Pokazywanie postów oznaczonych etykietą ciasto. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą ciasto. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 28 sierpnia 2014

Tarta bananowa



Wiem. Sezon na śliwki i jabłka w pełni, a ja robię ciasto bananowe. Na usprawiedliwienie mogę powiedzieć tylko tyle, że za każdym razem jak przyniosę do domu śliwki, znikają zanim zdążę pomyśleć, co z nich zrobić. Podobnie jabłka. Za to w lodówce uchowały się lekko przejrzałe banany i trzeba było szybko poddać je recyclingowi. 

Tarta wbrew pozorom nie jest wcale bardzo czasochłonna. Choć składa się z sześciu warstw, każdą z nich robi się dosłownie chwilę. A połączenie smaków robi wrażenie: banany&czekolada&masło orzechowe&karmel&cynamon. Coś pomiędzy słodko-słonym batonem i lodowym deserem. W sam raz na śniadanie! :D 

O ile uda się zachować jakieś resztki na następny dzień.


TARTA BANANOWA
(składniki na formę o średnicy 22 cm)

Ciasto z siemienia  lnianego

Garść rodzynek
2 garście daktyli
kubek siemienia lnianego
4 czubate łyżki mąki migdałowej
2 czubate łyżki kakao
2 łyżki słodu
szczypta soli
masło orzechowe
2 łyżki oleju kokosowego

Rodzynki i daktyle namoczyć, odlać wodę, odcisnąć i zblendować. Dosypać siemię, mąkę migdałową, kakao, olej (w wersji nierozpuszczonej) i sól, ponownie zblendować. Jeśli masa będzie za mało słodka, dolać trochę słodu. Ciastem wykleić spód formy, nałożyć warstwę masła orzechowego, tartę wstawić do lodówki.


Karmel bananowy*

2 dojrzałe banany
1/5 szklanki mleka
cynamon
3 porządne łyżki syropu daktylowego (lub innego)

Banany zblendować z mlekiem i cynamonem, syrop daktylowy wlać na patelnię, po chwili, kiedy zacznie się karmelizować, dodać banany i mieszając podgrzewać jeszcze 2 minuty. Przełożyć na warstwę masła orzechowego i ponownie wstawić tartę do lodówki.

*Przepis na karmel by Jamie Oliver (wersja wegańska: z mlekiem sojowym i syropem zamiast cukru)

Krem czekoladowy

Tabliczka gorzkiej czekolady
pół puszki mleka kokosowego (gęstego, z lodówki)
2-3 banany
cynamon

Czekoladę rozpuścić w kąpieli wodnej, dodać pół puszki mleka, porządnie rozmieszać łyżką i rozsmarować na lekko zastygniętym karmelu. Poukładać pokrojone w plasterki banany, posypać cynamonem i odstawić do schłodzenia.

Bita śmietana

pół puszki mleka kokosowego
Dowolne płynne słodzidło
Odrobina soku z cytryny

Pozostałe mleko ubić z sokiem z cytryny i słodem. Żeby śmietana była sztywna, mleko kokosowe przed miksowaniem wstawiam na kilkanaście minut do zamrażalnika. To samo robię po ubiciu, zanim śmietana wyląduje na tarcie. Wierzch posypać cynamonem.



wtorek, 19 sierpnia 2014

Szarlotka z własnych jabłek na kakaowym spodzie (z siemienia lnianego i mąki gryczanej)



U moich rodziców rośnie jedna dzika jabłonka. Nikt się nią nie zajmuje a jednak co roku zbieram z niej sporo owoców. W tym nieco mniej niż w poprzednim, ale i tak wystarczy na kilka słoików na zimowe szarlotki. I na jedną sierpniową.


Szarlotka na kakaowym spodzie



Ciasto

Szklanka zmielonego siemienia
Szklanka mąki gryczanej
szczypta soli
3/4 szklanki cukru trzcinowego lub inne słodzidło
2 łyżki ciemnego kakao
3/4 szklanki oleju
2 czubate łyżki mąki migdałowej (opcjonalnie - daje fajny, lekko orzechowy posmak)
ekstrakt waniliowy/olejek waniliowy/cukier waniliowy

Suche składniki wymieszać, dolać olej i porządnie połączyć łyżką (jak ja lubię te ciasta bez brudzenia rąk!). Przełożyć do formy i mocno docisnąć. Chwilę podpiec w piekarniku.


Owoce

kwaśne jabłka (najlepiej własne!)
cynamon
kardamon
zmielone goździki
szczypta imbiru
słodzidło do smaku
garść rodzynek

Jabłka pokroić w duże kawałki i dusić pod przykryciem z rodzynkami i odrobiną wody. Kiedy zmiękną, dodać przyprawy i słodzidło (jabłka powinny być dość kwaśne, bo spód jest słodki). Masę przełożyć na podpieczony spód i wstawić do piekarnika na 30-40 minut.

Szarlotkę podawać polaną syropem z agawy 





wtorek, 1 kwietnia 2014

Bezglutenowe ciasto gryczano-kokosowe

Przesunięcie zegara o godzinę wybiło mnie z rytmu do nieprzytomności. Jedyne, co się nie zmieniło to ochota na słodycze :) Śniadania/obiady monotematyczne do bólu: kasza jaglana/gryczana. Za to produkcja słodkości idzie pełną parą (choć efekty różne :P). 

I smak malin w marcu = pełnia szczęścia :) 



Ciacho:

2 kubki mąki gryczanej
1 kubek mąki kokosowej
2 łyżki gęstego mleka kokosowego
Kubek cukru trzcinowego
Esencja migdałowa
Olej (około kubka)
Szczypta soli morskiej
Mrożona pulpa malinowa (została z robienia soku malinowego) lub mrożona mieszanka kompotowa (lub inne kwaśne owoce)

Mąkę wymieszać z solą i cukrem, dodać mleko kokosowe i esencję migdałową. Stopniowo dolewać olej aż ciasto będzie miało konsystencję mokrego piasku. 3/4 masy przełożyć do formy i mocno docisnąć (jeśli zrobi się to za lekko, ciacho będzie się kruszyć). Podpiec 10 minut, posypać owocami i resztą ciasta. Piec aż wierzch będzie lekko rumiany. 


