Pokazywanie postów oznaczonych etykietą pomidory. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą pomidory. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 17 sierpnia 2014

Zapiekanka z bakłażana i dary od baby sis

Trzyskładnikowa, prosta, z sezonowych warzyw, bez stania przy garach. Czyli letni must have.





1 spory bakłażan
Trzy duże ziemniaki
Ser Vilolife do pizzy
Suszone pomidory z płatkami czosnku, bazylią i chilli
olej
sól

Bakłażana pokroić w plastry, posypać solą i odłożyć na 15 minut, opłukać i osuszyć, umyte ziemniaki pokroić w dość cienkie plastry (cieńsze niż obreżynę). Do foremki wlać trochę oleju i układać na przemian warzywa każdorazowo smarując je odrobiną oleju. Posypać przyprawami i wstawić do piekarnika. W połowie pieczenia posypać startym serem i piec aż ziemniaki zmiękną a ser się rozpuści. 


*** 
I jeszcze dary od mojej baby sis!





Mąkę zwykle robię sama w młynku do kawy, ale jeśli potrzebuję jej szybko torebki z gotowcem bardzo się przydają


Ziarno kakaowca w gorzkiej czekoladzie

Pyszne chipsy z amarantusa z beznadziejną naklejką

Syrop daktylowy <3!!!!

poniedziałek, 28 października 2013

Surowy ketchup

Tak dobry, że sklepowy może się schować. Do tego surowy i gotowy w pięć minut. Intensywny i wyrazisty w smaku, zadowoli nawet wątpiących w walory smakowe surowej diety. Jeszcze ze świeżych i tanich pomidorów, pewnie już ostatnich...



Pomidory włożyć na chwilę do gorącej wody i obrać ze skóry, dorzucić resztę składników (dałam pięć łyżek octu, ale proponuję próbować i ewentualnie dodać więcej, zamiast syropu daktylowego może być inny płynny słód) i porządnie blendować aż ketchup będzie zupełnie gładki. 

Nie da się go przechowywać tak długo, jak w przypadku wersji gotowanej, ale ponieważ przyrządzenie surowego ketchupu zabiera dosłownie kilka minut, można zawsze zrobić świeżą porcję sosu.

Świetnie smakuje jako dip do warzyw, tworzy doskonałą parę także z frytkami z dyni:



piątek, 26 kwietnia 2013

Zapiekanka z tofu z suszonymi pomidorami

W przeciwieństwie do P. i mojej baby sis nie jestem fanką makaronu. Oni mogliby go wcinać codziennie z minimalną wręcz ilością dodatków, dla mnie to zbyt zapychające danie (nie wydaje mi się też żeby było szczególnie obfitujące w składniki odżywcze), dlatego też z makaronów najchętniej zjadam sam sos :) 

Czasem staram się jednak zrobić coś z ulubionymi kluchami P., dziś przygotowałam zapiekankę z makaronu, tofu i pomidorów. To bardzo smaczne i niewymagające czasu ani wymyślnych składników danie. No dobra, dla mnie mogłoby się obejść bez makaronu ;)




Zapiekanka z tofu:

250 g makaronu 
2 kostki tofu naturalnego (po 300g)
puszka pomidorów
sól, pieprz i inne przyprawy (u mnie: oregano, słodka papryka, bazylia, czosnek, szczypta chilli)
2 łyżki tahini (opcjonalnie)
pół szklanki niesłodzonego mleka sojowego
klika suszonych pomidorów plus trzy trochę oliwy z zalewy

Makaron należy ugotować w wodzie z odrobiną oliwy i soli (powinien pozostać lekko twardy), tofu zblendować z mlekiem sojowym, puszką pomidorów, pastą tahini i przyprawami. Makaron należy wymieszać z ulubionymi przyprawami (będzie bardziej wyrazisty) i włożyć do naczynia do zapiekania, na nim ląduje warstwa tofu, na samym wierzchu układamy kilka pomidorów z zalewy i skrapiamy tofu oliwą od pomidorów (jest bardzo aromatyczna więc dodatkowo podkreśli smak). Całość wstawiamy do piekarnika nagrzanego do około 180 - 200 stopni i pieczemy aż tofu zrobi się lekko spieczone.





