poniedziałek, 30 grudnia 2013

2014

Czego życzycie sobie i innym w 2014 roku?

Sobie życzę:

Spokoju.


Miejsca, które jest azylem niezależnie od okoliczności. 
Nawet, jeśli tą przestrzenią jest tylko obecność kogoś.







Bycia z samą sobą w dobrych relacjach.






Umiejętności wypatrywania wśród nawału bzdur rzeczy naprawdę ważnych.





Aktywizmu :)








 Bo chyba zima nie może trwać wiecznie. 



A całej reszcie świata życzę dobrych wyborów.




Zrozumienia, że nie jesteśmy sami.




Kierowania się prostymi zasadami, bo mimo całego skomplikowania świata, 
pewne rzeczy są naprawdę proste.



Świadomości.



I odwrócenia proporcji.


czwartek, 26 grudnia 2013

Prezenty do jedzenia

Prezenty hand made to mój ulubiony typ. I takie, które w opakowaniu mają jakiś bajer (w tym roku najbardziej zauroczyła mnie mała czerwona kokardka i pomysły mojej baby sis, bezapelacyjnie wygrywającej w tej konkurencji).

I lubię dostawać rzeczy do jedzenia. Może dlatego, że kojarzą mi się z dzieciństwem i zagranicznymi paczkami przysyłanymi w czasach, kiedy raz na jakiś czas, ściskając w kieszeni monetę, leciałam z wypiekami na twarzy po gumę Donald do pobliskiego warzywniaka. Każda czekolada otrzymana w czasie świąt była przez mnie celebrowana po kawałku przez co najmniej tydzień, a metalową puszkę w kształcie czerwonej budki telefonicznej (po cukierkach) mam do chwili obecnej.

Podobnie myślę dziś o wegańskich słodyczach, wciąż słabo dostępnych lub (jeśli nie są to przypadkowo wegańskie produkty z marketów) kosztujących majątek. Z każdego batonika cieszę się jak świr nawet, jeśli zwykle staram się unikać niezbyt zdrowych słodyczy i sama nie kupiłabym np. żelkowych świderków z M&S.










Dostałam też chleb esseński, ale jest tak paskudny, że zupełnie nie wiem, czym go reanimować! :D

I marzenie każdego wegańskiego kucharza - mega mocny blender. Prawie urywa rękę (i jeszcze do tego pięknie świeci na niebiesko!) więc jest szansa, że przetrwa najtrudniejsze starcia z orzechami i mrożonymi owocami :)

wtorek, 24 grudnia 2013

Święto wiecznej Miłości

źródło


Kiedy byłam dzieciakiem nadchodzące święta kojarzyły mi się z czymś niezwykłym. Nigdy specjalnie religijnym, ale z czasem, który bez wahania określiłabym jako wkraczanie sacrum w tok codziennego życia. 

Będąc dorosłą (cóż za okropne słowo!) i definiująca metafizykę zupełnie inaczej, widzę w nim raczej zimowe przesilenie i moje małe święto wiecznie odradzającej się miłości. Kiedy wszystko dookoła umiera i wydaje się pozbawione życia, czy może być lepsza chwila na przypomnienie sobie o jej uzdrawiającej sile...? Na zastanowienie się czym tak naprawdę wypełniamy swój czas, czy potrafimy się nią dzielić i codziennie żyć z przeświadczeniem, że tylko ona daje prawdziwą siłę... 

...

Życzę każdemu żeby mimo uśmiercającej wszystko wokół - a nierzadko także w środku nas samych -  zimy, zawsze równie silne było to trudne przeczucie, że ona się odrodzi. Nawet jeśli przyjdzie do nas w zupełnie innej postaci...




Lids that close and time that slows the rapid eye
There is no dreaming in the grave
You'll never look into those eyes again
In this world, In this world

So bend your head
The way that flowers bend their heads
I'll pour upon it my love like rain

Bend your head
The way that flowers bend their heads
Love has died
But love is gonna live again


People change and they turn strange and so will I
It makes no odds how we behave
We'll never work out how to live in peace 

In this world, With this world

So bend your head
The way that flowers bend their heads
I'll pour upon it my love like rain
Love has died but love is gonna live again
I'll pour upon it my love like rain

In a place where flowers rot and die
In a place where truth lies down and shacks up with the lie
There is still you, There is still you
And longer than this life gives life to you

Bend your head
The way that flowers bend their heads
I'll pour upon it my love like rain


Love has died but love is gonna live again
I'll pour upon it my love like rain
My love like rain, My love like rain, My love like rain


źródło

wtorek, 17 grudnia 2013

Surowa szarlotka o zapachu zimy


Przepięknie pachnące (moje ulubione!) połączenie: cynamon i jabłka. Przełamane kwaskowatym smakiem żurawiny i goryczą orzechów włoskich. Do tego działające rozgrzewająco: świeżo zmielone goździki i imbir. Ciepło. Największy nieobecny zimy.




