Pokazywanie postów oznaczonych etykietą prezenty. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą prezenty. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 17 sierpnia 2014

Zapiekanka z bakłażana i dary od baby sis

Trzyskładnikowa, prosta, z sezonowych warzyw, bez stania przy garach. Czyli letni must have.





1 spory bakłażan
Trzy duże ziemniaki
Ser Vilolife do pizzy
Suszone pomidory z płatkami czosnku, bazylią i chilli
olej
sól

Bakłażana pokroić w plastry, posypać solą i odłożyć na 15 minut, opłukać i osuszyć, umyte ziemniaki pokroić w dość cienkie plastry (cieńsze niż obreżynę). Do foremki wlać trochę oleju i układać na przemian warzywa każdorazowo smarując je odrobiną oleju. Posypać przyprawami i wstawić do piekarnika. W połowie pieczenia posypać startym serem i piec aż ziemniaki zmiękną a ser się rozpuści. 


*** 
I jeszcze dary od mojej baby sis!





Mąkę zwykle robię sama w młynku do kawy, ale jeśli potrzebuję jej szybko torebki z gotowcem bardzo się przydają


Ziarno kakaowca w gorzkiej czekoladzie

Pyszne chipsy z amarantusa z beznadziejną naklejką

Syrop daktylowy <3!!!!

czwartek, 26 grudnia 2013

Prezenty do jedzenia

Prezenty hand made to mój ulubiony typ. I takie, które w opakowaniu mają jakiś bajer (w tym roku najbardziej zauroczyła mnie mała czerwona kokardka i pomysły mojej baby sis, bezapelacyjnie wygrywającej w tej konkurencji).

I lubię dostawać rzeczy do jedzenia. Może dlatego, że kojarzą mi się z dzieciństwem i zagranicznymi paczkami przysyłanymi w czasach, kiedy raz na jakiś czas, ściskając w kieszeni monetę, leciałam z wypiekami na twarzy po gumę Donald do pobliskiego warzywniaka. Każda czekolada otrzymana w czasie świąt była przez mnie celebrowana po kawałku przez co najmniej tydzień, a metalową puszkę w kształcie czerwonej budki telefonicznej (po cukierkach) mam do chwili obecnej.

Podobnie myślę dziś o wegańskich słodyczach, wciąż słabo dostępnych lub (jeśli nie są to przypadkowo wegańskie produkty z marketów) kosztujących majątek. Z każdego batonika cieszę się jak świr nawet, jeśli zwykle staram się unikać niezbyt zdrowych słodyczy i sama nie kupiłabym np. żelkowych świderków z M&S.










Dostałam też chleb esseński, ale jest tak paskudny, że zupełnie nie wiem, czym go reanimować! :D

I marzenie każdego wegańskiego kucharza - mega mocny blender. Prawie urywa rękę (i jeszcze do tego pięknie świeci na niebiesko!) więc jest szansa, że przetrwa najtrudniejsze starcia z orzechami i mrożonymi owocami :)

wtorek, 9 lipca 2013

Trufle z sokiem jagodowym

Słodki i zdrowy prezent, alternatywa dla sklepowych bombonierek i słodyczy pełnych sztuczności. 








Z proporcji: kubek (250ml) mąki migdałowej i kubek wiórków kokosowych powstało 20 kulek, sok z jagód dolewałam jako ostatni składnik żeby masa nie zrobiła się zbyt rzadka. Gdyby trufle za bardzo kleiły się do rąk, opcjonalnie można dodać łyżkę oleju kokosowego. Sok jagodowy nadaje lekko kwaśnego i owocowego smaku, przyjemnie przełamując słodycz daktyli. Następnym razem użyję soku ze świeżych jagód - liczę na przepiękny kolor!

__________________
Sok z jagód:


_________________________________

I migawki z leniwego letniego popołudnia. Grill bez mięsa? Proszę bardzo! 
(No chyba, że w psiej wersji - ta bowiem pilnie czuwała przy stole modląc się żeby tylko państwu coś spadło!)












wtorek, 29 stycznia 2013

Zimowy substytut słońca, czyli deser z pomarańczy

Jest cieplej! Co prawda słońce za oknem wygląda jakby dawno nie jadło witamin - blade, płowe i zupełnie nie grzeje, ale od czego jest net? Wpisałam w wujka gugla hasło "słońce", wybrałam opcję: grafika i... sprawdźcie sami - fototerapia jak się patrzy! :)

