środa, 20 czerwca 2012

Zawieszka i bananowe życie

Zawiesiłam się na chwilę - dłuższą, jak widać. Powodów wiele, od banalnych jak brak czasu, przez trochę poważniejsze. U znajomych z wegańskich blogów również sesje, natłok spraw przed "końcem roku", wakacjami i latem, które (mam nadzieję) wreszcie zawita do nas na stałe.

Co do bananowego życia, brak przepisów jest częściowo spowodowany tym, że po surowym eksperymencie w dużym stopniu jadę na surowiźnie, a jeżeli jem coś przetworzonego, to są to w 80% warzywa i owoce (np. gotowane ziemniaki, zupa z botwiny itp.). Dobrze mi z taką dietą i nie chcę jej na razie zmieniać tym bardziej, że dookoła pełno sezonowych roślin. Myślę, że z zapiekankami, kombinacjami poczekam na bardziej jesienną aurę ;)
No bo jak tu gotować, kiedy można zjeść to:



No i na pobliskim bazarze kupujemy owoce i warzywa w świetnych cenach - banany po 2-3 złote za kilogram więc obżeramy się nieprzyzwoicie, dymka, pietruszka po złotówce, bakłażany, cukinie i inne cuda za równie rozsądne pieniądze.

Największy plusem przestawienia się głównie na owoce i warzywa jest dla mnie w miarę bezbolesne pozbycie się z diety, zbyt dużej - jak dotąd, moim zdaniem - ilości cukru. Jak już wielokrotnie wspominałam, jestem strasznie czekoladożerna, ciasta i inne bułczaste też należą do moich ulubionych. W pewnym momencie zauważyłam, że jem słodycze codziennie. Są one co prawda na stówę zdrowsze niż te wszystkie batony, mleczne czekolady i inne rzeczy, których nie dotykam już od lat, ale mimo wszystko fajnie poczuć, że się nie musi czegoś wciągnąć i świat się nie skończy :)


A poniżej zdjęcie z naszej - mojej i P. wycieczki do zamku w Czersku. Zamierzamy w tym roku odwiedzić parę fajnych miejsc na Mazowszu, robić sobie jednodniowe wypady w niezbyt dalekie (a jakże ciekawe!) miejsca. Przy okazji jest to podróżowanie bez wielkich nakładów finansowych (ukochany samochodzik na gaz), długiego planowania itp. W przypadku Czerska mieliśmy po prostu wolne popołudnie, szybka decyzja, trzydzieści kilometrów do zrobienia i byliśmy na miejscu.


Nie chcąc być zdanym na zapychanie się bułą z przypadkowego sklepu, albo jedzenie samych ziemniaków w nieznanej knajpie bez wegańskich opcji, wrzuciliśmy do samochodu schłodzonego arbuza i dwie łyżki. Po wdrapywaniu się na zamkowe wieże, spacerze w palącym słońcu, siedzenie na ławce i pałaszowanie arbuza było idealnym dopełnieniem wycieczki.


4 komentarze:

  1. Fajnie, że już jesteś :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. :) Ja też się cieszę, brakowało mi blogowego klimatu i Was :)

      Usuń
  2. Odpowiedzi
    1. Oj dobry! A w wersji bezsamochodowej ładujemy ostatnio do plecaka kilo czereśni :)

      Usuń