batonem (bo jak się skończy, kupi się następny), traktujemy filiżankę kawy i porcję nerkowcowego ciasta jako przyjemność, na którą się w jakiś sposób czeka i którą się celebruje. 

Od dawna jestem przekonana, że z myśleniem ludzi o jedzeniu coś jest nie tak, np. mój kolega jak nie dostanie za 10 złotych tak wielkiego talerza żarcia, że prawie umiera kończąc swoją porcję, uważa, że knajpa jest beznadziejna, drogo, że już nie przyjdzie (tak zrecenzował np. moje ulubione VM (!) na Chmielnej). A co z jakością?

Nie jestem fanką snobistycznych miejsc, gdzie za dwa szparagi polane łyżką sosu każą sobie płacić 50 złotych, ale z drugiej strony uważam, że ludzie zbytnio przyzwyczaili się do WSZECHOBECNOŚCI  jedzenia. No bo można je kupić i zjeść wszędzie, co np. dla mojej babci nie było taką oczywistością - nigdy nie mogła zrozumieć jedzenia na ulicy, w trakcie chodzenia. Dla niej było to nie do pomyślenia, bo posiłek to określona czynność w trakcie dnia, a nie przypadkowe i dodatkowe zajęcie, które wykonuje się przy okazji.

Czytałam niedawno artykuł, w którym było napisane, że podczas jedzenia nie powinno się zajmować mózgu innymi sprawami, bo wówczas on "nie zdaje sobie sprawy" z tego, że je (ta sprawa była opisana w kontekście problemu otyłości). A teraz pomyślcie o obowiązkowym nieomal popcornie w kinie, dzieciakach, które wracając ze szkoły wcinają przed obiadem paczkę chipsów (czy tylko ja niemal codziennie widuję takich spryciarzy?), posiłkach jedzonych przed telewizorem (miska orzechów znika niezauważona). 

Od kilku dziesięcioleci sukcesywnie rosną też same porcje jedzenia. Poniższa fota dotyczy zapewne warunków amerykańskich (gdzie sytuacja jest skrajnie absurdalna - bo określenie "mały napój" dotyczy butli ponad pół litrowej), ale jeśli spojrzy się u nas na opakowania w sklepach i wszelkie promocje typu: zjedz dwa zapłać za jeden (btw:choć i tak płaci się za dwa) nie ma się wątpliwości, że tendencja jest podobna.

Fota z netu



Wracając do witariańskiego ciasta, za pierwszym razem jak je robiłam wydawało mi się, że strasznie go mało. Później, jak okazało się, że spokojnie osiem osób zjadło po kawałku i dało radę, pomyślałam, że w zasadzie po co zjadać przeolbrzymi kawałek jak to zwykle (za wegetariańskich jeszcze czasów) bywało u ciotek, które ładowały dzieciakom porcje większe, niż talerzyk do ciasta. Teraz wydaje mi się, że wystarczy jak się zaspokoi potrzebę zjedzenia czegoś słodkiego, ale deserem się nie napcha tak, że wychodzi nosem. Jasne, czasami z różnych powodów ma się ochotę zaszaleć, ale na dłuższą metę nie jest to dobry sposób traktowania swojego ciała.















sobota, 23 marca 2013

Delikatnie truskawkowy, lodowy sernik z tofu



Bo kiedy jeść lody, jak nie zimą? Na przekór minus dziesięciu stopniom na termometrze, trzem warstwom swetrów, dwóm parom rękawiczek i prognozom, że trampki poleżą w pudełku jeszcze trzy tygodnie... Do tego z wybitnie sezonowymi owocami - truskawkami - których smak stanowi jednocześnie obietnicę i wspomnienie, kryjącej się przecież gdzieś za rogiem (a kalendarzowo już w pełni obecnej) - wiosny.

A przy tym zero groźby załatwienia sobie gardła - wręcz przeciwnie, bo zimny klimat to słabe warunki do rozwoju różnych ustrojstw :)

Lodowy tort truskawkowy:

Spód:
2 filiżanki zmielonych migdałów
kilka daktyli (jeśli suszonych, trzeba je wcześniej namoczyć)
1-2 łyżki rozpuszczonego oleju kokosowego (opcjonalnie - dałam go na końcu i da się zrobić ten deser bez tego składnika)
szczypta soli

Wszystkie składniki wrzucamy do miski i blendujemy aż się połączą. Kiedy masa będzie zwarta, wyklejamy nią foremkę (u mnie o średnicy 18cm, ale deser wyszedł bardzo wysoki więc spokojnie może być trochę większa). Jeśli do powierzchni używanego naczynia łatwo wszystko się przykleja (albo forma się nie otwiera), warto wyłożyć je kawałkiem folii. Tak przygotowane ciasto wkładamy do lodówki.

Krem:

3 kostki tofu naturalnego (u mnie Solida, czyli około 800-900g)
1 łyżeczka pasty waniliowej (lub ekstrakt waniliowy/olejek/ziarenka wyskrobane z laski wanilii)
Stewia (lub inne słodzidło według upodobań)
Agar (20 g)
Mleko sojowe (około 1,5 szklanki)
Kilkanaście mrożonych truskawek
Sok z cytryny
Sok z pomarańczy
Płatki lub wiórki kokosowe do posypania

Blendujemy na gładką masę: tofu, słodzidło, sok z cytryny (proponuję dolewać go stopniowo sprawdzając, czy smak jest wystarczająco kwaśny), sok z jednej pomarańczy i niecałą szklankę mleka sojowego. Dorzucamy zamrożone truskawki i blendujemy jeszcze raz. Gotowa masa powinna być gęsta, ale puszysta (jeśli jest zbyt zbita, można dodać jeszcze trochę mleka). Do 1/3 kubka mleka dodajemy agar, podgrzewamy żeby proszek się rozpuścił i wlewamy do reszty składników. Masę ponownie mieszamy blenderem, przekładamy na migdałowy spód i posypujemy wiórkami kokosowymi (u mnie w formie chipsów).



