sobota, 19 stycznia 2013

Czekolada w sreberku

Pamiętacie Pana Kleksa? Nie wiem, czy wypada się do tego przyznawać trzydziestoletniej babie, ale jedną z moich ulubionych opowieści z tego cyklu była historia królowej Aby, która pokochała Oktawiana de Mandolino - władającego królestwem czekolady księcia. Nie mogąc za niego wyjść z rozpaczy rzuciła się w fale oceanu i tam uratowały ją morskie potwory.

Wizja zamążpójścia za właściciela fabryki czekolady była moją wersją historyjki o księciu na białym koniu, do dziś pamiętam scenę z filmu, gdzie Aba zjada czekoladę odgryzając kawałki z całej tabliczki :)

Choć moje priorytety przy wyborze partnera nieco się zmieniły, miłość z czekolady pozostała. Przy czym nie chodzi tylko o jej smak. Kto mieszka niedaleko fabryki czekolady Wedla Warszawie (dziś to już, zdaje się, zupełnie inna firma...), albo kiedykolwiek przejeżdżał tamtędy tramwajem wie, jakie zapachy roztaczał ten, niezbyt urodziwy, budynek.

Doskonale pamiętam, jak samo opakowanie było równie ważne, co skryta w nim zawartość, jak zbierało się rysunki z czekolad Wedla (kto kojarzy serię Hobby ze starymi samochodami, statkami i samolotami?), przypinało na makatce także rarytasy w postaci zagranicznych opakowań, jeśli ktoś z rodziny akurat wrócił z saksów.



Więcej opakowań do obejrzenia tu


Oraz tu


W dzisiejszych czekoladach najbardziej brakuje mi... sreberka, dlatego mam straszną frajdę, jak uda mi się kupić taką, gdzie pod papierowym opakowaniem szeleści błyszcząca druga warstwa (kto z Was zdejmuje to sreberko tak, żeby się nie porwało?). Te plastikowe paskudztwa nie dość, że są brzydkie (kolory nasycone jak z opakowań zabawek dla dzieci), to jeszcze mega niepraktyczne, bo nie da się w nie zawinąć niezjedzonej części tabliczki. Wiem, brzmi to wszystko strasznie sentymentalnie, ale z drugiej strony nie da się ukryć, że pewne zwykłe i codzienne rzeczy miały w sobie kiedyś nieco więcej uroku.*

Właśnie pałaszuję gorzką tabliczkę (w sreberku), którą to dostałam od mojego P. Kupiona w sklepiku przy muzeum Chopina na Tamce ma bardzo fajną oldschoolową grafikę, czcionkę i "nadruk" na samej czekoladzie:







Ostatnio spróbowałam też serii Terravity COCOACARA (kupiłam w markecie, za 3.99) i jestem zachwycona czekoladą 77% kakao z kawą i kardamonem (co za zapach!). No i ma sreberko! :)



Przy okazji polecam stronę internetową tej firmy, coś pomiędzy bajką, grą i podróżą po fabryce czekolady, niedorosłym dorosłym będzie się podobała :)



A na koniec historia królowej Aby, od ósmej minuty:



Ps. Dziś zamierzam zrobić zimowo-czekoladowy deser, relacja wkrótce!

*Czytam obecnie sporo o lobbingu, filozofii i modelach kształtowania rynku, kapitalizmie itp. i bardzo mnie smuci, jakie kategorie i wartości stoją na szczycie hierarchii w tych dziedzinach.


15 komentarzy:

  1. Mojemu kotu też brakuje czekolady w sreberku, nie dlatego, że ją jadał, ale dlatego, że z tego sreberka były najlepsze w świecie kuleczki do zabawy. To prawda, że z dzisiejszymi opakowaniami nie da się zrobić nic prócz wyrzucenia:/ A w businessie chodzi o kasę i o nic innego:/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Faktycznie! Nie mieszka ze mną kot, więc własnych doświadczeń w tej materii brak, ale przypomniałam sobie, że rzeczywiście u kociatych znajomych dawało się kotu kulkę ze sreberka :)

      Usuń
  2. mniam, mniam:) Sublime z Biedronki ma sreberko i smakuje jak mleczna. Terravitę też lubię.