Surowa szarlotka o zapachu zimy (przepis na 4 porcje)


Kruszonka:

Pół szklanki orzechów włoskich
Pół szklanki zmielonych migdałów
Kilka świeżych daktyli (lub suszonych, namoczonych wcześniej w wodzie)
Szczypta soli
Łyżeczka oleju kokosowego (jeśli takowego brak, dodajemy odrobinę dowolnego płynnego oleju żeby masa się nie przyklejała do naczynia)

Wszystkie składniki zblendować, trochę orzechów włoskich wrzucić dopiero pod koniec miksowania (żeby w masie zostały większe, wyczuwalne kawałki). Kruszonką wykleić cztery kokilki, kawałek ciasta zostawić do posypania wierzchu.

Masa jabłkowa

4 jabłka
Dwie łyżki żurawiny
Kilka świeżych daktyli (lub suszonych, namoczonych wcześniej w wodzie)
Cynamon (świeżo zmielony)
Łyżeczka soku z cytryny
Zmielone goździki
Szczypta imbiru


Obrane jabłka pokroić na kawałki, dwa z nich zblendować z resztą składników, na sam koniec dorzucić kolejne dwa owoce i jeszcze chwilę miksować. Masę jabłkową przełożyć na warstwę kruszonki i posypać pozostawionym ciastem. Gotowe.


niedziela, 8 grudnia 2013

Chromoterapeutyczna zupa z marchwi, pomarańczy i imbiru

Zupa z machewki. Moje pierwsze kulinarne posunięcie od ponad miesiąca. Ciężki listopad przeturlany na kiściach bananów i maśle orzechowym. 

Wreszcie śnieg za oknem. Potrzebuję czegoś rozgrzewającego, kolorowego i niewymagającego.






Chromoterapeutyczna zupa z marchwi (przepis na dwie porcje):

3 nieduże marchewki
1 cebula
Sok z jednej pomarańczy
Kawałek imbiru
Kubek bulionu (użyłam gotowca bez świństw w składzie)
oliwa, tymianek, sól, świeżo zmielony czarny pieprz, oliwa
Drobno posiekana natka pietruszki
Dwie łyżki mleka kokosowego (trzymanego w lodówce)

Marchewkę i cebulę siekamy, imbir ścieramy na tarce. Na łyżce oliwy podsmażamy marchew, następnie dodajemy cebulę, imbir, tymianek. Po chwili przekładamy warzywa do garnka, zalewamy sokiem z pomarańczy i wywarem z warzyw, gotujemy i miksujemy na krem. Przyprawiamy solą&pieprzem. Podajemy z łyżką gęstego mleka kokosowego i odrobiną natki.



______________
Do tego zepsuty aparat, brzydkie zdjęcia, kolor marchewki zupełnie nie ten co na talerzu... Ech... 

poniedziałek, 28 października 2013

Surowy ketchup

Tak dobry, że sklepowy może się schować. Do tego surowy i gotowy w pięć minut. Intensywny i wyrazisty w smaku, zadowoli nawet wątpiących w walory smakowe surowej diety. Jeszcze ze świeżych i tanich pomidorów, pewnie już ostatnich...



Pomidory włożyć na chwilę do gorącej wody i obrać ze skóry, dorzucić resztę składników (dałam pięć łyżek octu, ale proponuję próbować i ewentualnie dodać więcej, zamiast syropu daktylowego może być inny płynny słód) i porządnie blendować aż ketchup będzie zupełnie gładki. 

Nie da się go przechowywać tak długo, jak w przypadku wersji gotowanej, ale ponieważ przyrządzenie surowego ketchupu zabiera dosłownie kilka minut, można zawsze zrobić świeżą porcję sosu.