Śmietana:
Puszka mleka kokosowego
Czubata łyżeczka cynamonu
Płynne słodzidło lub cukier puder trzcinowy

Wszystkie składniki ubić mikserem i wstawić do lodówki na godzinę.


poniedziałek, 24 marca 2014

Ciasto z marchewki i mąki gryczanej (bezglutenowe)



Obecność glutenu w mące można rozumieć dosłownie: w cieście robią się z niej gluty albo - kiedy go brak - wypiek rozpada się na tysiące kawałków. A mąka gryczana w ogóle nie wpisuje się w ten schemat! Świetnie trzyma fason i jak na razie jest moim zdecydowanym faworytem.

Ciasto

1/2 kg marchewki
100 g orzechów włoskich
2 szklanki mąki gryczanej
1 szklanka cukru trzcinowego
1 szklanka oleju
1/2 szklanki mleka roślinnego
6 łyżek zmielonego siemienia lnianego
1 łyżeczka bezglutenowego proszku do pieczenia lub sody (opcjonalnie)
1 łyżeczka mielonego imbiru
3 łyżeczki cynamonu
Sok z jednej cytryny
Esencja waniliowa
Szczypta soli


Siemię zalać gorącą wodą i odstawić na 15 minut. Suche składniki połączyć w misce, dosypać startą na (dość drobno) marchew i wymieszać. Olej połączyć z siemieniem, sokiem z cytryny i esencją waniliową, dolać do marchewki. Porządnie wymieszać. Jeśli masa jest gęsta dodać mleko. Ciacho przełożyć do foremki posmarowanej olejem, piec aż wierzch lekko się zarumieni (co najmniej 45 minut) w temperaturze 180 stopni.

Mój beznadziejny piekarnik (prezentowany przeze mnie ostatnio) trochę spiekł ciacho z zewnątrz a w środku pozostawił je zbyt mokrym, ale ponieważ dziś rano moja baby sis wcinając kawałek wypieku stwierdziła, że smakuje świetnie, tym razem mu wybaczam :)


Krem
2 garście nerkowców
Mleko kokosowe (puszka trzymana w lodówce)
3 łyżki rozpuszczonego olej kokosowego
Łyżka soku z cytryny
Słodzidło (cukier puder trzcinowy, stewia, słód o jasnym kolorze)

Nerkowce namoczyć przez godzinę, odsączyć i zblendować z rozpuszczonym olejem. Dodać 3/4 puszki mleka kokosowego (tę gęstą część), cytrynę, dosłodzić. Wstawić do lodówki żeby masa stężała.

Przed podaniem ostudzone (koniecznie!) ciasto posmarować kremem.

wtorek, 18 marca 2014

Ciasto z mąki jaglanej z mnóstwem owoców



Ponad miesiąc temu zrezygnowałam z glutenu i wypróbowuję różnego rodzaju mąki z kasz. Ostatnio używałam gryczanej, dziś kolej na jaglaną. Mąkę zrobiłam sama w młynku do kawy. Banalne, szybkie i niedrogie, bo przy okazji nie trzeba się wybierać do sklepów w poszukiwaniu niezbyt popularnych produktów. 


Ciasto

Kubek mąki jaglanej
1.5 kubka mąki migdałowej
Niepełny kubek cukru trzcinowego
1/2 kubka oleju
Łyżka masła orzechowego
szczypta soli
ekstrakt waniliowy

Połączyć suche składniki, dolać olej, ekstrakt i masło orzechowe, wymieszać porządnie łyżką. Przełożyć większość masy do foremki i docisnąć (kilka łyżek zostawiamy do posypania owoców).

Owoce

Kilka niewielkich gruszek
Kilka jabłek
Garść jagód goji
Garść suszonych moreli
Garść suszonych śliwek
Mielone goździki
Cynamon
Gałka muszkatołowa
Szczypta imbiru
Szczypta kakao



Gruszki pokroić w dość duże kawałki, jabłka w drobniejszą kostkę (kilka z nich obrałam żeby bardziej się rozpadły), wrzucić do garnka, dolać odrobinę wody, jagody, pokrojone w paski morele i  śliwki oraz przyprawy. Dusić na małym ogniu aż owoce zmiękną.

Na podpieczony spód wrzucić owoce, posypać resztą ciasta i trzymać w piekarniku kolejnych kilkanaście minut aż wierzch się zarumieni.

I włączyć czekanie.







A co jest dziś grane w kuchni? L&G Rudimental's in da house!


poniedziałek, 24 lutego 2014

Szarlotka na cieście gryczano-migdałowym (bezglutenowym)

Rano moje psy obudził klakson przejeżdżającego samochodu. Potwory rozszczekały się strasznie żądając natychmiastowego wypuszczenia do ogrodu, a ja przez okno zobaczyłam zieloną furgonetkę pełną owoców i warzyw. Wyskoczyłam więc równie szybko jak reszta zwierzaków i kupiłam mnóstwo jabłek i gruszek po 2 złote za kilogram. Uroki podmiejskich wiosek :) 





Miało dziś być bez słodyczy, ale w tej sytuacji nie było wyjścia. Szarlotka z dodatkiem gruszek właśnie wyjeżdża z piekarnika.

BTW: Psy też dostały po niewielkim jabłku. Czy ktoś oprócz mnie lubi patrzeć jak psy trzymając owoce obułap ze smakiem je wcinają? :D

Ciasto:

Szklanka mąki migdałowej
Szklanka mąki gryczanej
Szklanka cukru trzcinowego
Pół szklanki oleju o neutralnym smaku
Szczypta soli

Suche składniki zmieszać, dolać olej i połączyć aż ciasto będzie miało konsystencję mokrego piasku. Wykleić foremkę zostawiając 1/4 na kruszonkę.

Owoce:

5 niewielkich gruszek
10 jabłek
100 g rodzynek
Szczypta mielonego imbiru
Łyżeczka cynamonu+1 laska wrzucona na czas gotowania jabłek
Szczypta kardamonu i zmielonych goździków
Odrobina zmielonej gałki muszkatołowej
Sok z 1 cytryny
Ekstrakt waniliowy



Jabłka obrać i pokroić w grubą kostkę. Gruszek nie obierać i pokroić drobniej. Do garnka wlać odrobinę wody, wsypać owoce, dodać sok z cytryny przepłukane rodzynki i przyprawy. Dusić aż owoce porządnie zmiękną, ale nie rozpadną się.

