środa, 4 lipca 2012

Weganizm wcale nie jest drogi, czyli dlaczego kupuję na bazarach



Wśród tych, którzy odżywiają się w mainstreamowy sposób pokutuje przekonanie, że dieta wegańska jest niezwykle kosztowna, a przygotowanie posiłków z jakiejś tajemniczej przyczyny zajmuje dwa razy więcej czasu niż zrobienie "normalnego jedzenia". Bardzo często spotykam się ze stwierdzeniem "to nie dla mnie, nie mam na to czasu", albo "co ty właściwie jesz" sugerujące, że wegańskie produkty są niemalże nieosiągalne, trzeba godzinami ich poszukiwać żeby w końcu i tak napchać się trawą ;)

Dzisiejszy post jest pierwszym z dłuższej serii, w której postaram się pokazać, że wegańskie jedzenie nie musi być drogie, wystarczy wyostrzyć zmysł obserwacji i... wybrać się na pobliski bazar. To właśnie tam można dostać mnóstwo warzyw i owoców w bardzo dobrych cenach (hipermarkety niech się schowają!), a na lokalnych przecenach dopaść takie rarytasy jak powyższe jogurty z krótką datą ważności (było ich z sześć - wzięłam wszystkie).

Bilans wczorajszych zakupów wygląda następująco:

Karton bananów - 18 kg po 1.5 (!) = 27 zeta
6 jogurtów = około 6 złotych.

Banany zostały rozparcelowane na shake'i, lody (zamrażalnik wypchany bananami to jest to!), a część została nieprzetworzona, żeby były pod ręką do wcinania. Przy okazji okazało się, że jeden z moich psów uwielbia banany! :) 
Go vegan!

26 komentarzy:

  1. Pewnie, targi są poza tym fascynujące, uwielbiam życie targowe, ciekawe postaci, podsłuchiwać rozmowy...kupowanie warzyw i owoców supermarketach to smutek i pomyłka.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dla mnie wizyta w hipermarkecie to katorga, nie znoszę, chodzę tylko jak muszę (czyli np. po mleko sojowe jak jest promocja), ten klimat fabryki, dźwięk skanowanych kodów, debilna muzyka w tle i rodziny spacerujące jak po parku mnie dobijają; atmosfera bazaru to jest to!

      Usuń
  2. "To co ty właściwie jesz" jest moim ulubionym pytaniem ;D Najczęstsza odpowiedź? -"Jedzenie" ;)
    Udane zakupy widzę :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ha! Dobra odpowiedź, wypróbuję ;)
      Zakupy bardzo udane i jeszcze ten bananowy zapach w domu :)

      Usuń
    2. Jak mnie pytaja co jem to mam 2 wersje odpowiedzi, w zaleznosci jak bezczelny byl wczesniej dany delikwent :)

      Jak nie byl bezczelny to mowie po prostu: jem wiecej tego czego ty jesz mniej lub czego nie jesz wcale.

      A jak mnie wkurzyl :) to odp2: Ej, to ty jesz 5 rzecy na krzyz a mnie mowisz, ze nie mam co jesc :)

      Dziala zawsze :D

      Jakby rozmowca byl zapalczywy i poprosil o wymienienie tych "5 rzeczy na krzyz" to zawsze warto delikwentowi wymienic:) powtarzajac jak w serii kilka razy to samo:) :
      mieso, nabial, jajka, gluten, ziemniaki - mieso, nabial, jajka, gluten, ziemniaki - mieso, nabial, jajka, gluten, ziemniaki :D

      U mnie zawsze dziala :)

      Pozdrawiam i sie solidaryzuje:) 28-letnia panna bez dziecka i z wolnym zawodem brrr :D

      Usuń
    3. :D :D :D dobre! do wykorzystania przy najbliższej okazji! Pozdro!