niedziela, 20 stycznia 2013

Zimowe curry i weekend pod śniegiem


Bazą dla poniższego curry była receptura zamieszczona w jednym z numerów Wysokich Obcasów. Przepis od razu wpadł mi w oko bo bardzo lubię dania, w których widać użyte składniki (tu są spore kawałki), a warzywa mają być ugotowane al dente. Dlatego pilnowałam czasu podanego w oryginalnym przepisie, zmodyfikowałam za to ilość składników (zwłaszcza przypraw, bo preferuję zdecydowane smaki), w miejsce limonki pojawiła się cytryna.

Curry jest łagodnie kokosowe, a przy tym przyjemnie ostre i rozgrzewające - w sam raz po ponad dwugodzinnym odśnieżaniu podwórka (było tyle śniegu, że nasze mniejsze psy miały go po szyję):



Warzywa w sosie curry:

2 marchewki
6 średnich ziemniaków
1 kalafior (użyłam mrożonego)
pół puszki pomidorów
pół puszki mleka kokosowego (polecam Kier - niedrogie i pyszne)
puszka ciecierzycy (odsączonej)
2 duże garście świeżego szpinaku
1 cebula
4 ząbki czosnku
2 łyżki soku z cytryny plus łyżka otartej skórki
1 łyżka przecieru pomidorowego
1/2 litra wywaru z warzyw (lub bulionu warzywnego wege instant)
2 laski cynamonu
kawałek drobno startego imbiru
pół łyżeczki czarnego pieprzu, sól
gotowa mieszanka przypraw curry, lub:
kolendra
kminek
kurkuma
pieprz cayenne
Oliwa z oliwek

Na kilku łyżkach oliwy podsmażyć posiekaną cebulę, dorzucić przyprawy (kolendrę, kminek, kurkumę, pieprz cayenne, imbir), po chwili dodać przecier pomidorowy i mieszać minutę. Następnie należy dolać wywar z warzyw, mleko kokosowe, cynamon, sól i pieprz. Całość gotować 10 minut na małym ogniu. Po tym czasie wrzucamy pokrojone w grubą kostkę (ziemniaki, pomidory), plastry (marchewkę), różyczki (kalafior) warzywa i gotujemy około 30 min (wszystko powinno pozostać lekko twarde), następnie wsypujemy ciecierzycę, dorzucamy szpinak, sok z cytryny i otartą skórkę, gotujemy kolejne 2-3 minuty. I gotowe! 



Pomimo że jest zimno, ciemno robi się tak szybko, że trudno zauważyć, kiedy minął kolejny dzień, zima jest w pewien sposób przyjemnie intymną porą roku. Długie wieczory z rozgrzewającą herbatą, książką, cisza, jaką daje wszechobecny śnieg (przynajmniej poza wielkim miastem, tu niestety chyba nic nie pomoże) sprawiają, że długotrwały brak słońca (czy tylko mi się wydaje, że tej zimy jest strasznie mało słonecznych dni?) staje się trochę bardziej znośny...








Żal mi tylko strasznie mieszkających na dworze zwierzaków, od wtulających łepek w pióra ptaków, które widzę rano przy karmniku, po psiaki w kiepskich budach... :(
Dziś - po kilku godzinach spędzonych na mrozie - chyba jeszcze bardziej... Mogłoby być już trochę cieplej...




niedziela, 19 sierpnia 2012

Addio pomidory! Plus konfitura cytrynowa i inne przetwory.

Dżem ze śliwek, bananów, jabłek i malin.