Masę jabłkową przełożyć na podpieczone 10 min ciasto i posypać kruszonką. Piec kolejną chwilę aż ciasto się zarumieni.

Ciasto (po ostygnięciu) przy krojeniu trzyma fason, ale dość łatwo je zdeformować. Kto by się tam jednak przejmował kształtem porcji! Świetnie smakuje i łatwo je przygotować*. To w końcu żaden świąteczny wypiek tylko zwykły poniedzielnik :)


_____________
* Jeśli komuś zależy na bardziej zwartej formie do jabłek należy dodać agar (rozrobiony w odrobinie wody) wtedy masa owocowa będzie galaretowata.

poniedziałek, 17 lutego 2014

Brownies z fasoli z odrobiną chili

To ciasto raczej nie przypadnie do gustu miłośnikom mlecznej czekolady. Jest bardzo intensywne, pozostawia na języku lekko piekący posmak, z zewnątrz delikatnie przypieczone, w środku niemal płynne. 

Z kawą, Słońcem za oknem i przeczuwaną w powietrzu wiosną było dziś śniadaniem idealnym :)


_____________
2 puszki czerwonej fasoli 
Łyżka ekstraktu waniliowego*
12 łyżek zmielonego siemienia
Szczypta soli himalajskiej
Szklanka ciemnego kakao (do odmierzania używałam naczynia o pojemności 250ml)
Szklanka cukru pudru trzcinowego
150 g porządnej gorzkiej czekolady z chili (lub gorzka czekolada i szczypta chili)
5 łyżek rozpuszczonego oleju kokosowego**
2 płaskie łyżeczki sody


Siemię lniane zalać letnią wodą i porządnie wymieszać, rozrzedzić, jeśli kisiel będzie za gęsty (masa powinna mieć konsystencję białka). Czekoladę rozpuścić w kąpieli wodnej. Do siemienia dodać fasolę, olej kokosowy i zblendować. Dolać wszystkie pozostałe składniki, na końcu wlać czekoladę i miksować aż masa będzie idealnie gładka.
Formę*** wyłożyć papierem do pieczenia i posmarować olejem. Ciasto piec 25-30 minut w temperaturze 180 stopni. 


___________
* Lub olejku waniliowego, ekstrakt z prawdziwej wanilii pachnie mocniej
**Można zastąpić innym tłuszczem o delikatnym smaku
***Użyłam formy o wymiarach: 20X35, jeśli zależy Wam na wyższym placku, proponuję wziąć nieco mniejsze naczynie. Ciasto urośnie, ale raczej nieznacznie.





wtorek, 8 października 2013

Babka z musem jabłkowo-gruszkowym

Rysunek ze strony Pusheen the cat

Tak, zdecydowanie, po bezproduktywnym lecie przychodzi najprzyjemniejsza pora roku. Obiecująca, motywująca do działania chłodnymi porankami, nagradzająca zmarznięte dłonie popołudniowym słońcem i kojącym dotykiem kasztanów.

Długie wieczory przy intymnym świetle, kolorowe liście w wazonie i jabłka lepsze niż o jakiejkolwiek innej porze roku. W głowie smętny listopad, na talerzu łapane w biegu "cokolwiek", niedoleczone przeziębienie i organizm pukający się w czoło.

Nawet koty wiedzą, że nic nie poprawi humoru tak, jak dobre ciacho.



Babka z musem jabłkowo-gruszkowym
/zmodyfikowany przepis z książki "Ciasta i desery"/

1.5 kubka musu jabłkowo-gruszkowego
(obrane jabłka i gruszki dusić na małym ogniu z odrobiną wody, cukru, cynamonu, zmielonych goździków i gałki muszkatołowej)
125 g oleju słonecznikowego
2 łyżeczki sody
przyprawa korzenna
3/4 kubka cukru
2 szklanki mąki pszennej
czubata łyżka kakao

Wszystkie składniki zmiksować, masę przełożyć do formy posmarowanej olejem i posypanej mąką kukurydzianą/kaszą manną. Piec w temperaturze 180 stopni około 45 minut (sprawdzać drewnianym patykiem, czy środek jest już suchy). Kroić po ostygnięciu.

Babka ma fajny piernikowy posmak, ale jest znacznie lżejsza, mniej zbita i delikatnie czuć w niej owoce. 

_____________
Mój cudowny blaszany piekarnik bez termostatu, z nieszczelnymi drzwiczkami, piekący w różnej temperaturze w każdym rogu pięknie przyjarał babkę, ale lekkie spieczenie wcale jej nie zaszkodziło. :)


czwartek, 5 września 2013

Migdałowo-orzechowe ciasto z owocami sezonowymi

Tym razem nie w pełni surowe, ale wciąż bez glutenu, cukru i pieczenia. Wystarczy blender, dobra muza i trochę cierpliwości, kiedy będzie zastygało w lodówce. 



Spód:

12 daktyli (jeśli suszonych, trzeba je chwilę namoczyć)
łyżka oleju kokosowego (ewentualnie łyżeczka oleju słonecznikowego)
garść orzechów włoskich
2 filiżanki mąki migdałowej
szczypta soli


Daktyle zblendować z olejem kokosowym (nie rozpuszczałam go) i orzechami włoskimi, dodać mąkę migdałową, sól i zagnieść ciasto ręką (jeśli ma się mocny blender, można wymieszać nim, mój powiedział, że nie chce w tym uczestniczyć). Masą wykleić nieprzywierającą formę (moją, ponieważ nie miałam nic innego okrągłego i płytkiego, była po prostu patelnia wyłożona folią)

Góra: 

kilka jabłek
1 gruszka
2 garście śliwek
słodzidło (stewia)
5 - 6 łyżeczek agaru
cynamon
zmielone goździki
sproszkowany imbir

Owoce pokroić i dusić na niewielkim ogniu aż zmiękną, dodać przyprawy (sporo!) i słodzidło (stewia wymiata) wsypać agar i jeszcze chwilę gotować. Lekko przestudzoną masę przełożyć na migdałowy spód, ciasto wstawić do lodówki co najmniej na kilka godzin. Jeśli ma być gotowe szybciej, można wrzucić je do zamrażalnika, ale trzeba wówczas pilnować żeby owocowa masa stężała a nie zamarzła.
Podawać, rzecz jasna, z kawą.