      Usuń
  3. Ja też kupuję głównie na targach, czasem w małych zaufanych warzywniakach.Nie sądziłam,że uda mi się być weganką,ale mam frajdę w wyszukiwaniu przepisów i tworzeniu własnych. Pytanie co jesz? to norma:)

    OdpowiedzUsuń
  4. U mnie na targu drogo, dużo taniej w pobliskim markecie. Ale jakość bazarkowych warzyw nieporównywalnie lepsza od marketowych. I znajomi sprzedawcy, którzy stałym klientom zawsze doradzą czy odradzą. A do tego "kiosk z nasionkami" - czyli wszelkie fasole, grochy, kasze, ryże, mąki, orzechy, owoce suszone, również niesiarkowane. Uwielbiam bazarki :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja też mam swoich ulubionych sprzedawców! :) Na starość będę babulą, która albo kupi u ulubionej pani, albo nie kupi wcale ;)

      Usuń
  5. Rzeczywiście na moich osiedlowych bazarkach jest drożej niż w marketach ale jak sobie pojadę 'kawałek' dalej to mam już sporo taniej (Hale Banacha).
    Też mnie bawi ta 'nieosiągalność' wegańskich produktów, jakby rynek nie był przepełniony warzywami, owocami, zbożami i strączkami :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Osiedlowe sklepy i bazarki są faktycznie słabe :/
      Dziś chciałam kupić cytrynę, wchodzę do sklepu w bloku i cena to 8.50 za kilogram! Banany po siedem, pomidory dziesięć. Masakra.

      Usuń
  6. U mnie też na targu drogo. Wydanie 100zł na warzywa i owoce które będę w stanie bez zbytniego zmęczenia zanieść do domu (czyli wagowo niedużo bo mi dzięki drogiej potomkini kręgosłup powiedział papa).
    Pamiętam też rozmowę opiekunek na świetlicy rozmawiających o tym co przygotują na jakieś wesele którego były kucharkami:
    - a co zrobimy dla wegetarian?
    - jakąś rybę się zrobi?
    - a co dla tych co nie jedzą ryby?
    - pozrywamy trawę z parku.

    Po raz pierwszy w życiu dowiedziałam się że "wegetarianie jedzą ryby" oraz że ktokolwiek może mieć problem z przygotowaniem czegoś bez mięsa ;) (dla 9 latki było to na tyle dziwne doświadczenie że do tej pory pamiętam :P )

    Najbardziej przerażają mnie ceny nasion, pestek itp. 30-40zł za 100g wydaje mi się mocno wygórowaną ceną :/

    OdpowiedzUsuń
  7. Taaa... Wegetariańska ryba to oddzielny temat...
    A te ceny za ziarna jakieś kosmiczne zupełnie! U mnie na praskim bazarze ceny najwyżej do kilkunastu złotych za kilogram pestek, ciecierzycy itp.

    OdpowiedzUsuń
  8. Ciekawe, skąd to sie bierze, ze drogo i pracochłonnie.
    Moje ukochane obiady kosztuja grosze (kasza tania, straczki tanie, sezonowe warzywa tanie)
    Moi znajomi tez mowia, ze chcieli by tak jak ja, ale nie maja czasu itp. bla bla bla. I czasem jak ktos do mnie przychodzi i postanawiam coś ugotowac, robie to mimochodem, w trakcie rozmowy (bo przecież najfajniej siedzi sie w kuchni). I potem jak stawiam jedzenie na stole, to ten ktos sie dziwi. Ale jak to tak, kiedy ty to zrobilas, przeciez ja tu caly czas siedze... ;-)

    Btw, gwoli scislosci, nie jestem całkiem wegan, ale 90% mojego pokarmu jest. Czasem jeszcze jadam masło, zolty ser i smietane. Choc sama nie wiem czemu coraz rzadziej :-)

    OdpowiedzUsuń
  9. Też zawsze się zastanawiam, skąd mit czasochłonności. Często próbuję podpytać te osoby, dlaczego tak myślą, nakłonić na podanie przykładu ale zawsze kończy się tak samo - serio, pierś z kurczaka robi się w kwadrans, nie wiesz bo nie jesz.