Świetnie smakuje jako dip do warzyw, tworzy doskonałą parę także z frytkami z dyni:



poniedziałek, 14 października 2013

Ajvar, czyli sos z papryki i psianki podłużnej








Papryka z targu po 2.5 za kilogram, bakłażany za piątaka - nic, tylko robić ajvar! Przepis skleciłam z własnych wcześniejszych doświadczeń i propozycji znalezionych w necie, jak na razie to najlepsza wersja, jaką udało mi się zrobić. Papryka w wersji pieczonej zamiast duszonej jest świetna. 

Paprykę i bakłażany pokroić, posmarować oliwą, posypać solą i piec aż papryka zacznie się lekko przypalać. Bakłażany wrzucić do miski, paprykę szczelnie przykryć na 20 minut, jak przestygnie obrać ze skóry (żmudne to trochę, ale efekt wynagradza trud), dodać do oberżyny, dorzucić czosnek, ocet, łyżeczkę harissy (jeśli nie mamy takiej pasty można dodać małą mega ostrą papryczkę albo chilli w proszku), sól i pieprz. Chwilę blendujemy i gotowe.



Ps. Moje psi(a)nki podłużne dzielnie asystowały przy robieniu ajvaru, od dziś wiem, że psowate uwielbiają wcinać surowe bakłażany! :)

niedziela, 13 października 2013

Bezglutenowe ciastka z mąki kokosowej



Bezglutenowe, z bananami i czekoladą. Pierwsze podejście do mąki kokosowej: na pewno będą następne, bo efekt bardzo dobry, a możliwości pozbycia się glutenu z ciastek bardzo mnie cieszy.

2 średnie, dojrzałe banany
2 łyżki maranty trzcinowej (maranta dostępna w sklepie EVERGREEN) lub innego zagęstnika
2 płaskie łyżki oleju kokosowego (nierozpuszczonego)
2 czubate łyżki mąki kokosowej
1/4 łyżeczki sody
łyżeczka cynamonu
garść czekoladowych dropsów do pieczenia

Wszystkie składniki oprócz dropsów zblendować na gładką masę, dodać czekoladowe kropelki i wymieszać łyżką. Zamoczonymi w wodzie dłońmi formować małe kulki, spłaszczać je i układać na nieprzywierającej blasze albo papierze. Piec kilkanaście minut aż ciastka będą lekko brązowe. W środku są miękkie, z zewnątrz lekko spieczone, świetnie smakują następnego dnia, kiedy trochę stwardnieją. Z kawą , rzecz jasna.



wtorek, 8 października 2013

Babka z musem jabłkowo-gruszkowym

Rysunek ze strony Pusheen the cat

Tak, zdecydowanie, po bezproduktywnym lecie przychodzi najprzyjemniejsza pora roku. Obiecująca, motywująca do działania chłodnymi porankami, nagradzająca zmarznięte dłonie popołudniowym słońcem i kojącym dotykiem kasztanów.

Długie wieczory przy intymnym świetle, kolorowe liście w wazonie i jabłka lepsze niż o jakiejkolwiek innej porze roku. W głowie smętny listopad, na talerzu łapane w biegu "cokolwiek", niedoleczone przeziębienie i organizm pukający się w czoło.

Nawet koty wiedzą, że nic nie poprawi humoru tak, jak dobre ciacho.



Babka z musem jabłkowo-gruszkowym
/zmodyfikowany przepis z książki "Ciasta i desery"/

1.5 kubka musu jabłkowo-gruszkowego
(obrane jabłka i gruszki dusić na małym ogniu z odrobiną wody, cukru, cynamonu, zmielonych goździków i gałki muszkatołowej)
125 g oleju słonecznikowego
2 łyżeczki sody
przyprawa korzenna
3/4 kubka cukru
2 szklanki mąki pszennej
czubata łyżka kakao

Wszystkie składniki zmiksować, masę przełożyć do formy posmarowanej olejem i posypanej mąką kukurydzianą/kaszą manną. Piec w temperaturze 180 stopni około 45 minut (sprawdzać drewnianym patykiem, czy środek jest już suchy). Kroić po ostygnięciu.

Babka ma fajny piernikowy posmak, ale jest znacznie lżejsza, mniej zbita i delikatnie czuć w niej owoce. 