    OdpowiedzUsuń
  3. No właśnie o tej "mlecznej" Sublime już nie raz u Ciebie czytałam i z niecierpliwością czekam na wolną chwilę żeby wpaść do Biedronki po tabliczkę :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Ja właśnie zasiadłam do przeglądu wegańskich blogów - z kawą po prawej i czekoladą po lewej :-) Moja czekolada wygląda tak: http://www.kimchoc.officemanager.be/ContentPicturesProduits/produit-CACHET-163-2.jpg Jest pyszna, fertrejdowa i MA SREBERKO! ;-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kawa i czekolada - mój najulubieńszy zestaw ever! :)
      A gdzie można kupić tę czekoladę?

      Usuń
  5. W Almie :-) Ja sporo myślę ostatnio o kapitalizmie, konsumpcjonizmie i tematach pokrewnych. Doszłam do wniosku, że w zalewie tych wszystkich przesłodzonych tłiksów, marsów i snikersów, które zalicza się już w poczet codziennych przekąsek, zapominamy, że czekolada jest (powinna być?) jednak produktem luksusowym ;-) Mi weganizm bardzo pomógł w ograniczeniu zapotrzebowania na słodycze, ale nadal jestem ich fanką. Mimo to postanowiłam, że będę się starała zastępować różne produkty ich odpowiednikami ze sprawiedliwego handlu, nawet jeśli będę mogła je zjadać trzy razy rzadziej, bo są trzy razy droższe.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. zgadzam się w 100% że czekolada jest produktem luksusowym. z resztą nie zawsze jest tak że produkty fair trade są droższe, tzn. zależy od budżetu, ale jak kogoś stać na liptona, lavazzę i cukier brązowy, to równie dobrze mógłby kupować te produkty w wersji fair trade. można tez powiedzieć, że jak kogoś nie stać, to się może obejść bez, ale łatwo powiedzieć, a trudniej zrobić, jak się jest przyzwyczajonym do nieograniczonej konsumpcji ;)

      Usuń
    2. To fakt, że trudno odzwyczaić ludzi od myślenia: więcej = lepiej. Jak dyskutuję z kimś o tym, że może lepiej jeść coś rzadziej albo mniej, ale za to dobrej jakości (no bo w końcu z tego, co zjemy powstają komórki ciała) to zwykle słyszę, że to zawracanie głowy.
      Podobnie jest z myśleniem o knajpach - dobra to taka, gdzie za 10 zeta dostaje się trzydniową porcję, a jaka jest jej wartość odżywcza i jakość, to już nieważne ;)
      A potem z takiego myślenia powstają absurdy jak np. porcje w amerykańskich fastfoodach w stylu mała cola=litr napoju.

      Usuń
    3. mnie załamuje że ludzie nie odczuwają różnicy smakowej między tym lepszym i gorszym (nie mówię tańszym i droższym bo to nie zawsze się pokrywa) >.<
      kupi taki 100 torebek herbaty za złotówkę i cały dumny z siebie bo "przecież nie ma różnicy". no kurcze, jak ma się martwe kubki smakowe to najlepiej opłaca się pić kranówkę.
      ja czasem kupuję lepsze, czasem gorsze i z zamkniętymi oczami potrafiłabym odróżnić np. zieloną z biedronki i clippera.

      Usuń
    4. To niestety prawda, doskonale rozumiem, że kupuje się tańsze produkty kiedy nie ma kasy, ale gadanie, że różnica jakościowo - smakowa żadna jest idiotyczne. No, ale cóż - kiedyś tłumaczyłam żonie kolegi jak istotne jest to, co się je, to mi odpowiedziała (parafrazuję), że "przecież i tak się to wydali, więc co za różnica". Masakra...

      Usuń
  6. Ale mi narobiłaś ochoty na czekoladę ;) Miałam dzisiaj kiepski dzień, a jak wiemy, nic nie poprawia lepiej humoru niż kawałek czekolady... albo dwa, albo nawet 10 ;)

    OdpowiedzUsuń
  7. nawet nie zauwazyłam, że nie robią w sreberkach ;) chyba trafiam na same sreberkowe. zazwyczaj kupuję fair trade, np. z marksa i spencera, lubię też tę firmę http://www.evergreen.pl/czekolada-ryzowym-mlekiem-chrupkami-p-1731.html
    a jak bieda to z żychlina (w netto) spełnia warunki, znaczy ma odlskulową etykietkę, jest polskiej firmy i kosztuje 2zł ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ten komentarz został usunięty przez autora.

      Usuń
    2. Czekolada za dwa zeta? Przekonałaś mnie do wycieczki w stronę netto :)

      Usuń