Uwagi:

Masę z tofu można spokojnie zrobić z połowy składników i deser nadal będzie porządnej wysokości (mniej więcej klasycznej tarty). Na początku kuchennych działań wrzuciłam do miski od razu trzy kostki tofu i później resztę dodatków trzeba było dopasowywać do ilości sera, przez co wyszło mi naprawdę dużo kremu (po dodaniu reszty składników i dokładnym zblendowaniu zrobił się puszysty).

Stewię można zastąpić syropem klonowym, z agawy, słodem pszenicznym, a w ostateczności i cukrem, choć nie polecam ;)

Jeśli doda się trochę więcej agaru niż w podanym przepisie, ciasto wystarczy schłodzić przez kilka godzin w lodówce żeby porządnie stężało. A jeżeli chcecie tort lodowy, wsadźcie je do zamrażalnika na godzinę, dwie tak, żeby mocniej zmroziło się tylko z zewnątrz, a środek pozostał lekko miękki i kremowy. Torcik można też zamrozić na kość (jeśli potrzebujemy go dopiero następnego dnia), a na kilka godzin przed podaniem przełożyć do lodówki, żeby trochę odtajał.

A to jeden z moich ostatnich zakupów kulinarnych - fantastyczna pasta waniliowa, która zapewnia nie tylko aromat, ale i piękne piegi. Jest bardzo gęsta (przypomina w konsystencji miód), a jedna łyżeczka odpowiada lasce wanilii. Oczywiście do powyższego przepisu można użyć zastępstwa w postaci olejku, aromatu itp.



Na zdjęciu widać, że mocno zamrożona jest tylko zewnętrzna warstwa, a środek pozostał kremowy przez co tort ma wyraźny smak, ale i lekko lodową konsystencję.


poniedziałek, 18 marca 2013

Dwuwarstwowy, czekoladowo-kokosowy torcik z nerkowców (raw)








Przepyszny, surowy i zdrowy - zniknął w mgnieniu oka. Zwłaszcza, że jedzenie takich słodyczy nie wiąże się z jakimikolwiek wyrzutami sumienia. Zero cukru, mąki, sztuczności. Przyznam, że pierwszy raz robiłam krem z nerkowców i faktycznie, podczas blendowania zachowują się one zupełnie inaczej, niż wszystkie inne znane mi orzechy. Można je zmielić na niezwykle gładki i dość neutralny w smaku krem, który chętnie przejmuje smak dodanych do niego składników.


Spód:
2 filiżanki zmielonych migdałów (moje kupiłam już zmielone razem ze skórką)
8 świeżych daktyli (jeśli używamy suchych, trzeba je namoczyć)
szczypta soli
1-2 łyżki oleju kokosowego (rozpuszczonego)

Wszystkie składniki blendujemy i gotową masą wylepiamy niedużą foremkę (jeśli mam mówić o wadach tego ciasta, to zdecydowania było ono zbyt małe). Ja użyłam plastikowego pojemnika do przechowywania jedzenia, jeśli użyjecie metalowej foremki warto wyłożyć ją folią, żeby sernik nie przywarł.


Kremy:
200 g nerkowców (namoczonych przez noc, przepłukanych)
sok z jednej cytryny (proponuję dodawać stopniowo, ja lubię wyraźnie kwaśny smak)
ekstrakt waniliowy (opcjonalnie)
stewia (dosładzamy do smaku, wersją w proszku, zmielonymi liśćmi lub płynem)
2-3 łyżki oleju kokosowego (roztopionego)
kilka łyżek wody

Krem dzielimy na dwie części: do wersji kokosowej dodajemy kilka łyżek wiórków kokosowych i jeszcze jedną łyżkę oleju, ewentualnie odrobinę wody, żeby łatwiej było miksować, do czekoladowej dosypujemy kakao (w zależności od tego, jak intensywny smak chcemy otrzymać, ja dałam około 1/4 szklanki) i jeśli krem jest zbyt zbity, również odrobinę wody.


Posypka:
8 łyżek wiórków kokosowych
2 łyżki syropu klonowego
szczypta soli
2 łyżki oleju kokosowego (roztopionego)

Wszystkie składniki zblendować, masę uformować w kulkę i włożyć do zamrażalnika.

___________________
Na migdałową masę wykładamy kokosową, następnie czekoladową i sernik ląduje w zamrażalniku. Kiedy stężeje na tarce o grubych oczkach ścieramy posypkę i dekorujemy nią wierzch ciasta. Sernik przenosimy do lodówki, wyjmujemy bezpośrednio przed podaniem (kiedy jest zimy, bardzo dobrze się kroi i nie rozpada).

Uwagi:
Moja baby sis i P. stwierdzili, że biała warstwa jest mniej smaczna od czekoladowej, bo ma dość kwaśny smak, ale oboje nie lubią sernika, więc jeśli nigdy nie lubiliście tradycyjnego ciasta z sera, warto spróbować wersji z czekoladowym jedynie kremem. Poza tym nerkowce chętnie przyjmują smaki dodatków, więc można do białej warstwy wrzucić jakieś owoce żeby pozbyć się serowej nuty. Na pewno wielokrotnie wrócę do tego ciasta, choć pewnie nie należy do najtańszych, spód z migdałów zamierzam też wypróbować do innych kombinacji, bo smakuje fantastycznie i wykonanie go zajmuje dwie minuty :)