Czego słucha kura domowa podczas robienia deseru? 
Trenta Reznora słucha :)




...i myśli o kolejnym tatuażu.

wtorek, 13 sierpnia 2013

Jagodowy sernik z nerkowców





"Ciasto" ze zmielonych orzechów/migdałów i daktyli zaliczam do grona odkryć, które zrewolucjonizowały moją kuchnię. Nie dość, że smakuje fantastycznie i jest źródłem cennych składników (np. migdały: magnez, witamina E, mangan, orzechy włoskie: kwasy omega-3, witamina B6, mangan, miedź - ważna w procesie przyswajania żelaza), to jeszcze nie trzeba go piec. 


Do tego zestaw jagody+mięta (BFF!)

Spód:

1.5 filiżanki orzechów włoskich
1.5 filiżanki mąki migdałowej (zmielonych migdałów)
8-10 daktyli
szczypta soli
2 łyżeczki rozpuszczonego oleju kokosowego


Wszystkie składniki zblendować, na koniec do masy dorzucić kilka grubo posiekanych orzechów włoskich i wykleić nią formę.


Krem:

dwie garści nerkowców
łyżeczka pasty waniliowej
sok z cytryny
trzy garści jagód
garść liści mięty
2 daktyle
łyżka oleju kokosowego (opcja)
Dowolne słodzidło - u mnie stewia

Namoczone przez noc nerkowce zblendować na gładką masę, dodać jagody (trochę zostawiamy do zrobienia ciemniejszego kremu), wanilię, słodzidło, sok z cytryny (ewentualnie, jeśli krem jest mało wyrazisty), wrzucić miętę i blendować aż składniki się połączą.

Pozostałe jagody zblendować z daktylami.

Na orzechowy spód przekładamy masę z nerkowców, na samym wierzchu robimy plamy z ciemniejszej masy i całość ląduje w zamrażalniku aż stężeje (ale nie zamarznie na kamień). Następnie przekładamy ciasto do lodówki (już będzie trzymać formę), przed podaniem ozdabiamy liśćmi mięty.








wtorek, 23 lipca 2013

Surowy mus z sezonowych owoców



Lekki, orzeźwiająco miętowy i bezcukrowy deser na upalne dni. Niewymagający pieczenia ani nakładów wolnego czasu. Jednym słowem: doskonały. Mus z sezonowych owoców na migdałowym spodzie.







Wypestkowane daktyle (jeśli suszone, trzeba je namoczyć) zblendować z olejem (jeśli nie mamy kokosowego, proponuję dolać odrobinę innego oleju neutralnego w smaku. Chodzi o to, żeby masa się nie przyklejała do formy), dosypać wiórki kokosowe, sól i mąkę migdałową, blendować jeszcze chwilę (lub, jeśli urządzenie nie daje rady, jak w moim przypadku, ugnieść ciasto ręką). Wykleić formę (moja miała 18x18cm) i odstawić do lodówki.

Owoce blendujemy (użyłam mieszanki śliwek, porzeczek, truskawek i wiśni) z mlekiem kokosowym, wanilią i liśćmi mięty. Jeśli w musie przeważają kwaśne owoce, proponuję dodać odrobinę słodzidła (u mnie stewia).

Wlewamy masę do miarki i sprawdzamy, ile płynu nam wyszło. Przygotowujemy porcję agaru dając go nieco więcej niż na taką ilość płynu wskazuje instrukcja na opakowaniu, przy czym rozrabiamy proszek w niewielkiej ilości wody. Wlewamy do owoców i chwilę mieszamy.

Owocową masę wylewamy na migdałowy spód i całość wstawiamy do lodówki. Ja swoje ciasto trzymałam w niej całą noc i rano całość zastygła na tyle porządnie, że bez problemu dała się kroić w zgrabne kawałki. Jeśli zależy nam na czasie, pojemnik wstawiamy do zamrażalnika, wówczas mus stężeje znacznie szybciej. Gotowy deser dekorujemy świeżą miętą, parzymy kubek kawy i rozkoszujemy się myślą, że znów udało się oszukać sumienie i napchać się zdrowymi słodyczami :)

niedziela, 7 lipca 2013

Kawowe ciasto z mąki z ciecierzycy z kremem kasztanowym i szczyptą chili



Urodzinowe ciasto dla mojego ojca, z dużą ilością czekolady, kremem kasztanowym, kawą i szczyptą chili. Raczej dla miłośników wyszukanych słodyczy, niż osób lubiących obezwładniająco słodki smak. Muszę przyznać, że to niezwykle udany eksperyment, niniejszym mąka z ciecierzycy dołącza do mojego tegorocznego dream teamu: nerkowców, mrożonych bananów i stewii, to wprost niesamowite jak smaczne i udane są wszelkie wypieki na jej bazie.

Kawowe ciasto z mąki z ciecierzycy:

2 filiżanki* mąki z ciecierzycy
1.5 filiżanki wody
Pół filiżanki syropu z agawy (wegańskiego "miodu" z mlecza, innego słodu)
1 łyżeczka sody
1 łyżeczka proszku do pieczenia
2 czubate łyżki kakao
2 łyżeczki kawy rozpuszczalnej
2/3 filiżanki oleju
Tabliczka gorzkiej czekolady z dodatkiem chilli (lub bez, wówczas dodajemy chili oddzielnie)
Trzy garści czekoladowych dropsów do pieczenia
Krem kasztanowy*
Trochę mleka kokosowego Kier

Suche składniki dokładnie mieszamy, dolewamy oliwę, syrop z agawy i wodę z rozpuszczoną kawą. Tabliczkę czekolady rozpuszczamy w wodnej kąpieli, dolewamy do niej kilka łyżek masy (na wypadek gdyby ciasto miało ochotę się zwarzyć) i dodajemy do reszty składników. 

Na koniec wrzucamy czekoladowe dropsy zostawiając niewielką garść do posypania na wierzchu. Masę przelewamy do formy i pieczemy około 30-40 minut w temperaturze 180 stopni aż drewniany patyk wykaże, że jest suche. 

Ostudzone ciasto kroimy wzdłuż i przekładamy kremem kasztanowym. Na wierzchu ląduje łyżka mleka kokosowego Kier (z puszki przetrzymanej w lodówce co najmniej kilka godzin, za mleko innej firmy nie ręczę).