    Chyba zorganizuję jakieś wege warsztaty gotowania, bo większość moich obiadów powstaje w kwadrans a nie muszę jeść codziennie kury :)

    OdpowiedzUsuń
  10. Banany kupilas mega tanio, super zakupy :-)

    OdpowiedzUsuń
  11. Z tą pracochłonnością chyba chodzi o to że "my musimy mieć zróżnicowaną dietę", a "oni" zjedzą pierś z kurczaka z sosem z torebki i frytkami i mają zaspokojoną dzienną dawkę witamin i minerałów. My żeby nie umrzeć musimy jeść te wszystkie korzonki, nasiona, liście i nie wiadomo co jeszcze bo inaczej skończymy w szpitalu z ostrą anemią i niedoborem wszystkiego co możliwe.

    OdpowiedzUsuń
  12. Jak z większością rzeczy, ludzie strasznie nie chcą wypełznąć ze swoich bezpiecznych mniemań i poglądów by choć spróbować zmierzyć się z nowym. I tak jest też z weganizmem, nikt z mięsożerców, kto próbował mojego żarcia nie powiedział: ale świństwo, wręcz przeciwnie w pracy uznano mnie za tą, która przynosi najlepszą zawartość śniadaniówki i każdy chce spróbować, ale jak zaczynam mówić o zmianie ich własnych przyzwyczajeń, itp. każdy mówi, że akurat on nie mógłby nie jeść mięsa, bo... - i tu pojawia się mnóstwo wymówek, od teorii z grupą krwi (u mnie się nie sprawdziła!) właśnie po teksty typu: nie mam czasu na gotowanie...

    OdpowiedzUsuń
  13. Przynoszę do pracy wegetariańskie obiadki, wykonane tak jak tu juz wcześniej pisano w 15 minut, do tego tanio:) Nie raz słyszałam, że "ja to nie mam tyle czasu na WYDZIWIANIE", "nie masz dzieci to możesz sobie tak gotować". Zresztą "bo ty nie masz dzieci (czyli cotywieszożyciu)" to osobny temat. Pozdrawiam:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Znam doskonale oba stwierdzenia! W ogóle weganie to kosmici ;)

      Usuń
  14. Co do targów - uwielbiam. Co sobotę jadę na targ, kupuję to co sezonowe i świeże. Wydaję zwykle około 100-150 zł, ledwo wracam do domu, uginając się pod ciężarem 45 litrowego plecka pełnego warzyw i owoców, których smakiem cieszymy się do następnej soboty.

    Niestety coraz częściej warzywa i owoce na bazarach nie są z upraw własnych, a z giełd, gdzie wszystko (prawie?) zostało suto opryskane chemią. Przykad: skończyła mi się pietruszka na balkonie. Kupiłam na targu (nie było moich ulubionych zielarzy, co to najlepsze zioła mają), pietruszka stoi w kubeczku 4 dzień (nie w lodówce) i w ogóle nie zwiędła. Wygląda jak z plastiku. Strach się bać, czym jest opryskana. Chyba wybiorę się z tą pietruszką i zapytam sprzedawcę, czy tak wg niego powinna wyglądać po tylu dniach.

    Ale za to dzisiaj udało mi się dorwać wspaniałe, o nieidelny kształcie i przesłodkie bawole serca. Starsza pani. Miała tylko dwa rodzaje pomidorów, malinowe i serca właśnie. Jestem pewna, że ta pani mnie nie oszukała.

    Co do bananów w okazyjnych cenach, radzę uważać. Banany są jednymi z owoców, przy produkcji, których używa się najwięcej konserwantów. Banany sprzedawane po super cenie zwykle są takimi, które opryskano za bardzo (o czym świadczy na przykład biały nalot na końcówce banana). Poza tym warto się zastanowić, czy nie lepiej jeść banany rzadziej, a z fair traidu? Po co od razu cała lodówka napakowana bananami?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hmmm... Po co tyle bananów? Bo jem je codziennie (są ludzie, którzy jadą tylko na bananach), cenię za wartości odżywcze, mrożę na lody i bardzo lubię. Poza tym kupuję nie tyle gorsze jakościowo owoce, co "poekspozycyjne" ze sklepów, kiedy mija zalecany przed producenta termin eksponowania, czyli moment, kiedy produkty wyglądają najładniej. Zwykle są to banany topowych firm np. Chiquita, więc nie widzę powodu, dla którego miałyby one być bardziej napchane chemią, niż te prosto ze sklepu.