_____________
Mój cudowny blaszany piekarnik bez termostatu, z nieszczelnymi drzwiczkami, piekący w różnej temperaturze w każdym rogu pięknie przyjarał babkę, ale lekkie spieczenie wcale jej nie zaszkodziło. :)


czwartek, 3 października 2013

Weganizm = aktywizm, czyli Veggie Parade



Jakiś czas temu zdałam sobie sprawę, że mój "prywatny" weganizm już niewiele zmieni. Żyjąc w taki sposób jak teraz przez kolejnych ileś tam lat, nie zabiję i nie zjem konkretnej liczny zwierząt, nie wesprę swoimi pieniędzmi firm kosmetycznych trzymających w laboratoriach zwierzęta, posegreguję jakąś tam górę śmieci. I to wszystko jest oczywiście fantastyczne, ale cały sens działań kryje się moim zdaniem w pokazywaniu weganizmu także na zewnątrz - szerszemu gronu ludzi, dla których hasło to kojarzy się jedynie z jedzącymi trawę, szarymi postaciami bez energii i ascetycznym życiem poza społeczeństwem.



Po to właśnie organizowana jest krakowska Veggie Parade:


Celem Veggie Parade jest zwrócenie uwagi opinii publicznej na kilka zagadnień związanych z tematem. Po pierwsze, że jest spory odsetek zwolenników diet roślinnych, którzy swoim stylem życia udowadniają, iż jedzenie posiłków bezmięsnych (wegetarianizm), czy nie zawierających produktów pochodzenia zwierzęcego (weganizm), jest możliwe i jest rozsądną alternatywą dla nasyconego składnikami zwierzęcymi, współczesnego sposobu odżywania.
Po drugie, celem jest również zachęcenie jak największej ilości miłośników zwierząt i sympatyków vege diety do wyrażenia swojego poparcia dla (prostych) działań wykluczających cierpienie zwierząt i sprzyjających zdrowiu człowieka. Po trzecie, marsz ten ma za zadanie wzbudzić wśród odbiorców refleksję na temat sytuacji zwierząt w XXI wieku, przemyśle hodowlanym: mięsnym, mleczarskim, odzieżowym, w tym futrzarskim, kosmetycznym i farmaceutycznym i zachęcić ich choćby do skosztowania diety i stylu życia, który stara się całkowicie wykluczyć eksploatowanie zwierząt.

To także okazja, żeby jako grupa zaistnieć w świadomości społecznej. Korzyści? Oczywiste. Takie, jak choćby publiczna debata o wprowadzeniu wegetariańskich posiłków do przedszkoli i zakaz uboju rytualnego. 

Krakowska parada to przyczynek do spotkania ludzi, którzy nie zapytają Cię (zaraz po dowiedzeniu się, jak masz na imię) co właściwie jesz, do udziału w konkursach sportowych zorganizowanych przez Vegge Runners, również możliwość spróbowania wege jedzenia, uczestniczenia w projekcjach i wykładach. Kto może, niech wpada, innym zostaje udostępnianie informacji gdzie tylko się da - im więcej uczestników, tym lepiej!


A tak kolorowo wyglądał zeszłoroczna parada w Czechach
Zwierzęta nie są dla nas towarem, tak samo jak od dawna już nie traktujemy jak towar innych ludzi, kiedyś zdegradowanych do tej roli w społeczeństwie. Czujemy współczucie dla wszystkich zwierząt, nie tylko dla tych towarzyszących człowiekowi, które cieszą się wyjątkowymi względami. Jeśli skrzywdzenie lub zabicie psa czy kota jest złe, tak samo złe jest postąpienie w ten sposób ze świnią, cielęciem, rybą, myszą, kurą czy delfinem.

Nie zgadzamy się, żeby zwierzęta wykorzystywano jako żywność, w przemyśle odzieżowym, kosmetycznym, i w często zupełnie bezsensownych eksperymentach, a także dla tzw. rozrywki, np. w cyrkach. Wszystkie zwierzęta bez wyjątku chcą żyć zgodnie ze swoimi naturalnymi potrzebami. Wszystkie czujące istoty zasługują na wolność, szacunek, miłość i zrozumienie.

Informacje o Veggie Parade Kraków 2013 znajdują się na tej stronie.

poniedziałek, 16 września 2013

Bananowe ciastka na jesienną chandrę



Czyli zdrowe antydepresanty bez recepty. Wystarczy chwila by je przygotować i piętnaście minut cierpliwości, kiedy będą się piec. Bez konieczności ważenia, wciągania z szafek trzydziestu składników, użycia sprzętu. W wersji podstawowej wystarczą banany, płatki owsiane i łyżka masła orzechowego. Reszta, to już czyste szaleństwo.