* W przepisie, który stanowił bazę dla mojej wersji ciasta miarką było amerykańskie "cup", czyli niecałe 240 ml
*Krem kasztanowy, którego użyłam:





czwartek, 27 czerwca 2013

Piegowate ciasto z ciecierzycy

Macie wolne pół godziny? Albo nawet nie, wystarczy dziesięć minut spędzonych w kuchni plus dwadzieścia cierpliwości, kiedy ciasto z ciecierzycy będzie się piekło. Bez mąki, za to z mnóstwem masła orzechowego i czekoladowych piegów (BTW: kto pamięta Pana Kleksa wcinającego piegi? Zawsze chciałam spróbować, jak smakują :)
Do dzieła!

Ultraszybkie ciasto z ciecierzycy:

Puszka cieciorki (odsączonej)
Pół filiżanki (moja ma pojemność 280 ml - zmierzone!) masła orzechowego 
1/4 filiżanki syropu daktylowego (kupiłam ostatnio na przecenie i jest świetny! W zamian można użyć jakiegokolwiek płynnego słodzidła)
Szczypta sody (niecałe pół łyżeczki)
Esencja waniliowa, pasta waniliowa, olejek, ziarenka wydłubane z laski wanilii - do wyboru
Pół filiżanki czekoladowych piegów do pieczenia (takich, które nie roztapiają się w wyższej temperaturze, ja swoje kupuję w necie, ale wegańskie bywają też w Biedzie albo Lidlu) 
Jeśli masło orzechowe nie zawiera soli, proponuję dodać szczyptę, lekko słony smak świetnie współgra z czekoladą.

Wszystkie składniki blendujemy na gładką masę, dodajemy czekoladowe piegi, mieszamy i  przekładamy do niedużej foremki posmarowanej tłuszczem (polecam naczynia ceramiczne, nie przypalają się jak blaszaki), posypujemy dodatkową garścią piegów i pieczemy około 20 minut w temperaturze 200 stopni. Po wyjęciu z piekarnika czekamy choć chwilę żeby nie poparzyć się na maksa i zjadamy :)










poniedziałek, 27 maja 2013

Surowe ciastka rabarbarowe

Kolejny eksperyment w poszukiwaniu zdrowszych wersji słodyczy tym razem, dla koneserów rabarbaru. Orzeźwiające i lekkie ciasto, na przekór ciężkiej i nieco przytłaczającej pogodzie :)







Kruszonka:

2 filiżanki mąki migdałowej
Pół filiżanki wiórków kokosowych
łyżeczka pasty waniliowej (albo olejek waniliowy)
szczypta soli
2 łyżki oleju (użyłam z orzechów laskowych)
4 łyżki słodu (u mnie był syrop z agawy, ale może być daktylowy, klonowy itp.)

Wszystkie składniki zblendować, masą wykleić foremki (z podanych składników powstała porcja na 6 osób) zostawiając część kruszonki do posypania wierzchu.

Krem:

3 kawałki rabarbaru
Kilka daktyli (jeśli używamy suszonych, trzeba je wcześniej namoczyć)
2 łyżki mielonego siemienia lnianego
Sok z połówki cytryny

Rabarbar drobno pokroić (chyba, że ma się blender o szatańskiej mocy, mój do takich nie należy), zblendować na jednolitą masę wszystkie produkty. Gotowy krem przyłożyć do foremek i posypać resztą kruszonki. Ciastka lądują w lodówce na minimum kilka godzin (niecierpliwym radzę skorzystać z zamrażalnika).

Bardzo orzeźwiające połączenie smaków - słodkie, ale nie obezwładniające ilością cukru. Dla lubiących zdecydowaną słodycz proponuję wersję z minimalną ilością cytryny (P. trochę marudził, że dla niego za kwaśne).

niedziela, 7 kwietnia 2013

"Ciasto, o którym nie można zapomnieć", czyli bananowe tartaletki na surowo i kilka słów o porcjowaniu

Takim właśnie zdaniem skwitował moje kolejne eksperymenty z nerkowcami P., który pół godziny po zjedzeniu porcji ciasta westchnął, iż wciąż o nim myśli.
Czy potrzebna jest lepsza rekomendacja? :)




Spód:

100g zmielonych migdałów (mąki migdałowej)
8 daktyli (jeśli używamy suszonych, trzeba je namoczyć)
szczypta soli
ewentualnie 1-2 łyżki oleju kokosowego (roztopionego)

Wszystkie składniki trzeba zblendować i powstałą masą wykleić foremki (z których łatwo będzie wyjąć ciastka, jeśli używamy np. filiżanek, ceramicznych miseczek albo metalowych form, proponuję wyłożyć je folią, a przynajmniej posmarować odrobiną oleju). Wyklejone foremki lądują w lodówce.


Krem bananowy:

garść nerkowców (namoczonych przez noc)
łyżeczka pasty waniliowej (lub wyskrobane z laski wanilii ziarenka, ewentualnie olejek waniliowy)
woda
jeden zmiksowany, dojrzały banan i jeden pokrojony w plasterki
2 łyżki soku z cytryny
1/4 filiżanki roztopionego oleju kokosowego (używam tego: http://www.evergreen.pl/tluszcz-kokosowego-palmowego-p-1240.html)
słodzidło wg uznania (u mnie stewia)

Orzechy, pastę waniliową, sok z cytryny, olej i słodzidło rozdrabniamy blenderem na gładką masę (wody należy dodać tylko tyle, by uzyskać kremową konsystencję), dodajemy banana i jeszcze przez chwilę miksujemy. Na migdałowy spód kładziemy trochę kremu, następnie plasterki banana i znów porcję kremu. Na wierzch zostało mi tylko po jednym plasterku na ciastko, ale gdybym miała więcej owoców, ułożyłabym ostatnią warstwę całą z bananów. Tartaletki wstawiamy do lodówki i bierzemy się za polewę

Polewa z masła migdałowego/orzechowego:

U mnie w wersji z migdałów, ale z orzechów ziemnych też będzie pyszna (w tym drugim przypadku proponuję zrezygnować z dodawania soli, bo najczęściej gotowe masło jest dość mocno solone)

Masło migdałowe zrobiłam miksując filiżankę zmielonych migdałów tak długo, aż mąka zrobiła się kleista (podobnie robi się masło orzechowe, jeśli chcemy je w wersji D.I.Y.). Do masła dodałam wodę (dolewamy stopniowo, żeby ze zbitej masy zrobił się gęsty krem), szczyptę soli, klika daktyli i kilka łyżek syropu klonowego. Tartaletki dostają po łyżeczce polewy na wierzch i gotowe.