Od razu obrazki skojarzyły mi się z pomarańczą, a że porządkując segregator z przepisami trafiłam ostatnio na nieprzejrzany dotąd numer dodatku kulinarnego do GW, w nim zaś na bardzo prosty przepis na kandyzowane owoce w czekoladzie, postanowiłam osłodzić sobie trochę ponury dzień. Tu została użyta pomarańcza, ale równie dobrze sprawdzą się inne, nierozpadające się podczas gotowania, owoce. Ze względu na cukrowy syrop pewnością nie jest to mega zdrowy deser, ale raz na jakiś czas kandyzowany owoc do kawy czy herbaty jakoś tam mogę sobie zracjonalizować ;)

Potrzebne będą:
Pomarańcze
Gorzka czekolada
woda i cukier trzcinowy w proporcji:
200ml wody na 200g cukru

Wodę zagotować z cukrem, do syropu włożyć pokrojoną w dość grube plasterki pomarańczę, gotować około pół godziny. Plastry ułożyć na nieprzywierającej powierzchni i wystudzić. W tym czasie rozpuścić czekoladę w kąpieli wodnej, zanurzyć owoce w czekoladzie i odłożyć na pergamin. Nie jeść do czasu aż czekolada zastygnie ;)





A tak wyglądają plastry pomarańczy w czekoladzie w wersji upominkowej (nie ma lepszej metody przekonywania do weganizmu, niż częstowanie kumpli wege frykasami!). Fajnie dostać taką porcję do zimowej herbaty :)





czwartek, 10 listopada 2011

Trzy razy "R"...

... czyli:
Reduce (get rid of some of your stuff)
Refuse (to get more new stuff)
Rejigger (your priorities)

"100 thing challenge" to zapoczątkowany przez Dave'a Bruna ruch stanowiący protest wobec konsumpcjonizmu w jego najbardziej wybujałym - amerykańskim (czy też szerzej: zachodnim) wydaniu. Zasada jest prosta - redukujesz swój stan posiadania do stu przedmiotów, których najbardziej potrzebujesz. Oczywiście mało kto jest w stanie od razu dojść do setki, sporo ludzi, którzy zdecydowali się na system "trzy R" stopniowo pozbywa się gratów. Ze spuszczoną głową dodam, że nie jestem gotowa na takie postanowienie, a przynajmniej na tak radykalne pozbycie się swoich rzeczy. Ale zrobiłam pierwszy krok - listę, na której znajdują się najbardziej niezbędne w moim mniemaniu przedmioty, rozejrzałam się po swoim mieszkaniu i stwierdziłam, że wprowadzam na początek zasadę: 
Jedną rzecz kupuję - jedną rzecz oddaję
Jeśli sprawiam sobie nową bluzkę (co dla mnie oznacza  zwykle - z lumpeksu, ale jakby nie było stan posiadania się powiększa), oddaję jedną z szafy. Jeśli kupuję płytę, daję komuś znajomemu taką, której raczej nie będę słuchać (zawsze mogę po prostu pożyczyć, albo od biedy posłuchać na Youtube). Czuję, że naprawdę nie potrzebuję więcej, niż mam, a mnóstwo rzeczy można przerabiać, wykorzystywać w inny sposób, dać zapomnianym gratom nowe życie. Oczywiście, lubię gadżety - a dokładnie przybory kuchenne we wszelkich odmianach, ale przecież nie muszę mieć ich tonę. Mam zajoba na punkcie foremek do wykrawania ciastek i mogłabym mieć ich tysiące, ale ostatnio zamiast kupować coś, co mi się podobało, po prostu pożyczyłam fajne muminki od przyjacióły i tyle. Przy okazji miałyśmy niezły fun przy ich wspólnym wykorzystywaniu więc korzyści podwójne :)
Zbliża się oczywiście faza szczytowa kupowania bez ograniczeń, tzn. wszystko dookoła krzyczy: "idą święta, KUP!" (swoją drogą to było dość kuriozalne, gdy jeszcze kilka dni temu ozdoby bożonarodzeniowe przeplatały się z dyniowymi potworami na wystawach i zniczami w ofertach sklepów), ale zamierzam w ramach swojego postanowienia powiedzieć wszystkim, że jeśli chcą mnie obdarować, to proszę bardzo, ale czymś do jedzenia, a i sama spróbuję jak najwięcej prezentów uzyskać w opcji D.I.Y. O!