Bananowe antydepresanty:

3 mega dojrzałe banany
kubek płatków owsianych
1 łyżka masła orzechowego

Oba składniki porządnie wymieszać widelcem, na chwilę odstawić.

Jeśli chcesz zaszaleć, dodaj np:

czekoladowe dropsy do zapiekania (takie, które się nie rozpłyną)
pokruszone orzechy/migdały/wiórki kokosowe
suszone owoce
cynamon
kakao
przyprawę korzenną do pierników
coś słodzącego - jeśli banany nie są bardzo dojrzałe, ciastka nie będą oszałamiały słodkością

Rękami zwilżonymi wodą uformować z masy kulki, spłaszczyć je i układać na papierze do pieczenia. Wstawić do piekarnika na 15 minut. 
Zrobić mocną kawę.
Wyjść na dwór z kubkiem kawy i ciachem na sesję fototerapeutyczną. 



Ps. Ciastka są dość miękkie, jeśli zależy nam na bardziej kruchych proponuję zmniejszyć temperaturę piekarnika żeby miały czas się wysuszyć.

niedziela, 15 września 2013

Empatia jest prosta


Dziś kolejna edycja akcji mającej zwiększać społeczną świadomość co dla zwierzęcia oznacza poruszanie się przez kilkanaście lat z ciężkim łańcuchem u szyi, na przestrzeni kilku metrów.

Straszne to i smutne, że społeczeństwu wykorzystującemu na co dzień niezwykle zaawansowane technologie, potrafiącemu się rozwodzić nad subtelnościami dzieła sztuki, estetyzującemu swoje otoczenie trzeba tłumaczyć rzeczy elementarne, wymagające jedynie odrobiny - zupełnie przecież podstawowej, stanowiącej jeden z fundamentów inteligencji emocjonalnej - empatii. A jeśli dla niektórych to nie jest wystarczające, to odrobina zdrowego rozsądku wystarczy, by odpowiedzieć sobie na pytanie, czy można tak postępować z żywymi istotami.

Wiem, nic nowego nie piszę, nawet doskonale zdaję sobie sprawę z tego, jak to działa i jestem w stanie prześledzić procesy, które doprowadziły do takiej sytuacji. Ale nie przestaje mnie to w jakiś sposób zadziwiać (w całkowicie negatywnym sensie) i oburzać. 

Dlatego rano ruszam z paką plakatów i będę rozwieszać je na tablicach w okolicznych wsiach. Większość happeningów związanych z akcją odbywa się w dużych miastach i jest to na pewno cenne, bo zwraca uwagę opinii publicznej, ale nie można zapominać, że w najgorszej sytuacji są zwierzęta trzymane poza okiem kamer i przechodniów, którzy jutro będą patrzeć na ludzi przypiętych do bud. W małych miejscowościach, wsiach zmiany zachodzą bardzo wolno, wiem to doskonale obserwując od 15 lat sytuację w takim miejscu. Nadal wielu ludzi trzeba "motywować" do naprawienia psu budy, czy spuszczania go z uwięzi (polskie prawo reguluje takie kwestie, choć niestety nie zakazuje całkowicie takiego sposobu obchodzenia się ze zwierzętami), obietnicą wezwania jakiejś organizacji albo ekipy programu "Uwaga".

Ulotki, plakaty może rozdawać czy rozwiesić każdy, są one do pobrania pod tym linkiem. Sprawdzoną przeze mnie metodą jest też wkładania ulotek do skrzynek pocztowych osób, u których na podwórku pies jest trzymany na łańcuch. Niech ludzie, którzy źle traktują zwierzęta wiedzą, że inni to dostrzegają, nie są obojętni i nie godzą się na traktowanie tego problemu jako prywatnej sprawy właściciela.

czwartek, 5 września 2013

Migdałowo-orzechowe ciasto z owocami sezonowymi

Tym razem nie w pełni surowe, ale wciąż bez glutenu, cukru i pieczenia. Wystarczy blender, dobra muza i trochę cierpliwości, kiedy będzie zastygało w lodówce. 