Nie lubię robienia przetworów w hurtowych ilościach, wizja wypestkowania wiadra śliwek, wiśni czy czegokolwiek innego napawa mnie wstrętem na tyle, że jestem w stanie zrezygnować z jedzenia domowych dżemów :)

Co innego robienie po 2-3 słoiki dziennie, za każdym razem czegoś innego! Nie nudzę się wówczas, mogę  robić różne smaki i przy okazji wykorzystywać na bieżąco jakieś pałętające się po kuchni warzywa i owoce. W ciągu ostatniego tygodnia powstało sporo słoików, poniżej relacja :)

Jeśli miałbym wymienić jedno, najukochańsze warzywo, byłby to pomidor. Pomidorowy sezon jest przez mnie wyczekiwany co roku tym bardziej, że już od dawna przez większość roku pomidory to w większości produkty pomidoropodobne. Niby kształt ten sam, kolor nie zawsze, ale jakiś czerwony przypomina, ale smak... :/ Beznadzieja.

Od jakiegoś czasu kupujemy w sezonie pomidory na wsi, od kogoś, kto hoduje w zasadzie tylko te rośliny i różnica między nimi a firmówkami typu "Janów" jest nie do opisania. Po wstawieniu do kuchni koszyka z pomidorami roznosi się piękny zapach (pytanie: czy marketowy pomidor jeszcze pachnie?), do tego udało mi się w tym roku kupić też pomidory czarne, żółte i - nazwa straszna - bawole serca. 

Nie da się niestety przechować świeżych pomidorów, dlatego smętnie nucąc "Addio pomidory" zabrałam się do zrobienia pomidorowych zapasów w słoikach, aby zachować na jesień i zimę chociaż wspomnienie ;)

I tak powstały:

 Pomidory z cukinią 


 Pomidory z żółtą, zieloną i czerwoną papryką


 Przecier pomidorowy z ziołami


Fasola w sosie ze świeżych pomidorów

Zrobiłam jeszcze zupę - krem z pomidorów, ale gdzieś zapodziało się zdjęcie. Przepisy bardzo proste, wymyślane na bieżąco, dodam tylko, że nigdy nie chce mi się pasteryzować słoików, więc wlewam po prostu wrzący dżem czy przecier do wyparzonego słoika, zakręcam nakrętką przetartą spirytusem i stawiam do góry dnem. Nic nie pleśnieje ani się nie rozszczelnia, zawsze bez problemu trzyma do zimy, więc polecam leniuchom :)

A na koniec przepis na konfiturę cytrynową. Chociaż cytryna nie jest u nas owocem sezonowym i taki dżem można  robić przez cały rok, to na fali entuzjazmu przygotowałam dwa słoiki do zimowej herbaty. Cytrynowa konfitura jest niezwykle aromatyczna i fajnie rozgrzewa dzięki imbirowi, ma wyraźny - jednocześnie kwaśny i słodki - smak. Do rzeczy:

Potrzebny będzie:

cukier trzcinowy
cytryny (zużyłam chyba 8-10 cytryn)
nieduża laska wanilii, albo cukier waniliowy
imbir (najlepiej świeży)
cynamon
przyprawa do szarlotki (anyż, kardamon, sproszkowane goździki)


W garnku gotujemy około pół szklanki wody dodając kawałek imbiru (około 15-20 minut). Można albo zetrzeć imbir na tarce, albo zostawić korzeń w całości i wyjąć go przed przekładaniem konfitury do słoików. Woda powinna być mega ostra :) Dodajemy cukier, pokrojone i obrane cytryny, laskę wanilii. redukujemy na małym ogniu, aż mikstura osiągnie konsystencję konfitury (czyli wyparuje trochę wody) co jakiś czas mieszając, jeśli chcemy mieć cięższy, intensywny "zimowy" aromat, dodajemy jeszcze trochę przyprawy do szarlotki. Konfiturę przelewamy do wyparzonych słoików, zakręcamy, stawiamy do góry dnem i czekamy aż w takiej pozycji wystygnie. 


A na sam koniec...