Foremki lądują w zamrażalniku na mniej więcej dwie godziny - ciastka są wówczas na tyle zmrożone, że łatwo się je wyjmuje, ale krem nadal jest dość miękki. Jeśli tartaletki nie będą zjadane od razu proponuję trzymać je w zamrażalniku a na jakiś czas przed zjedzeniem przestawić do lodówki.




Muszę przyznać, że wymyślanie słodkości w wersji surowej zmienia trochę moje myślenie o słodyczach. Z podanych proporcji nie wychodzą jakieś kosmiczne ilości ciasta, a i same składniki ma się w domu rzadziej niż paczkę mąki, cukier i mleko roślinne, z których zawsze można w pół godziny zrobić muffiny albo zebrę. Zwykle biorę się za "wypieki" w weekendy, kiedy mam trochę więcej czasu i zauważyłam, że jakoś z większym namaszczeniem zaczęliśmy z P. traktować te desery - zamiast wciągać bez zastanowienia całego Nussbeisera (co dla nas nie stanowi najmniejszego problemu), a potem wieczorem dopchać się marcepanowym batonem (bo jak się skończy, kupi się następny), traktujemy filiżankę kawy i porcję nerkowcowego ciasta jako przyjemność, na którą się w jakiś sposób czeka i którą się celebruje. 

Od dawna jestem przekonana, że z myśleniem ludzi o jedzeniu coś jest nie tak, np. mój kolega jak nie dostanie za 10 złotych tak wielkiego talerza żarcia, że prawie umiera kończąc swoją porcję, uważa, że knajpa jest beznadziejna, drogo, że już nie przyjdzie (tak zrecenzował np. moje ulubione VM (!) na Chmielnej). A co z jakością?

Nie jestem fanką snobistycznych miejsc, gdzie za dwa szparagi polane łyżką sosu każą sobie płacić 50 złotych, ale z drugiej strony uważam, że ludzie zbytnio przyzwyczaili się do WSZECHOBECNOŚCI  jedzenia. No bo można je kupić i zjeść wszędzie, co np. dla mojej babci nie było taką oczywistością - nigdy nie mogła zrozumieć jedzenia na ulicy, w trakcie chodzenia. Dla niej było to nie do pomyślenia, bo posiłek to określona czynność w trakcie dnia, a nie przypadkowe i dodatkowe zajęcie, które wykonuje się przy okazji.

Czytałam niedawno artykuł, w którym było napisane, że podczas jedzenia nie powinno się zajmować mózgu innymi sprawami, bo wówczas on "nie zdaje sobie sprawy" z tego, że je (ta sprawa była opisana w kontekście problemu otyłości). A teraz pomyślcie o obowiązkowym nieomal popcornie w kinie, dzieciakach, które wracając ze szkoły wcinają przed obiadem paczkę chipsów (czy tylko ja niemal codziennie widuję takich spryciarzy?), posiłkach jedzonych przed telewizorem (miska orzechów znika niezauważona). 

Od kilku dziesięcioleci sukcesywnie rosną też same porcje jedzenia. Poniższa fota dotyczy zapewne warunków amerykańskich (gdzie sytuacja jest skrajnie absurdalna - bo określenie "mały napój" dotyczy butli ponad pół litrowej), ale jeśli spojrzy się u nas na opakowania w sklepach i wszelkie promocje typu: zjedz dwa zapłać za jeden (btw:choć i tak płaci się za dwa) nie ma się wątpliwości, że tendencja jest podobna.

Fota z netu



Wracając do witariańskiego ciasta, za pierwszym razem jak je robiłam wydawało mi się, że strasznie go mało. Później, jak okazało się, że spokojnie osiem osób zjadło po kawałku i dało radę, pomyślałam, że w zasadzie po co zjadać przeolbrzymi kawałek jak to zwykle (za wegetariańskich jeszcze czasów) bywało u ciotek, które ładowały dzieciakom porcje większe, niż talerzyk do ciasta. Teraz wydaje mi się, że wystarczy jak się zaspokoi potrzebę zjedzenia czegoś słodkiego, ale deserem się nie napcha tak, że wychodzi nosem. Jasne, czasami z różnych powodów ma się ochotę zaszaleć, ale na dłuższą metę nie jest to dobry sposób traktowania swojego ciała.















sobota, 23 marca 2013

Delikatnie truskawkowy, lodowy sernik z tofu



Bo kiedy jeść lody, jak nie zimą? Na przekór minus dziesięciu stopniom na termometrze, trzem warstwom swetrów, dwóm parom rękawiczek i prognozom, że trampki poleżą w pudełku jeszcze trzy tygodnie... Do tego z wybitnie sezonowymi owocami - truskawkami - których smak stanowi jednocześnie obietnicę i wspomnienie, kryjącej się przecież gdzieś za rogiem (a kalendarzowo już w pełni obecnej) - wiosny.

A przy tym zero groźby załatwienia sobie gardła - wręcz przeciwnie, bo zimny klimat to słabe warunki do rozwoju różnych ustrojstw :)

Lodowy tort truskawkowy:

Spód:
2 filiżanki zmielonych migdałów
kilka daktyli (jeśli suszonych, trzeba je wcześniej namoczyć)
1-2 łyżki rozpuszczonego oleju kokosowego (opcjonalnie - dałam go na końcu i da się zrobić ten deser bez tego składnika)
szczypta soli

Wszystkie składniki wrzucamy do miski i blendujemy aż się połączą. Kiedy masa będzie zwarta, wyklejamy nią foremkę (u mnie o średnicy 18cm, ale deser wyszedł bardzo wysoki więc spokojnie może być trochę większa). Jeśli do powierzchni używanego naczynia łatwo wszystko się przykleja (albo forma się nie otwiera), warto wyłożyć je kawałkiem folii. Tak przygotowane ciasto wkładamy do lodówki.