      Co do fair trade'u, to owszem popieram i jak mogę i mnie stać kupuję takie rzeczy, ale akurat zawartość chemii w owocach nie ma nic wspólnego z tym, czy zostały one wyprodukowane zgodnie z normami fairtrade'owymi.

      A pewności, czy się kupiło warzywa i owoce z dużą/małą zawartością sztucznych nawozów i innych świństw najczęściej mieć nie można, bo nawet w ramach norm i standardów dopuszczana jest przecież obecność takich środków, więc faszerowanie chemią odbywa się legalnie...

      Usuń
    2. Nie widzę związku fair trade'u z chemią w owocach, nie napisałam też nic, co by świadczyło o tym, że taką zależność dostrzegam. Po prostu uważam, że banany to jedne z owoców, które warto kupować z ft (z przyczyn, jak sądzę, oczywistych).

      Nie zarzucam Ci, że Twoje banany są bardziej napakowane chemią. Po prostu zauważyłam pewnien fakt, że pewne banany są przeładowane konserwantami i najczęściej te w super hiper cenie (nie twierdzę, że te, które ty kupiłaś). W każdym bądź razie smacznego :)

      Pozdrawiam :)

      Usuń
    3. Pewnie są, niestety, chemią naładowane, jak większość produktów :/ Może kiedyś ograniczę się do kupowania tylko krajowych owoców i warzyw - to by było z pewnością najbardziej sensowne, na razie staram się stawiać na sezonowość, pewnie mniej chemii jest w pomidorze w lecie, niż w jego zimowej wersji, która nota bene nie smakuje pomidorem...

      Usuń
  15. Ale weganizm w odsłonie proponowanej przez 95% blogów wegańskich JEST drogi. I to bardzo! I to mnie niezmiernie wkurza. Podstawowymi składnikami dla wielu wegan są kupne mleka roślinne (od 5 do 15 zł za karton to jest jakaś kpina!), tofu (najtańsze jakie widziałam u siebie kosztuje 5 zł za 300 g - dla mnie to drogo, bo bądź co bądź, ale zwykły twaróg jest tańszy), masło kokosowe (15 zł za maleńki słoiczek...), mleko kokosowe (5-10 zł za niespełna półlitrową puszkę), orzechy nerkowca/migdały (50 zł za kg), oliwa (co najmniej 15 zł za litr) i jeszcze długo bym tak mogła wymieniać.
    Sama staram się odżywiać wegańsko, ale przyznam szczerze, że dosyć ciężko jest mi znaleźć przepisy na moją kieszeń... Wszędzie jakieś syropy z agawy, boczniaki, ciecierzyce, mąki orkiszowe i inne zdrowe pierdoły. Tak więc nie dziwię się osobom, które nawet z weganizmem nie zamierzają próbować. Opamiętajcie się i zacznijcie tworzyć jedzenie, które z powodzeniem może zrobić każdy, a nie średniozamożni/bogaci wybrańcy.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To pewnie spodoba Ci się moja zapiekanka za dychę: http://trzydziestoletniapanna.blogspot.com/2014/04/zapiekanka-warzywna-z-bezglutenowym.html

      Co do drożyzny na blogach - jest wiele takich, gdzie podstawą przepisów są proste składniki, sezonowe warzywa, fasola zamiast cieciorki, mleka robione w domu np. z wiórków kokosowych (te drogie nie są).

      Z mojej perspektywy sprawa wygląda tak: na blogu umieszczam co ciekawsze przepisy z mojego menu. Zwykle na śniadanie jem kaszę jaglaną, na obiad sałatki lub kaszę gryczaną, obżeram się jabłkami = nic wykwintnego ani drogiego. I po prostu nie widzę sensu umieszczania przepisów na dwie łyżki kaszy jaglanej ugotowanej z jabłkiem albo duszoną cukinię. Ale może jest na takie przepisy większe zapotrzebowanie niż mi się wydaje.

      Usuń