Spód:

12 daktyli (jeśli suszonych, trzeba je chwilę namoczyć)
łyżka oleju kokosowego (ewentualnie łyżeczka oleju słonecznikowego)
garść orzechów włoskich
2 filiżanki mąki migdałowej
szczypta soli


Daktyle zblendować z olejem kokosowym (nie rozpuszczałam go) i orzechami włoskimi, dodać mąkę migdałową, sól i zagnieść ciasto ręką (jeśli ma się mocny blender, można wymieszać nim, mój powiedział, że nie chce w tym uczestniczyć). Masą wykleić nieprzywierającą formę (moją, ponieważ nie miałam nic innego okrągłego i płytkiego, była po prostu patelnia wyłożona folią)

Góra: 

kilka jabłek
1 gruszka
2 garście śliwek
słodzidło (stewia)
5 - 6 łyżeczek agaru
cynamon
zmielone goździki
sproszkowany imbir

Owoce pokroić i dusić na niewielkim ogniu aż zmiękną, dodać przyprawy (sporo!) i słodzidło (stewia wymiata) wsypać agar i jeszcze chwilę gotować. Lekko przestudzoną masę przełożyć na migdałowy spód, ciasto wstawić do lodówki co najmniej na kilka godzin. Jeśli ma być gotowe szybciej, można wrzucić je do zamrażalnika, ale trzeba wówczas pilnować żeby owocowa masa stężała a nie zamarzła.
Podawać, rzecz jasna, z kawą.



Czego słucha kura domowa podczas robienia deseru? 
Trenta Reznora słucha :)




...i myśli o kolejnym tatuażu.

poniedziałek, 2 września 2013

Wegańskie zakupy

Zginęłam w sierpniu. Z różnych powodów nie miałam głowy ani do kulinarnych eksperymentów, ani regularnego sprawdzania, co się dzieje u reszty wegańskiego świata. Teraz powoli nadrabiam zaległości i wracam do szukania bardziej wymyślnych dań niż rukola z pomidorem i jabłka. W międzyczasie w różnych sklepach trafiłam na nieznane mi dotąd wegańskie produkty, wrzucam moje znaleziska, może komuś się przydadzą.

Biodegradowalny płyn do mycia w cenie znacznie bardziej przystępnej niż wszelkie inne specyfiki z różnych eko sklepów. Firma produkująca na Węgrzech, za chwilę otwiera fabrykę w Polsce. W odpowiedzi na mojego maila o to, czy środki są roślinne/testowane na zwierzętach, otrzymałam taką informację:

"W odpowiedzi na Pani pytanie informuję uprzejmie, że produkty Cleaneco nie są testowane na zwierzętach - na żadnym z etapów produkcyjnych. Nie byłoby to w zgodzie z naszą filozofia i wartościami, którymi kieruje się nasza firma. Natomiast mamy pewność, że substancje te nie są szkodliwe ani dla ludzi ani dla zwierząt".



W warszawskim Sezamie znalazłam kilka produktów firmy, której do tej pory nie znałam, inne wyroby można znaleźć na stronie producenta.




Formy do pieczenia z materiałów nadających się do recyklingu. Kupione na przecenie, więc łup tym bardziej cenny. 


Dobrze sprawdzające się na wyjazdach kotlety z bulguru z Rossmanna. W składzie nie ma świństw, wystarczy dodać wodę i uformować kotlety.


Różane, polskie mydło bez składników pochodzenia zwierzęcego, nietestowane. Duża kostka w papierowym opakowaniu za przystępną cenę. Pięknie pachnie!



Tureckie ciastka z płynnym kremem czekoladowym w środku. Fantastyczne, choć kaloryczne jak diabli. Kupione w pawilonie z turecką żywnością (mnóstwo świetnych produktów, część droga, ale czasem warto zaszaleć - bardzo wiele z nich jest wegańskich) w Pasażu Muranów.

Wrzesień wita ohydą za oknem, marzy mi się wyprawa po kasztany, najlepiej na Wolę, gdzie jako dzieciak namiętnie napełniałam nimi aksamitny worek na kapcie, ale na razie próbuję (bezskutecznie!) przystosować się do niskiej temperatury, zapanować nad przeziębieniem i wziąć się wreszcie porządnie do roboty.

Jakoś tak nostalgicznie się zrobiło. Do tego w Trójce piosenka bandu, który zna chyba każdy z wczesnych lat '80-tych. 
No cóż, Summer moved on, nie ma co do tego żadnych wątpliwości.