Krem:

3 kostki tofu naturalnego (u mnie Solida, czyli około 800-900g)
1 łyżeczka pasty waniliowej (lub ekstrakt waniliowy/olejek/ziarenka wyskrobane z laski wanilii)
Stewia (lub inne słodzidło według upodobań)
Agar (20 g)
Mleko sojowe (około 1,5 szklanki)
Kilkanaście mrożonych truskawek
Sok z cytryny
Sok z pomarańczy
Płatki lub wiórki kokosowe do posypania

Blendujemy na gładką masę: tofu, słodzidło, sok z cytryny (proponuję dolewać go stopniowo sprawdzając, czy smak jest wystarczająco kwaśny), sok z jednej pomarańczy i niecałą szklankę mleka sojowego. Dorzucamy zamrożone truskawki i blendujemy jeszcze raz. Gotowa masa powinna być gęsta, ale puszysta (jeśli jest zbyt zbita, można dodać jeszcze trochę mleka). Do 1/3 kubka mleka dodajemy agar, podgrzewamy żeby proszek się rozpuścił i wlewamy do reszty składników. Masę ponownie mieszamy blenderem, przekładamy na migdałowy spód i posypujemy wiórkami kokosowymi (u mnie w formie chipsów).



Uwagi:

Masę z tofu można spokojnie zrobić z połowy składników i deser nadal będzie porządnej wysokości (mniej więcej klasycznej tarty). Na początku kuchennych działań wrzuciłam do miski od razu trzy kostki tofu i później resztę dodatków trzeba było dopasowywać do ilości sera, przez co wyszło mi naprawdę dużo kremu (po dodaniu reszty składników i dokładnym zblendowaniu zrobił się puszysty).

Stewię można zastąpić syropem klonowym, z agawy, słodem pszenicznym, a w ostateczności i cukrem, choć nie polecam ;)

Jeśli doda się trochę więcej agaru niż w podanym przepisie, ciasto wystarczy schłodzić przez kilka godzin w lodówce żeby porządnie stężało. A jeżeli chcecie tort lodowy, wsadźcie je do zamrażalnika na godzinę, dwie tak, żeby mocniej zmroziło się tylko z zewnątrz, a środek pozostał lekko miękki i kremowy. Torcik można też zamrozić na kość (jeśli potrzebujemy go dopiero następnego dnia), a na kilka godzin przed podaniem przełożyć do lodówki, żeby trochę odtajał.

A to jeden z moich ostatnich zakupów kulinarnych - fantastyczna pasta waniliowa, która zapewnia nie tylko aromat, ale i piękne piegi. Jest bardzo gęsta (przypomina w konsystencji miód), a jedna łyżeczka odpowiada lasce wanilii. Oczywiście do powyższego przepisu można użyć zastępstwa w postaci olejku, aromatu itp.



Na zdjęciu widać, że mocno zamrożona jest tylko zewnętrzna warstwa, a środek pozostał kremowy przez co tort ma wyraźny smak, ale i lekko lodową konsystencję.


poniedziałek, 18 marca 2013

Dwuwarstwowy, czekoladowo-kokosowy torcik z nerkowców (raw)








Przepyszny, surowy i zdrowy - zniknął w mgnieniu oka. Zwłaszcza, że jedzenie takich słodyczy nie wiąże się z jakimikolwiek wyrzutami sumienia. Zero cukru, mąki, sztuczności. Przyznam, że pierwszy raz robiłam krem z nerkowców i faktycznie, podczas blendowania zachowują się one zupełnie inaczej, niż wszystkie inne znane mi orzechy. Można je zmielić na niezwykle gładki i dość neutralny w smaku krem, który chętnie przejmuje smak dodanych do niego składników.


Spód:
2 filiżanki zmielonych migdałów (moje kupiłam już zmielone razem ze skórką)
8 świeżych daktyli (jeśli używamy suchych, trzeba je namoczyć)
szczypta soli
1-2 łyżki oleju kokosowego (rozpuszczonego)

Wszystkie składniki blendujemy i gotową masą wylepiamy niedużą foremkę (jeśli mam mówić o wadach tego ciasta, to zdecydowania było ono zbyt małe). Ja użyłam plastikowego pojemnika do przechowywania jedzenia, jeśli użyjecie metalowej foremki warto wyłożyć ją folią, żeby sernik nie przywarł.


Kremy:
200 g nerkowców (namoczonych przez noc, przepłukanych)
sok z jednej cytryny (proponuję dodawać stopniowo, ja lubię wyraźnie kwaśny smak)
ekstrakt waniliowy (opcjonalnie)
stewia (dosładzamy do smaku, wersją w proszku, zmielonymi liśćmi lub płynem)
2-3 łyżki oleju kokosowego (roztopionego)
kilka łyżek wody

Krem dzielimy na dwie części: do wersji kokosowej dodajemy kilka łyżek wiórków kokosowych i jeszcze jedną łyżkę oleju, ewentualnie odrobinę wody, żeby łatwiej było miksować, do czekoladowej dosypujemy kakao (w zależności od tego, jak intensywny smak chcemy otrzymać, ja dałam około 1/4 szklanki) i jeśli krem jest zbyt zbity, również odrobinę wody.


Posypka:
8 łyżek wiórków kokosowych
2 łyżki syropu klonowego
szczypta soli
2 łyżki oleju kokosowego (roztopionego)

Wszystkie składniki zblendować, masę uformować w kulkę i włożyć do zamrażalnika.

___________________
Na migdałową masę wykładamy kokosową, następnie czekoladową i sernik ląduje w zamrażalniku. Kiedy stężeje na tarce o grubych oczkach ścieramy posypkę i dekorujemy nią wierzch ciasta. Sernik przenosimy do lodówki, wyjmujemy bezpośrednio przed podaniem (kiedy jest zimy, bardzo dobrze się kroi i nie rozpada).

