Tegoroczna zima przecieka mi przez palce. Zwykle przydługa i leniwa tym razem niezauważenie przemyka obok mnie. Nie wiem, kiedy zniknął styczeń, zaraz będzie połowa lutego a za oknem pogoda tak piękna, że marzą mi się pozamiejskie spacery po nienaruszonym śniegu, mokre od tarzania się po ziemi ubrania i przyjemnie odczuwane zimno. Może zdążę przed wiosną...
Rozgrzewam się magiczną herbatą, próbuję okiełznać zbyt szybko uciekający czas i wpadać do kuchni po coś więcej niż jabłko czy kawałek tofu.
________
Spód:
Ciasto zrobiłam wykorzystując przepis na chlebek witariański (poniższe proporcje należy zmniejszyć o 3/4):
5 marchewek
3 szklanki zmielonego siemienia lnianego
1 szklanka zmielonego lnu
Kubek rodzynek
1 duży por (biała część)
Pół cebuli
4 ząbki czosnku
Pół kubka soku z cytryny
Przyprawy (wg uznania): kmin rzymski, kolendra, zmielone goździki, kolendra, sól
Marchewkę, pora, cebulę, czosnek zblendować dolewając niewielką ilość wody (mój blender podołał jak drobno pokroiłam warzywa). Rodzynki moczymy przez około pół godziny i razem z wodą dodajemy do masy. Wlewamy też cytrynę i dosypujemy przyprawy. Następnie stopniowo dodajemy len i siemię wyrabiając ciasto ręką. Jeśli jest za rzadkie (nie powinno się specjalnie kleić do rąk) można dodać siemię/len, jeśli za gęste, odrobinę wody.
Nadzienie:
1 szklanka zielonej soczewicy
1 cebula
Czarny pieprz, sól, oliwa
Kilka orzechów włoskich
Soczewicę przepłukać i ugotować w niewielkiej ilości wody (proponuję dolewać ją w trakcie gotowania, jeśli na początku wleje się za dużo wody zamiast gęstej papy wyjdzie zupa), posiekaną cebulę podsmażyć na patelni i dodać ugotowaną soczewicę, smażyć jeszcze chwilę i doprawić.
Foremki do muffinek posmarować oliwą i wykleić masą (dłonie moczymy w wodzie, ciacho nie będzie się wówczas kleić do rąk). Nałożyć nadzienie z soczewicy, wetknąć po orzechu włoskim i posmarować oliwą. Piec aż brzegi ciasta się zarumienią a soczewica lekko przypiecze. Podawać ciepłe
_____________
P.S. Muffiny bardzo dobrze komponują się z sosem pomidorowym.