Uwagi:
Moja baby sis i P. stwierdzili, że biała warstwa jest mniej smaczna od czekoladowej, bo ma dość kwaśny smak, ale oboje nie lubią sernika, więc jeśli nigdy nie lubiliście tradycyjnego ciasta z sera, warto spróbować wersji z czekoladowym jedynie kremem. Poza tym nerkowce chętnie przyjmują smaki dodatków, więc można do białej warstwy wrzucić jakieś owoce żeby pozbyć się serowej nuty. Na pewno wielokrotnie wrócę do tego ciasta, choć pewnie nie należy do najtańszych, spód z migdałów zamierzam też wypróbować do innych kombinacji, bo smakuje fantastycznie i wykonanie go zajmuje dwie minuty :)



czwartek, 14 lutego 2013

Tort schwarzwaldzki i niekoniecznie walentynkowa herbata w wersji DIY




Absolutny hit ostatnich tygodni, czyli wegański tort schwarzwaldzki. Pałaszowany w moje niedawne urodziny, na akcji Ciasto w miasto, wreszcie spotkaniu teamu biegowego mojego P. Każdorazowo zachwycający wszystkich i u wszystkożerców rewidujący poglądy na temat wegańskich wypieków (przyjaciel P., odkąd spróbował, ciągle wspomina o nim przez telefon).

A teraz żeby nie było, że popadam w megalomanię, muszę zaznaczyć, że pierwszą wersję tego ciasta przygotował mój ojciec robiąc mi urodzinową niespodziankę. Sam wykombinował jak zrobić wegański tort, a że niestety wege nie jest, piorunujący efekt uważam za sukces podwójny ;) 

Zmodyfikowałam nieco jego wersję, żeby ciasto było mniej zbite i delikatne, no i opracowałam quasi-cukiernicze ozdoby. Ale do rzeczy:

Na tort schwarzwaldzki potrzebujemy:

Na krem:
◆Puszkę mleka kokosowego (porządnie schłodzonego w lodówce, najlepiej choć kilka dni)
◆Słodzidła (cukier puder trzcinowy, syrop z agawy, stewia w proszku)
◆Odrobiny glukozy i skrobi ziemniaczanej albo torebkę fixu do bitej śmietany (który w zasadzie nie zawiera nic innego niż podane składniki)

Na ciasto:
◆2 szklanek mąki
◆3/4 szklanki ciemnego kakao
◆2 i 1/2 łyżeczki sody
◆szczypty soli

◆szklanki mleka
◆szklanki oleju
◆1 i 1/2 szklanki cukru dark muscovado

Do przekładania i dekoracji:
◆ dwóch tabliczek gorzkiej czekolady
◆Słoika wiśniowej konfitury (niskosłodzonej, lub gotujemy kompot z paczki mrożonych wiśni, chodzi o to, by owoce nie były zbyt słodkie)
◆3/4 kubka mocnej kawy (najlepiej zaparzonej mielonej)


Ciasto:
Pierwsze cztery produkty mieszamy w jednej misce, pozostałe trzy w drugiej. Łączymy i mieszamy łyżką żeby składniki się połączyły. Nie wkładamy w to zbyt wiele energii, ja zostawiłam trochę grudek dzięki czemu w cieście były chrupiące kawałki lekko skarmelizowanego cukru (dark muscovado jest bardzo lepki). Przekładamy do foremki, która umożliwi nam przekrojenie ciasta na trzy części w poziomie. Pieczemy do momentu, aż drewniany patyczek włożony w ciasto będzie suchy.

Krem:
Zbieramy gęstą część mleka kokosowego, miksujemy na wysokich obrotach dosładzając do smaku (nie za dużo, ciasto jest dość słodkie), dodajemy usztywniacz (czyli skrobię lub fix) i jeszcze chwilę miksujemy. Jeśli ciasto będzie zjedzone w niedługim czasie po przygotowaniu myślę, że spokojnie można ominąć ten dodatek do śmietany. Jednak jeśli ma stać, lub będzie podróżować, warto go dodać żeby uniknąć rozpływania się kremu.

Wierzch:
W kąpieli wodnej rozpuszczamy czekoladę, na rozłożonym papierze do pieczenia (albo innej nieprzywierającej powierzchni) rozmazujemy ją w prostokątne płaty i pozostawiamy do zastygnięcia. Kiedy czekolada stwardnieje, ale będzie wciąż plastyczna, delikatnie odrywamy kawałki czekolady i zwijamy je w przeróżne kształty. Ozdoby wkładamy do lodówki, żeby całkowicie stężały.


Ostudzone ciasto kroimy wzdłuż na trzy części, kompletnie nie potrafię kroić tortu nitką, więc żeby płaty były równe, posłużyłam się odwróconym talerzem: ciasto wylądowało na stole, a ja opierając nóż o talerz przesuwałam nim po blacie. Odkrojony kawałek odłożyłam na bok i powtórzyłam operację z pozostałą częścią ciasta.

Nasączamy spód tortu kawą, smarujemy konfiturami, kładziemy trochę bitej śmietany i przykrywamy środkowym płatem ciasta. Na to znów kawa, konfitury, krem i kładziemy wierzch. Pozostałą część czekolady rozsmarowujemy na torcie i wkładamy go na chwilę do lodówki, żeby czekolada nieco stężała. Kiedy będzie jeszcze miękka, układamy na niej ozdoby i ponownie zamykamy w lodówce.
Połączenie bardzo ciemnego, czekoladowego ciasta z goryczą kawy, kwaskowatym posmakiem wiśni i delikatnym kremem o kokosowej nucie jest nieziemskie!


_____________________
Walentynki, jak i każde święta, gdzie na trzy cztery trzeba coś robić bo kalendarz tak każe, zawsze wzbudzały we mnie niechęć. Jednak są i dobre strony takich dni. Na przykład mimo tego, że oficjalnie dawno przestałam być dzieckiem, zawsze z moimi rodzicami robimy sobie drobne prezenty 6 grudnia, w Dzień Dziecka też mogę liczyć na dobrą kawę albo fajne skarpety :) 
Podobnie jest w Walentynki, dlatego przygotowałam herbatę ze szczyptą miłości :) Niekoniecznie przeznaczoną tylko na 14-go lutego, niekoniecznie dla tych, którzy są "sparowani". No bo czy nie można ofiarować takiego pudełka przyjacielowi, siostrze czy rodzicom właśnie?

Pomysł na herbatę z notatkami na zawieszkach chodził za mną od dawna, ale oczywiście net mnie wyprzedził i wpisując w wujka gugla hasło "DIY tea" wyskoczyło mi mnóstwo inspiracji. Dlatego mogę sobie przypisać tylko wykonanie poniższego pudełka :)

Idea jest prosta - zamiast oryginalnych zawieszek przypięłam do torebek karteczki z różnymi napisami, obrazkami, hasłami. Tak, żeby każda była niespodzianką :